22 sie 2014

cztery

Tik-tak. Tik-tak. Tik-tak.
Skąd w moim pokoju wziął się zegar z tarczą? I co nie tak było z moją poduszką? Głowa ważyła chyba z tonę, a powieki miałam jak z ołowiu. Wykonanie najmniejszego ruchu kosztowało mnie ogrom wysiłku i bólu. Udało mi się jednak zebrać w sobie takie pokłady energii by ostatkami sił dźwignąć się do góry.
To, co zobaczyłam przeszło moje wszelkie oczekiwania. Okazało się, że to co wzięłam za poduszkę, tak naprawdę było pośladkami nieznanego mi chłopaka. Z suchego gardła wydostał się chyba najżałośniejszy jęk, jaki słyszała ludzkość. Czym prędzej zeszłam z mojego dotychczasowego „łóżka” i poderwałam się do góry. Nie było to zbyt dobrym posunięciem, bo od razu poczułam zawroty głowy i mdłości.
Gdy świat przestał kręcić się szybciej niż zazwyczaj miałam okazję rozejrzeć się po pomieszczenie, które, jak elokwentnie stwierdziłam, nie było moim pokojem. Ściany miały beżowy kolor i gdzieniegdzie powieszone były plakaty zespołów rockowych. Wszędzie porozwalane były ciuchy, talerze i puste opakowania, a w jednoosobowym łóżku spał… Luke z Ashtonem?
- Co do cholery?! – wrzasnęłam, powodując ogólne poruszenie i przy okazji silny ból gardła.
Dotychczas wtuleni do siebie blondyni, spojrzeli ze zdezorientowaniem najpierw na mnie, a następnie na siebie. Hemmings zaczął się niebezpiecznie kołysać i po chwili już leżał na ziemi z obolałymi pośladkami.
Zamieszanie, które nastąpiło, obudziło chłopaka od pośladków.
- Nie możecie ciszej? – mruknął, zwijając się w kulkę. – Ja tu próbuję spać.
Teraz zdałam sobie sprawę, że był w samych bokserkach. Luke miał na sobie tylko jeansy, a Ashton? Sądząc po nagich ramionach, wystających spod kołdry również był pozbawiony przynajmniej części okrycia wierzchniego.
Spanikowana spojrzałam na siebie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że miałam na sobie męski T-shirt i koszulę w kratkę. W duchu zastanawiałam się co ubierałam przed wyjściem z domu, ale z miałam pewność, że na pewno to nie było to.
- Wody – jęknął Irwin, machając rękoma w powietrzu.
- Gdzie my jesteśmy? – zapytałam, patrząc na Luke’a, który właśnie masował swoje obolałe miejsce.
Gdy zorientował się, że to od niego oczekuję odpowiedzi, zamyślił się głęboko, jakby analizował wszystkie możliwości. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy odezwał się Ashton.
- To moje mieszkanie.
Ze zdziwieniem uniosłam brwi. Jakoś nie miałam nigdy okazji tu wpaść, a jak już wpadłam to ewidentnie w wielkim stylu.
- Um…To super – mruknęłam, drapiąc swoje włosy.
Po omacku, podpierając się o ściany, starałam się odnaleźć toaletę, bo po całonocnej popijawie miałam wrażenie, że mój pęcherz zaraz eksploduje. Następnym przystankiem była kuchnia. Z desperacją zaczęłam otwierać każdą szafkę w poszukiwaniu kubka lub szklanki. Oczywiście znalazłam to dopiero w ostatniej, którą otworzyłam.
Nie miałam pojęcia jak czuje się człowiek, który na pustyni odnajduję oazę, ale wydaje mi się, że towarzyszy im podobna euforia jak mi, gdy płyn wreszcie zwilżył moje gardło. Wydałam z siebie głośne westchnienie ulgi i oparłam się o blat.
- Wiesz co, partnerko takiego życzenia to się nie spodziewałem. – powiedział Luke, wchodząc do pomieszczenia.
Całonocna eskapada też odcisnęła ślady na jego wyglądzie. Włosy, zazwyczaj starannie ułożone do góry, sterczały na wszystkie strony. Czarna koszulka wyglądała jak wyjęta psu z gardła. Na szczęście nigdzie nie zgubił tego swojego uśmiechu, którym właśnie mnie obdarzał.
- Przymknij się. – warknęłam, walcząc z czajnikiem, który za nic nie chciał się włączyć.
- Hej, spokojnie. – zaśmiał się, unosząc ręce w geście poddania się – Nie miałem nic złego na myśli. Jestem pewien, że świetnie się bawiłem, mimo, że nie pamiętam większości wieczoru ani nocy.
- Mam to samo. – pokręciłam głową, jakby to miało sprawić, że w magiczny sposób moje wspomnienia, odebrane przez zbyt dużą ilość alkoholu, powrócą.
- Gramy w  nowej wersji Kac Vegas?
- Na to wygląda.
W chwili gdy woda w czajniku zaczęła bulgotać, do kuchni wszedł Ashton, krzywiąc się niemiłosiernie.
