13 lip 2014

jeden

- Spakowałaś wszystko? – zapytałam mamę po raz setny.
Od godziny krzątała się po całym domu, upewniając się, że z pewnością zabrała każdą najpotrzebniejszą rzecz, co chwila spoglądając na zegarek. W pewnym momencie gwałtownie wyprostowała się i poprawiła misternie ułożoną fryzurę. Zmarszczyłam czoło, nie za bardzo wiedząc o co jej chodzi. Moja mama czasami robiła rzeczy, które były dziwne dla wszystkich, tylko nie dla niej. 
- Więc? – zachęciłam ją do wypowiedzenia swoich myśli. Odwróciła się w moją stronę, obdarzając mnie szerokim uśmiechem. 
- Jestem gotowa. – odetchnęła z ulgą. 
- Tu świetnie – starałam się brzmieć jak najmniej sarkastyczne, ale wiedziałam, że kiepsko mi to wyszło. Na całe szczęście mama rzadko przykładała uwagę do tego co mówię i jak mówię. Taki bonus od losu. Najważniejsze, że mogła już wyjechać. 
Niedawno zaczęły się wakacje i rodzice postanowili skorzystać z tego cudownego czasu i wyruszyć w podróż swojego życia. Proponowali mi, żebym jechała z nimi, ale grzecznie odmówiłam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić osiemnastolatki wlokącej się za swoimi rodzicami po całym kraju. Jedyne co mogłam im zaoferować to odprowadzenie na podjazd. 
- Będziemy tęsknić, skarbie. – rzucił tata, poklepując mnie po ramieniu – Sean powinien wpaść za jakiś czas. 
Sean to mój brat, który od roku studiował gdzieś na drugim końcu kraju. Od tego czasu rzadko pojawiał się w domu. Nie dziwię się mu, też bym nie chciała wracać, ale z drugiej strony miałam do niego żal, bo w pewnym sensie mnie zostawił samą. 
Samochód opuścił podjazd. Pomachałam jeszcze im na pożegnanie i wróciłam do środka, szczelnie zamykając za sobą drzwi. Byłam sama, cały dom miałam dla siebie na najbliższe 2 miesiące, jeśli nie więcej. Co zrobiłaby w tym czasie dziewczyna w moim wieku? Zapewne zadzwoniła po tabuny swoich znajomych i urządziłaby największą imprezę z okazji rozpoczęcia wakacji. Może i bym to zrobiła, ale perspektywa tego, że pojawiłoby się tu pełno ludzi, do których nie pałam sympatią, sprawiała że miałam ochotę zwrócić śniadanie. Poza tym, miałam inne plany. 
Chciałam się zabić.  
Kiedyś, uwielbiany przez nieszczęśliwie zakochane dwunastolatki autor napisał, że umiera się na wiele sposobów. Ja umarłam chyba już na każdy, tylko nie na ten właściwy. Uznałam, że właśnie nadszedł najwyższy czas to zmienić. 
Z szuflady na skarpetki wyjęłam tabletki nasenne, które przepisał mi lekarz, gdy cierpiałam na chroniczną bezsenność. Kilkanaście specjalnie zostawiłam na wyjątkową okazję. Kosztowało mnie to stada policzonych w łóżku owiec i niesamowity ból głowy, ale było warto. 
Wychodząc, zgarnęłam butelkę jakiegoś alkoholu z barku i powolnym krokiem kierowałam się w stronę jeziora. Dlaczego akurat tam? Lubiłam spędzać tam czas, więc uznałam, że to miejsce może być ostatnim, w którym byłam. Nie chciałam też na wieczność być uwięzioną we własnym domu. Ponoć osoby umierające jako nieszczęśliwe zostawały na ziemi. Zdecydowanie wolałam nawiedzać to jezioro. 
