20 sty 2015

sześć

Od dzisiaj swoją opinię możecie też wyrazić na Twitterze, używając hasztagu #paktFF

muzyka

- Naprawdę nie mam pojęcia co dzieje się z tą cholerną pogodą – westchnął Sean, posyłając stęsknione spojrzenie w stronę okna, gdzie krople deszczu toczyły leniwe wyścigi w spływaniu po przeźroczystej powierzchni.
To było jedno z gorszych lat w historii. Kraj powoli zaczął obawiać się zagrożenia powodziowego, które z każdym dniem stawało się coraz bardziej realne. Ulewy nie odpuszczały prawie żadnego dnia i pojawiały się znikąd. W jednej chwili upał był nie do zniesienia, a chwilę później nie można było znaleźć sobie suchego miejsca.
Razem z tym pojawiły się braki ciągłości z dostawą prądu. Zdarzało się, że wieczorami cała dzielnica była pozbawiona oświetlenia.
Niestety, najnowsze prognozy pogody nie pozostawiały złudzeń – przez kolejne tygodnie nie ma szans na zmiany. W konsekwencji rodzice utknęli na pustkowiu Merlin wie gdzie i ich „wycieczka” została zawieszona. Na szczęście dostęp do ich konta nie był utrudniony, co uchroniło mnie przed sponsorowaniem codziennych przekąsek Seana, jakimi były zgrzewki piwa i śmieciowe żarcie. Jego przemiana materii już od dzieciństwa stanowiła obiekt mojej ogromnej zazdrości.
Westchnęłam cicho i odłożyłam czytaną przez siebie książkę. Obecna pogoda miała na mnie też nie za dobry wpływ. Przez większość czasu siedziałam w pokoju, zwinięta w kulkę. Gdy nie byłam zajęta rozstrzyganiem dylematów tematyki egzystencjalnej, starałam się naprawić relacje z bratem. Zaczynaliśmy od małych rzeczy jak na przykład siedzenie w tym samym pokoju czy wspólne posiłki. To zawsze coś. Może zanim się zabiję, uda nam się zacząć rozmawiać tak, jak kiedyś.
Z każdym dniem perspektywa rychłej śmierci zaczynała mnie coraz bardziej oswajać. Może to depresja na powrót zawładnęła moim umysłem, a może jednak to wina pogody.
Pewnie dalej tkwiłabym zawieszona gdzieś we wnętrzu własnego mroku, gdyby na mojej twarzy nie wylądowało coś miękkiego. Jak się okazało była to ścierka. Spojrzałam pytająco na sprawcę tego ataku, który tak się składa był moim bratem. Stał nade mną, z rękami na biodrach i zaciętą miną.
- Ruszaj się, siostra. Mam dosyć życia w brudzie. – oznajmił poważnie, co skwitowałam wybuchem śmiechu.
- TY masz dosyć życia w brudzie? Większość tego brudu jest twoja, więc zrób z siebie użytek i posprzątaj.
- Mam zamiar – powiedział, chwytając mnie za stopę – Ale ty mi w tym pomożesz.
Zaskoczona starałam się zaprzeć, aby nie ściągnął mnie z kanapy, co skończyłoby się nieprzyjemnym spotkaniem mojego tyłka z podłogą, ale niestety mój brak mięśni dał o sobie znać i chwilę później masowałam swoje obolałe podwozie. Obiecałam sobie, że postaram się zemścić, ale jedyne co chyba byłabym w stanie zrobić to podmienić krem do golenia na bitą śmietanę.