Nie wyglądał lepiej niż Luke. Bez bandamki, która zazwyczaj ujarzmia jego loki, włosy sprawiały wrażenie jakby chwilę temu zostały porażone prądem. W przeciwieństwie do Hemmingsa, Irwin nie kłopotał się ze znalezieniem jakiegoś okrycia. Ku mojej uciesze paradował bez koszulki. W końcu to jego dom, więc może tu nawet latać w różowej tiulowej spódniczce, chociaż ten widok raczej bym sobie oszczędziła.
- Już nigdy z wami nie piję. – wybełkotał, wyciągając z szafki opakowanie z kawą i podając je mi.
Zaraz potem blondyn przyssał się do kranu i popijał wodę, wydając z siebie dziwne jęki. Wymieniliśmy z Lukiem zdziwione spojrzenia, ale żadne z nas się nie odezwało.
Po kilku minutach nasza trójka siedziała przy stole, starając się dojść do tego co tak właściwie działo się przez ostatnie kilkanaście godzin.
- Ostatnie co pamiętam to picie w klubie, ale za cholerę nie wiem skąd się tu wzięliśmy. W ogóle kiedy my się spotkaliśmy, Ashton? – zapytałam, układając w głowie strzępki moich wspomnień.
- Twój kolega do mnie zadzwonił. – odparł, wskazując kubkiem na Luke’a.
Obdarzyłam Hemmingsa zdziwionym spojrzeniem, oczekując na wyjaśnienia.
- Jak już wyszliśmy z klubu to zaczęłaś coś majaczyć, że zaraz umrzesz i koniecznie musimy zadzwonić do Ashtona. No to zadzwoniłem do niego z twojej komórki i przyjechał. Potem już mam tylko pustkę.
- Kręciliśmy się po mieście, odwiedziliśmy chyba jeszcze kilka pubów i w końcu wylądowaliśmy u mnie… - Irwin otwierał usta, aby dokończyć opowieść, kiedy do kuchni wszedł chłopak-poduszka.
Nawet gdybym chciała, to nie mogłam przypomnieć sobie jego imienia.
- Macie coś do jedzenia? – mruknął , drapiąc się po głowie.
- Kto to w ogóle jest? – zapytałam, po dłuższej chwili ciszy, wgapiając się w nieznajomego.
- To Calum – zaśmiał się Luke – Mój dobry kolega.
- I nie zapomnij dodać, że najlepszy kompan do picia.
- Masz bardzo wygodne pośladki, Calum. – chłopak uśmiechnął się triumfalnie i dumnie wypiął obiekt mojej pochwały.
- Za to ja w życiu nie widziałem kogoś, kto tak dobrze gra w rozbieranego pokera po pijaku.
Gdyby Ashton nadal siedział na swoim miejscu, a nie przygotowywał jakiegoś posiłku zdatnego do uznania go za śniadanie, oplułabym go kawą, którą właśnie popijałam.
- Przecież ja nawet nie umiem grać w tysiąca! – zaprotestowałam.
- Najwidoczniej alkohol wyzwala u ciebie ukryte talenty. – Cal wzruszył ramionami, zajmując wolne krzesło przy stole.
- Czyli pamiętasz wszystko z poprzedniej nocy? – zapytałam, pełna podziwu dla jego tolerancji alkoholowej.
Ashton dosłownie rzucił nam na stół przypalone grzanki. Luke i jego kumpel od razu zaatakowali je. Mimo, że brzuch mi się skręcał, podchodziłam z rezerwą do posiłku. Wierzyłam w dobre intencje blondyna, ale chleb w połowie był właściwie zwęglony. Gdy obdarzyłam go krzywym spojrzeniem, on uśmiechnął się bezradnie.
- Właściwie spławdźcie telefon Luke’a. – odezwał się Calum z ustami pełnymi jedzenia –
Łobiliśmy cały czas zdjęcia.
Hemmings wyglądał na zdziwionego, ale wyciągnął z kieszeni spodni swojego iPhone’a. Zebraliśmy się wokół niego i zaczęliśmy podziwiać wydarzenia, których wcale nie pamiętałam.
Ja pijąca kolejkę, ja przybijająca sobie piątkę z Calumem, selfie w toalecie, twarz Caluma, Luke podtrzymujący mnie na chodniku, ja z Lukiem, Ashton, ja płacząca w ramię Ashtona, kilka zdjęć pod pubami, ja z…
- Czekaj – odezwał się Irwin – Czy to Emily?
Milczałam, ze skupieniem gapiąc się w ekran telefonu. To była Emily. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz z nią rozmawiałam. Na fotografii stałyśmy objęte, szeroko uśmiechając się. Miałam rozmazany makijaż i było widać, że jestem w stanie silnego upojenia alkoholowego. Gdzieś w tle Calum robił głupią minę.
- Nie wiedziałem, że znowu rozmawiacie.
- Bo nie rozmawiamy. – otrząsnęłam się w końcu. – Nie potrafię tego wyjaśnić, Ash.
Luke, odrobinę zdezorientowany, kontynuował przewijanie. Dalej były pozy z butelką wódki, i zdjęcia z naszej słynnej partii pokera. Faktycznie, ogrywałam ich. Wszystko wskazywało na to, że gdy Calum był już w bokserkach, znudziło nam się i po prostu poszliśmy spać.
- To było… - chrząknął Hemmings – ciekawe.
- Taaa – mruknęliśmy wszyscy, nie za bardzo wiedząc co zrobić z tym czego właśnie się dowiedzieliśmy.