Przed południem mało ludzi tu przychodziło. Niewielki pomost godziny szczytu przeżywał o zachodzie słońca, kiedy to zakochane pary siadały na drewnianych deskach, aby podziwiać go, trzymając się za ręce. Na szczęście wtedy gościła tam tylko garstka ludzi. Usiadłam na samym skraju, pozwalając nogom swobodnie zwisać nad powierzchnią wody. Nie śpieszyło mi się. Obracałam w dłoniach stożkowate pudełko z tabletkami i przyglądałam się mu ze wszystkich stron, ale jakby brakowało mi odwagi, żeby je otworzyć. 
- No dalej. - zachęciłam się. 
W słuchawkach grała mi jakaś rockowa piosenka, której rytm wybijałam stukając palcami o stalową konstrukcję pomostu. To śmieszne, że w krytycznym momencie naszły mnie wątpliwości. Ręce zaczęły nienaturalnie drżeć, a mój oddech przyśpieszył. Czyżbym zaczęła tchórzyć? 
- Nie zrobisz tego - usłyszałam za plecami męski głos.
Ściągnęłam słuchawki i delikatnie się obróciłam, niepewna czy te słowa były kierowane akurat do mnie. Równie dobrze mogłam nabawić się schizofrenii. Jednak to nie były omamy, a tuż obok mnie usiadł nieznany mi chłopak. 
- Co masz na myśli? - zapytałam, jednocześnie starając się ukryć pudełko z tabletkami. 
- Nie zabijesz się, to miałem na myśli. - odparł beztrosko, wgapiając się w niebo. - Przynajmniej nie dzisiaj.
Siedziałam cicho przez dłuższą chwilę. Próbowałam w głowie ułożyć jakieś sensowne zdanie na wyśmianie go, ale zdałam sobie sprawę, że nie miałoby to sensu. Przecież mówił prawdę, zdałam sobie z tego sprawę dopiero wtedy. Tego dnia nie umrę. Na własne nieszczęście byłam zbyt wielkim tchórzem, żeby się załatwić. 
- To aż tak widać, że chcę się zabić? - czułam się jakby ktoś cyrklem wyrył mi na czole napis “samobójca”, a moje policzki zaczynały coraz bardziej piec.
Chłopak zaśmiał się delikatnie i skierował swój wzrok na mnie. 
- Swój pozna swojego, droga koleżanko. - wyciągnął dłoń w moją stronę - Jestem Luke. 
- Skylar - starałam się ją ścisnąć, tak jak mnie uczono. Zdecydowanie, ale bez przesady. 
- A więc Skylar, pozwól, że zaproszę cię na shake’a do McDonald’s i porozmawiamy na temat twojego niedoszłego samobójstwa.
- Masz zamiar mnie nawracać?
Po raz kolejny usłyszałam jego śmiech. 
- Nic z tych rzeczy. Mam zamiar wyjaśnić ci twoje błędy. 
- Mówisz tak jakbyś był ekspertem w tej dziedzinie, ale przecież wciąż tu jesteś. - odparłam zaczepnie
- Jeszcze, droga Skylar. Jeszcze. - skwitował to z dziwnym błyskiem w oczach.
Wstał i zaczekał na mnie. Podniosłam się, ale wciąż w rękach miałam butelkę z whisky ojca i tabletki, a nie zabrałam ze sobą żadnej torby. 
- Tego możesz się pozbyć - skinął na niewielkie pudełko - Ale dobrego alkoholu nigdy nie marnuj.
Nie za bardzo wiedząc co z tym zrobić, wyrzuciłam je do jeziora i chwilę patrzyłam jak dryfują na powierzchni wody, a następnie udałam się z Lukiem na obiecanego shake’a. 