Sean, niewzruszony, odwrócił się ode mnie i podszedł do komody, po czym włączył stojący na niej odtwarzacz. Z głośników od razu zaczęły wypływać głośne takty piosenki Anberlin. Oczywiście, mój brat nigdy nie słuchał muzyki cicho, więc odniosłam wrażenie, że bas może rozkruszyć mi żebra. Wywróciłam oczami, starając pozbierać się z podłogi. Chcąc nie chcąc porządki w domu trzeba było zrobić. Opakowania po pizzy, chińszczyźnie i puszki po piwach powoli stawały się domem dla coraz to nowszych gatunków bakterii. Niedługo mogłyby zacząć planować jakiś przewrót i przejąć całą posiadłość, a my bylibyśmy skazani na zamieszkanie w ogrodzie.
Na początku od niechcenia strącałam wszystkie śmieci na podłogę, z politowaniem obserwując poczynania mojego brata, który kręcąc biodrami na wszystkie strony świata, zbierał wszystko, co ja zrzucałam. Wystarczyła chwila, abym wczuła się w rytm piosenki i sama zaczęła wywijać po salonie, jakby był to parkiet jakiegoś klubu.
Istnieje pewna uniwersalna prawda na temat sprzątania. Bez muzyki jest to niewyobrażalna katorga, którą ciężko jest zdzierżyć. Jednak wystarczy tylko włączyć chociażby radio, żeby praca poszła kilka razy szybciej. No może nie szybciej, tylko zdecydowanie przyjemniej.
Wykonując piruety, zajęłam się wycieraniem powierzchni płaskich. Wrzeszczeliśmy tekst piosenki tak, że zaczęło boleć mnie gardło, jednak prawdziwa zabawa zaczęła się dopiero gdy do gry wszedł odkurzacz. Dom stał się ogromną sceną dla naszego występu, który wbrew pozorom naprawdę był skutecznym sposobem na sprzątanie. Nie minęły nawet dwie godziny, a wszystkie pomieszczenia lśniły czystością, mimo, że jeszcze chwilę wcześniej można było pomylić je z jakąś meliną.
Wykończeni i śmierdzący od potu rzuciliśmy się na kanapę. Dopiero wtedy spojrzałam ponownie za okno. Deszcz na chwilę odpuścił, pozwalając pojedynczym promieniom zachodzącego słońca wyjrzeć zza chmur. Muzyka nadal grała, lecz już raczej tylko jako przyjemne tło. Bolały mnie wszystkie teoretyczne mięśnie, a na duszy czułam dziwną ulgę. Odruchowo spojrzałam na Seana, który już przyssał się do butelki piwa. Uśmiechnęłam się pod nosem, kręcąc głową. On jest niereformowalny.
Dźwignęłam się z kanapy i chciałam pójść pod prysznic, żeby zmyć z siebie nieprzyjemny zapach, ale gdy byłam już w korytarzu zatrzymał mnie głos Seana.
- Hej, siostra. – spojrzałam na niego wyczekująco, gdy dokładnie lustrował mnie wzrokiem – Dobrze się dzisiaj bawiłem.
Obdarzył mnie tym starym, dobrym uśmiechem, którego nie sposób było nie odwzajemnić.
- Ja też. – puściłam mu oczko, zanim na dobre zniknęłam w korytarzu.