- Jesteś pewien, że chcesz wracać piechotą? – Luke spytał Caluma, gdy staliśmy na chodniku w oczekiwaniu na taksówkę.
Hood z radością pokiwał głową. Poznałam jego nazwisko, bo już zdążyłam dostać od niego zaproszenie na facebooku i follow na instagramie. Jak sam stwierdził, skoro razem piliśmy, od teraz oficjalnie jesteśmy przyjaciółmi.
- Uwielbiam spacery na kacu. Świat wydaje się wtedy taki kolorowy. – rzucił rozmarzony.
Gdy podjechał samochód, pożegnaliśmy się z ciemnowłosym i razem usiedliśmy na tył.
- Co szykujesz na przyszły tydzień? – zagadnęłam Luke’a, bawiąc się koszulą, którą nadal miałam na sobie.
Spojrzał na mnie z politowaniem, delikatnie się śmiejąc.
- Nie oszukuj, partnerko. I tak nic ci nie powiem. – dostałam pstryczka w nos, po czym jego dłoń delikatnie dotknęła kołnierzyka i zaczęła sunąć w dół po moim ramieniu, aż dotarła do nadgarstka. Lekkim szarpnięciem odwrócił moją rękę. Milczałam w napięciu, oczekując jakiejkolwiek reakcji.  Jego niebieskie oczy studiowały uważnie ślady na mojej skórze.
- Są dosyć stare. – stwierdził w końcu, przerywając ciszę panującą między nami.
- Unikam już tak głębokich ran. – powiedziałam zachrypniętym głosem.
Nadal trzymał moją rękę i kciukiem zaczął delikatnie błądzić po uwypukleniach. Stało się to dla mnie nie do zniesienia, dlatego niby od niechcenia wyrwałam dłoń z uścisku, udając, że pilnie muszę się podrapać.
- Może kiedyś pokażę ci swoje. – puścił do mnie oczko. – I liczę, że do tego czasu odzyskam moją własność.
- No nie wiem. – udałam, że głęboko się zastanawiam i szczelnie owinęłam się jego koszulą – Chyba mi pasuje.
Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, po czym oboje parsknęliśmy śmiechem.
- Sky, nie rób tego więcej. Uwierz mi, blizny nie wyglądają zbyt seksownie w trumnie.
- Można wyglądać seksownie w trumnie?
- Z twoim ciałem? Owszem.
Spuściłam głowę, pozwalając aby włosy zasłoniły mi twarz, która przybrała uroczy, czerwony kolor. Nie byłam przyzwyczajona do komplementów na temat mojego wyglądu. Może i nie odstraszałam swoją twarzą, ale uroda, którą obdarzyła mnie matka natura nie wszystkim się podoba. To kwestia gustu. Sama siebie uważałam za umiarkowanie ładną.
- Em… No tego… Dzięki. – wydukałam, uśmiechając się lekko do Luke’a.
Śmieszne, prawda? Osoba z depresją, która chce się zabić nie nienawidzi swojego ciała. Przecież to nie trzyma się kupy. Cóż, powody moich myśli samobójczych są złożone i nie miałam zamiaru jak na razie tego rozdrapywać.
Taksówka podjechała pod mój dom niedługo potem. Wysiadłam, uprzednio wciskając Hemmingsowi odpowiednią sumę pieniędzy. Postawił mi skok na bungee, za wożenie mojego tyłka nie będzie płacił.