 - Ile razy już próbowałaś to zrobić? - zapytał, kiedy przechadzaliśmy się po mieście.
Słońce zaczynało już powoli nam doskwierać. Przez zbliżające się południe w mieście trudno było spotkać kogoś, kto z własnej woli wyszedłby z chłodnego domu na to piekła na zewnątrz. No oprócz nas. Już dawno ściągnęłam koszulę w kratkę, którą miałam narzuconą na T-shirt z nadrukiem i przewiązałam ją wokół bioder. 
Zastanowiłam się chwilę przed odpowiedzią.
- Tak na poważnie to jeden raz. Prawie mi się udało. 
Najwidoczniej zainteresowałam go, bo przypatrywał mi się z wyczekiwaniem na kontynuację historii, ale nie powiedziałam już więcej na ten temat. Tamten dzień jak narazie ma pozostać tylko i wyłącznie w mojej głowie. 
- Miałeś mi opowiedzieć o moich błędach. - przypomniałam mu, zmieniając tym samym temat
- Trafne spostrzeżenie. Zacznijmy od tego, że wybrałaś marny sposób na śmierć.
Prychnęłam oburzona. On właśnie wyśmiał moją metodę na zabicie się. To już podchodziło pod nietakt. Nie ma jakiegoś niepisanego savoir-vivre dla takich sytuacji?
- Prawie dwadzieścia procent samobójstw jest popełnianych w ten sposób! - fuknęłam
- Spójrz prawdzie w oczy. Jest strasznie nudna. Zdążyłabyś wygrać sama ze sobą w Monopoly nim wreszcie, po wielu konwulsjach odeszłabyś z tego świata. Wy, dziewczyny zawsze macie takie wypaczone pojęcie o własnej śmierci. Chcecie potulnie umrzeć, najlepiej zamknięte w pokoju, żeby nikt się nie dowiedział. Tutaj zwrócę ci część honoru, wolałaś pójść nad jezioro. 
Słuchałam go nie za bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Ten gość był… psychiczny? Potrafił mówić o śmierci z takim luzem, jakby komentował pogodę.
- To jak, według ciebie, powinno wyglądać samobójstwo? - zapytałam, otwierając butelkę whisky, którą ciągle ze sobą niosłam.
Wzięłam z niej spory łyk i uważnie przysłuchiwałam się jego wypowiedzi.
- Przede wszystkim musi być to zrobione z rozmachem. Uwierz mi, Skylar, ludzie nie zapamiętają kolejnego wisielca. W końcu umierasz tylko raz, prawda? Więc czemu nie zrobić tego w sposób, który będzie kazał tym wszystkim szarym ludziom wspomnieć tego jeszcze nie raz? Trzeba im zostawić zagadkę do rozwikłania. Niech się zastanawiają czy odeszłaś z tego świata przez nieszczęśliwe zrządzenie losu czy z całkowitą premedytacją.
Nic nie powiedziałam. Mój mózg jakby potrzebował dodatkowego czasu na przeanalizowanie wszystkich informacji. Pierwszy raz w życiu spotkałam osobę, która wydawała mi się jeszcze bardziej zniszczona niż ja, a to już było sporym wyczynem. Nieopodal ulicy, którą szliśmy znajdował się stary, zardzewiały plac zabaw. Moje nogi powoli zaczęły dawać znać, że spacery po gorącym betonie nie są dla nich najlepsze, więc pokierowałam się w stronę ławki, na której usiadłam. Myślałam, że Luke zrobi to samo, ale on minął ją, bez jednego spojrzenia i wybrał huśtawkę, która pod wpływem jego ciężaru niebezpiecznie zaskrzypiała. Dopiero wtedy skorzystałam z okazji, żeby lepiej się mu przyjrzeć. 
Nie miał w sobie niczego specjalnego, co wyróżniłoby go z tłumu. No, może oprócz kolczyka w wardze. Ubrany był w ciemne jeansy,  znoszone trampki i biały T-shirt z napisem. Blond włosy chyba postawił na żel, a jego oczy nawet z tej odległości pozwalały dostrzec w sobie ten nieodgadniony blask. Jakby samym spojrzeniem chciał powiedzieć “nie znasz mnie i nigdy nie poznasz”. 
- Masz może papierosa? - zapytałam, czując nagle wielką potrzebę zapalenia. 
Luke wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Wziął jednego i włożył sobie do ust, następnie wyciągnął w moją stronę rękę. Zmusił mnie tym samym do wstania z mojego miejsca i podejścia do niego. Po chwili siedziałam już na huśtawce obok, delikatnie bujając się, co skutkowało nieznośnym skrzypieniem. Odpaliłam papierosa od zapalniczki trzymanej przez Luke’a i głęboko zaciągnęłam się. Dawka nikotyny wypełniła moje płuca, skracając moje życie o przynajmniej kilka dni. Przez cały czas mój towarzysz nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Rozumiem, że to nie dla przyjemności? - zagadnął.
Zrozumiałam tą aluzję bardzo dobrze. Nim odpowiedziałam wypuściłam dym, nieudolnie próbując zrobić z niego kółka.
- Uznajmy, że łączę przyjemne z pożytecznym.
- Bardzo mądrze. 
Dopiero teraz odpalił swojego papierosa. Starał się ukryć to, że krzywi się przy każdym buchu. Ze zdziwieniem musiałam stwierdzić, że mu palenie nie sprawia jakiejkolwiek przyjemności. Robił to z czystej potrzeby samozagłady. 
- Wiesz, Skylar - zaczął - Mam dla ciebie propozycje. Skoro jesteś taka marna w popełnianiu samobójstwa, możemy sobie pomóc. Zabijemy się razem.
Niedopałek wypadł mi z ręki i wylądował w piasku, a sama się zakrztusiłam. Upewniwszy się, że pozbyłam się dymu z płuc, wlepiłam w Luke’a zszokowane spojrzenie.
- Masz na myśli teraz? - spytałam
- Oczywiście, że nie. Widzisz, swoją śmierć planuję już od bardzo dawna. - zaczął swoją opowieśc - Jedyne na co czekam to odpowiednia okazja. Poza tym mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Pierwotnie to miała być jednoosobowa podróż, ale bardzo chętnie zabiorę ze sobą niezdarną autostopowiczkę. 
Starałam się zignorować tą uwagę skierowaną w moją stronę, ale nie powstrzymałam cichego prychnięcia.
- No więc na czym twój perfekcyjny plan polega? - zapytałam, krzyżując ręce na piersi.
- Proponuję ci układ, Skylar. Ty masz do dyspozycji sześć życzeń i ja też. Przez dwanaście tygodni realizujemy po kolei każde z nich. W trzynastym odchodzimy z tego świata, żegnani przez całe miasto. 
- Dlaczego akurat tyle?
- To proste. Szóstka to szczęśliwa liczba, dwunastka to ponoć doskonałość, a trzynastka, wbrew pozorom, niesie ze sobą wiele pomyślności. Wszystko razem daje gwarancję sukcesu. Więc jak będzie, droga Skylar? Wchodzisz w taki mały pakt samobójców?
Wahałam się jedynie przez moment nim zdecydowanie kiwnęłam głową. To dziwne, ale miałam wrażenie jakbym właśnie oddała swoją duszę samemu diabłu. Nawet jeśli, to co mi tam. Przecież i tak miałam umrzeć.