Sen przyszedł niespodziewanie szybko. Wystarczyło, żebym przyłożyła głowę do poduszki, a już znalazłam się w krainie Morfeusza. Niestety, pobożnym życzeniem było przespanie całej nocy. Potężny huk obudził mnie, przez co natychmiast zerwałam się z łóżka z przerażeniem. Zegar na szafce nocnej wskazywał kilka minut po drugiej. Pięknie, jedna z niewielu nocy, gdy nie nawiedzają mnie jakiekolwiek przerażające wizje, a siły natury postanawiają zrobić mi na złość, nie pozwalając przespać jej spokojnie.
Przymknęłam oczy, masując sobie skronie. Najchętniej zapaliłabym, jednak skończyły mi się fajki. Przeklęte uzależnienie. Co najgorsze, polubiłam smak papierosów. Zaczął sprawiać mi przyjemność i już nie paliłam wyłącznie dlatego, że przybliża mnie to do grobu. Nikotyna stała się moim narkotykiem, z którego rezygnacja była dla mnie niemożliwa.
Westchnęłam zrezygnowana, zdając sobie sprawę, że już nie zasnę i  bez papierosa oszaleję. Zwlekłam się z łóżka i szurając stopami po ziemi, skierowałam się do kuchni z nadzieją, że może gdzieś zgubiłam chociaż jedną fajkę, choć prawdopodobieństwo było równe zeru.  Przetrząsnęłam wszystkie możliwe miejsca i nie znalazłam nic, nawet kurzu, bo wszystko wysprzątaliśmy na błysk. Perfekcyjna Pani Domu byłaby dumna.
Nałóg wygrał – musiałam wyjść na deszcz. Wróciłam do pokoju i pośpiesznie narzuciłam na siebie jeansy, koszulkę i za dużą bluzę. Po cichu przemknęłam do wyjścia, chociaż żeby obudzić Seana musiałabym na korytarz sprowadzić stado słoni. Przez krótką drogę do samochodu zdążyłam przemoknąć do suchej nitki, ale czego się nie robi dla fajek.
Nie chciało bawić mi się w zgadywanki pod tytułem „Który sklep będzie otwarty w środku nocy?”, więc postanowiłam udać się tam, gdzie drzwi otwarte są całodobowo – na stację benzynową. Wycieraczki pracowały na pełnych obrotach, tak samo jak ogrzewanie, które miało chociaż w niewielkim stopniu mnie wysuszyć, chociaż to nie miało zbyt wielkiego sensu, bo gdy wysiądę to wszystko pójdzie na marne. Ulice miasta były jeszcze bardziej opustoszałe niż zwykle, a światła, które tak uwielbiałam, rozmazywały się gdzieś w tle. Jechałam powoli, rozkoszując się chwilami spędzonymi na nocnej jeździe. Wyjątkowo nie słuchałam żadnej płyty, a z głośników płynęła jakaś ckliwa ballada, której nigdy w życiu nie usłyszałoby się w radiu w ciągu dnia.
Dotarłam na stację i wyłączyłam silnik. Nakładając na głowę kaptur, wyskoczyłam z samochodu i truchtem udałam się do środka.
Mogłam przypuszczać, że wewnątrz grała ta sama stacja radiowa, ponieważ usłyszałam końcówkę piosenki, która towarzyszyła mi podczas jazdy. Postanowiłam urządzić sobie małe polowanie i poszukać jakiegoś opakowania żelek czy jakiś innych słodyczy. Przemknęłam pomiędzy półkami, znajdując obiekt moich poszukiwań. Tyle smaków do wyboru wprawiło mnie w prawdziwą euforię. Łapczywym wzrokiem świdrowałam dział moich marzeń, podczas gdy wewnątrz mnie toczyła się walka o to, co wybiorę. Koniec końców zdecydowałam się na paczkę żelek i Oreo.
Za ladą stała powitała mnie znudzona dziewczyna, niewiele starsza ode mnie. Podałam jej markę papierosów, a ona z wielkim westchnieniem sięgnęła po paczkę.
Wyciągałam z kieszeni banknot i rzuciłam go na ladę, cierpliwie czekając aż przemiła kasjerka wyda mi resztę. Gdy wreszcie to zrobiła, chwyciłam zakupione przedmioty i odwróciłam się na pięcie, chcąc w spokoju udać się do auta, jednak niechcący wpadłam na kogoś. Mruknęłam ciche „przepraszam”, bez wysilenia się nawet na spojrzenie i próbowałam wyminąć przeszkodę, lecz zostałam zatrzymana przez uścisk na wysokości łokcia. Zdziwiona podniosłam wzrok, który spotkał się ze znajomymi niebieskimi tęczówkami.