Już z zewnątrz usłyszałam głośny rap w stylu „nigga, dziwki, hajs”. Wspominałam o tym jak uwielbiam gust muzyczny mojego brata? Otworzyłam drzwi i do moich nozdrzy dotarł zapach pizzy i alkoholu, od którego mój żołądek zaczął kręcić fikołki. Wpadłam do salonu, gdzie leżały porozwalane talerze, ciuchy i Merlin wie co jeszcze. Na samym środku, w samych spodenkach, tańczył Sean. Wykonywał coś na kształt afrykańskich godów. Z odrazą wypisaną na twarzy wyłączyłam wieżę, powodując niezadowolenie mojego brata.
- Jesteś obleśny. – powiedziałam, kładąc dłonie na biodrach.
Za to on uniósł brwi i wykrzywił usta w kpiącym uśmieszku.
- Nie sądzisz, że wypadałoby być dla mnie milszą? Wiesz, po tym co się stało rok temu..
- Myślisz, że powinnam całować cię po stopach. – weszłam mu w słowo – Nie przelicz się tylko.
- Kochana siostrzyczka. – Sean podszedł do mnie i lekko poklepał po policzku – Tak mi się odpłacasz?
Furia. To najlepsze określenie tego, co działo się we mnie.
- Odpłacam ci się za co? – wrzasnęłam – Za to, że od paru lat traktujesz mnie jak gówno i na dodatek zostawiłeś mnie tutaj samą? Wybacz, że nie skaczę z radości.
Nie miałam ochoty na jego gierki. Byłam zmęczona, miałam kaca, a do tego okres mi się zbliżał, więc odepchnęłam go i z wyraźnym zaakcentowaniem mojej złości udałam się do mojej jaskini.
- Z łaski swojej tu posprzątaj. – rzuciłam, zanim zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Z westchnieniem oparłam się o ścianę. Moje życzenie przyniosło niespodziewany skutek. Nie potrafiłam wyrzucić z głowy widoku zdjęcia, na którym pozowałam z Emily. To była moja przyjaciółka, ale poróżniłyśmy się chyba z półtora roku temu. Nie widziałam jej, a słuch kompletnie o niej zaginął. Przed oczami stanęła mi nasza ostatnia rozmowa, chociaż można to bardziej nazwać awanturą, po której opuściła ten pokój z wielkim hukiem, a ja płakałam przez dwa dni. To wtedy ją straciłam, bo osoba, którą się stała nie była tą moją Emsy.
Kierując się impulsem, sięgnęłam do jednej z szuflad i wyciągnęłam z niej niewielkie pudełko. Jego zawartość to, pod względem materialnym, przede wszystkim niepotrzebne śmieci. Śmieci, które były kiedyś dla mnie cholernie ważne. Kilka polaroidów, fotek z budki, wyblakłe bilety i najważniejsze – metalowa bransoletka z wygrawerowanymi inicjałami. Sprawiłyśmy sobie taki prezent na jedną z naszych rocznic. I co mi zostało z tych wszystkich lat? Tylko wielka pustka i chłód roznoszący się po moim sercu na myśl o wydarzeniach, które ostatecznie zakończyły naszą przyjaźń. Nasza historia pozwoliła mi zakwestionować sens przywiązywania się do ludzi. Bo po co to robić skoro w pewnym momencie za chęć pomocy dostajesz same rozczarowania?