______
Jak to mówią, pierwsze koty za płoty.

26 komentarzy:

  1. Świetnie się zaczyna! Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział. Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiście piszesz masz talent dziewczyno ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć,

    Na 5SoS Szablony pojawiło się Twoje zamówienie. :)

    Pozdrawiam,
    G.

    OdpowiedzUsuń
  4. super początek. czekam na nowy rozdział. Masz talent do pisania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Coz nie sadzilam ze spodoba mi sie temat samobojcow ale sie mylilam. Swietnie sie zaczyna czekam na wiecej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaintrygowałaś mnie, czekam na kolejne części :)

    OdpowiedzUsuń
  7. WOW
    czekam na next
    to jest świetne.

    OdpowiedzUsuń
  8. super
    zostane na dłużej :)
    72-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesująco się zapowiada. Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znalazłam dzisiaj Twój blog na Spisie Fanfiction i nawet nie patrzyłam na kolejne na liście. "Pakt Samobójców" zainteresował mnie ogromnie! Spodziewałam się bumu i się nie zawiodłam! Pisz, pisz. To jest genialne! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się bardzo ciekawie. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wow. po prostu wow.
    Zaintrygował mnie tytuł i tak jak przewidywałam rozdział okazał się świetny. Czekam na następny :) x

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie piszesz <3 czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy mozna spodziewac sie nastepnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że wyrobię się ze wszystkim do piątku

      Usuń
  15. Mianowałam Cię do VBA! Więcej informacji tu: http://igrzyska-smierci-wyspa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaczyna się ciekawie...
    Masz wielki talent do pisania <33
    Czekam na nextt <33 ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. To jest swietne , czekam na nastepny :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Super się zapowiada *.* Niesamowity pomysł, niecierpliwie czekam na następny rozdział =]

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawie się zapowiada!:) masz cholerny talent do pisania, nie moge sie doczekac kolejnego rodzialu,powodzenia! @parlousashton

    OdpowiedzUsuń
  20. TO JEST BOSKIE!MOJA TEMATYKA oj czuję że będę tu wracała :D

    OdpowiedzUsuń
  21. świetnie się zapowiada , na pewno będę czytać dalej . Masz talent dziewczyno ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. TO
    JEST
    TAKIE
    BOSKIE,
    ŻE
    OOO
    MMM
    GGG
    !!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Okey.... Dopiero zaczęłam więc lecę dalej!!!! Pamiętaj ja tu jestem!!!!
    Kocham tak poza tym i nawet ten pierwszy rozdział tak zaciekawia że nie mogę usiedzieć w miejscu
    Pozdrawiam :*
    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. No to czytam dalej i gratuluję pomysłowości :*

    OdpowiedzUsuń