Blond włosy, zazwyczaj postawione na żel, teraz sklejone były deszczówką. Cała reszta była na swoim miejscu. Kolczyk, czarna bluza i uśmiech.
- Dzień dobry, partnerko.
Uniosłam jedną brew i przepuściłam Luke’a, ponieważ taranowałam mu drogę do kasy.
- Dzień wstanie dopiero za jakieś trzy godziny. – wytknęłam mu, patrząc jak podaje sprzedawczyni dwie puszki napojów energetycznych.
- Nie bądźmy drobiazgowi. – Wywrócił oczami, następnie zapłacił i ruszył w stronę wyjścia, chyba oczekując, że podążę za nim, ponieważ lekko skinął na mnie głową.
Stanęłam pod daszkiem przed wejściem do stacji benzynowej, spoglądając na Hemmingsa, który siłował się z otwarciem swojego wcześniejszego zakupu. Gaz uleciał, wydając tym samym syczący dźwięk.
- Idziemy się przejść? – zapytał, po dłuższej chwili ciszy.
- Nie chcę burzyć twojego wyidealizowanego świata, ale jakbyś nie zauważył, szaleje burza.
- Jednak nie przeszkodziła ci ona w wyjściu o trzeciej nad ranem po fajki.
- To inna historia – oburzyłam się, czując, że zaczynam się czerwienić.
- Chyba jest na to nazwa – rzucił, nakładając na głowę kaptur – to uzależnienie.
Wzruszyłam od niechcenia ramionami, Luke natomiast jednym potężnym łykiem opróżnił puszkę i wyrzucił ją do kosza, po czym jak gdyby nigdy nic ruszył przed siebie. Gapiłam się na niego w osłupieniu, a on obrócił się do mnie, zdziwiony tym, że nie idę obok niego.
- Nie idziesz? – spytał, krzyżując ręce na piersi.
Pokręciłam przecząco głową, po czym palcem wskazałam na mój zaparkowany obok samochód.
- Co powiesz na przejażdżkę?
- Nie bawię się z tobą – wydął usta w geście niezadowolenia, jednak krokiem obrażonego pingwina skierował się w stronę drzwi kierowcy – Ja prowadzę.
- Wątpię. – pokręciłam głową i znajdując się obok niego, popchnęłam go lekko biodrem – Marie nie lubi obcych.
Widziałam jak wywraca oczami i mruczy pod nosem coś w stylu „kto nazywa swoje auto Marie?”, ale posłusznie udał się na miejsce pasażera.
Od razu włączyłam ogrzewanie i natychmiast zaczęłam wielbić cudowne ciepło płynące z klimatyzacji. Nic nie poradzę na to, że jestem ciepłolubna. Może w poprzednim życiu byłam kotem i sypiałam na kaloryferach?
- Dokąd jedziemy? – spytał Luke, bawiąc się radiem.
Przeskakiwał ze stacji religijnej na taką, która grała jakieś bardzo kiepskie disco polo i miał z tego niesamowitą frajdę.
- Do lasu – odpowiedziałam ze stoickim spokojem – planuję cię tam poćwiartować i zakopać, bo mam taki kaprys.
Blondyn złapał się za klatkę piersiową i wydał się być niesamowicie urażony.
- Jak mogłaś wybrać dla mnie tak żałosną śmierć? Zawiodłem się na tobie.
Zaśmiałam się cicho, nie odrywając wzroku od drogi.
- Co robiłeś o tej porze na stacji benzynowej?
- Zadowoli cię odpowiedź, że szukałem utraconego sensu życia?
- W żadnym stopniu, ale nie musisz się mi spowiadać. Jestem po prostu ciekawa.
- Byłem u Caluma pograć w Fifę i gdy wracałem do domu stwierdziłem, że mam ochotę na Red Bulla.
- Sądziłam, że kryję się za tym jakaś głębsza historia -  westchnęłam, rzucając mu krótkie spojrzenie.
- Przykro mi, że cię zawiodłem. – powiedział z udawanym smutkiem, po czym wybuchnął śmiechem.
Nie miałam pojęcia co zabawnego w tym widział, ale mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry, jednak szybko spoważniałam, skupiając wzrok na pracujących  wycieraczkach. Ulice były puste, więc mogłam pozwolić sobie na tego rodzaju dekoncentrację.
- Myślałeś o tym co się z nami stanie po śmierci? - spytałam nagle.