No i mamy czwórkę. Jestem z siebie dumna, bo rzadko w moich opowiadaniach docierałam do tego rozdziału (słomiany zapał, oł jea).
Dziękuję za wszystkie komentarze, votes, odwiedziny i nominacje (wybaczcie, że się tego nie podejmuję, ale jest to dla mnie czarna magia). Nawet przeglądając twittera znalazłam pochlebne opinie, ale muszę się ich naszukać. Chciałabym, żeby mogły się one znaleźć w jednym miejscu, ale jedyne na co wpadłam to hasztag, ale boję się jakiś wymyślić, bo czuję, ze pod nim byłyby pustki.
Doceniam każdy komentarz, bo one serio dają kopa do działania i w ogóle. Nie żądam wiele. Może być to jedno słowo: czytam, łyżka, talerz, sałatka owocowa, ale w ten sposób dajecie mi znać, że jesteście moją pracą zainteresowani.

Na koniec mam dla Was zapowiedź czegoś, co jak na razie jest w fazie przygotowań. Oglądajcie w HD.

25 komentarzy:

  1. Boski, boski, boski rozdział! Na początku nie wiedziałam o co chodzi ale później wszystko się wyjaśnilo ;) Koffam<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Łyżka z sałatką owocową haha xd
    Zajebisty rozdział, ja też chcę taką poduszkę! Nie mogę się doczekać następnego życzenia i będę pamiętać żeby ograniczać alkohol.
    życzę weny i czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku było takie wait, what? A później śmiałam się z tego co oni nie nawyprawiali xD Świetnie się czyta to opowiadanie. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju cudowne *__*

    dołączam się do wypowiedzi powyżej- z początku nie wiedziałam o co kaman X'D

    Masz bardzo ciekawy styl pisania, lekko się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. podczas gdy jem sałatkę owocowa łyżką czytam ten przecudowny zajebisty i w ogóle sjsbxjsnskanzjan rozdział i mam na prawdę of rama nadzieje ze to opowiadanie dociagniesz do końca bo je uwielbiam ♥
    72-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Talerz :) Suuuuuper rozdział ;) Poszaleli xd i ten ja komentowalam wcześniej pod inną nazwą (Zuza*), tak mówię żebyś wiedziała że jestem tą samą osobą ;)
    Czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nawet wróciłam do poprzedniego rozdziału, żeby zobaczyć, czy nie przegapiłam gdzieś początku tej popijawy :D
    Jest świetnie, oby tak dalej, trzymam kciuki, życzę weny i systematyczności! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Nie mogę się doczekać następnego *-*
    Życzę weny i mam nadzieję, że nie przestaniesz publikować tego ff, bo masz na nie świetny pomysł ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział :)
    czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajebisty jak zawsze ;) Wpadnij do mnie : http://www.thirteen-objectives.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Owww cudowny rozdział ^^ weny i wytrwałości bo piszesz świetnie

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział, oryginalny pomysł na ff i to mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nominowałam Cię do LA, więcej informacji tutaj: http://5sos-fanfiction-love.blogspot.com/
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. dzika impreza musiała być, że tak nic nie pamiętają xd.
    świetny rozdział! przepraszam że taki marny komentarz pozostawiam, ale nie mam na niego weny
    czekam z niecierpliwością na nowy xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział jest świetny :) Jak każdy poprzedni ;) Nie mogę się już doczekać następnego

    PS uważam że masz niesamowity talent :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytam, łyżka, talerz, sałatka owocowa i co tam jeszcze chcesz, rozdział zaje*isty. Lofki, kiski :*
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nominuję Cię do Liebster Award http://powiem-tylko-jedno-kocham-cie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. kocham to ff, życzę weny skarbie:*

    OdpowiedzUsuń
  20. Hejka!
    Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji tutaj: http://i-just-want-to-love-someone.blogspot.com/2014/08/liebster-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  21. Odpowiedzi
    1. postaram się wyrobić do końca tygodnia

      Usuń