Przez dłuższą chwilę Luke nie odpowiadał, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
- Zabiorą nas do szpitala, może będą próbowali reanimować…
- Wiesz o co mi chodzi – weszłam mu w słowo.
- Czy to jest odpowiednia pora na takie rozmowy? – jęknął, poprawiając się na siedzeniu.
- Znasz lepszą porę niż trzecia nad ranem na takie rozmowy?
- Co racja to racja.
Na te słowa uśmiechnęłam się triumfalnie i czekałam na odpowiedź Hemmingsa.
- Chciałbym wiedzieć, Sky. Może wtedy nie ogarniałby mnie strach na samą myśl, że po drugiej stronie może czekać tylko pustka.
Ton jego głosu się zmienił. Nie było w nim radości, a pewnego rodzaju nostalgia. Wziął głęboki oddech i kontynuował.
- Żałuję, że nigdy nie byłem nadzwyczaj wierzący, bo przynajmniej miałbym podstawy sądzić, że po śmierci czeka na nas jakaś wygodna chmurka w niebie. Chociaż samobójcy są z góry potępieni, więc chyba bardziej odpowiadałby kociołek w piekle. Tymczasem pozostają tylko domysły i mogę jedynie mieć nadzieje, że po drugiej stronie jest lepiej niż tutaj.
Nie odezwałam się, tylko pokiwałam głową. Zawisła pomiędzy nami przyjemna cisza, której nie miałam zamiaru zakłócać. Krążyłam po mieście, bez jakiegoś konkretnego celu. W międzyczasie ulewa zamieniła się w mżawkę, która wraz z nadejściem świtu zupełnie odpuściła.
- Skręć tutaj – zarządził Luke, wskazując na niewielki zjazd. Bez słowa wykonałam polecenie i zaparkowałam na parkingu leśnym.
- Skoro przestało padać to możemy wreszcie iść się przejść. – odpiął pas i już go nie było.
Na zewnątrz od razu uderzył mnie przyjemny zapach, który zawsze można poczuć po deszczu. Włożyłam do kieszeni bluzy papierosy, zapalniczkę i paczkę Oreo, aby następnie dogonić Hemmingsa, który już maszerował przed siebie. Znajdowaliśmy się na obrzeżach miastach, gdzie więcej było drzew niż domów.
Droga prowadziła w górę, jak się okazało znajdowaliśmy się na niewielkim wzgórzu, z którego rozciągał się widok na śpiące miasto i dopiero budzące się słońce. Luke usadowił się na oparciu jednej, samotnej ławki, która wzięła się tutaj nie wiadomo skąd, bo nie za bardzo pasowała do krajobrazu. Dosiadłam się do niego i wreszcie zapaliłam papierosa. Zaproponowałam fajkę mojemu towarzyszowi, a gdy grzecznie odmówił, poczęstowałam go Oreo, które już przyjął z ogromnym entuzjazmem. I tak nam minął ten poranek. Na gapieniu się na wschód słońca, paleniu i cieszeniu się swoim wzajemnym towarzystwem.


Guess who's back. Rozdział niby sprawdzony, ale mogło mi coś umknąć.

PYTANIA

Nowy zwiastun (do oglądania w HD):


#PaktFF

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :P /@NeverDollars

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział :) nowy zwiastun jest świetny w bardzo dobrej jakości przez co miałam wrażenie, że oglądam zwiastun filmu.
    Z jednej strony chciałabym, aby jednak na końcu opowiadania nie popełnili samobójstwa, a z drugiej uwielbiam (to odrobinę brutalne, wiem) zakończenia wyciskające łzy spowodowane śmiercią bohatera. Uwielbiam niezauważalną więź między czytelnikiem i autorem, co prowadzi do więzi z bohaterami fanfiction. Według mnie to pewnego rodzaju magia tego wszystkiego, świadcząca o ogólnej ocenie. (Zakładam, że każdy ma chociaż jedną książę/film/serial/opowiadanie, w którym mamy swojego ulubieńca, do którego wracamy cały czas)

    Śmiało mogę powiedzieć/napisać, że mimo dopiero szóstego (to wydaje się być początkiem) rozdziału przywiązałam się emocjonalnie do bohaterów Twojego opowiadania :D
    Whatever, trochę się rozpisałam, z czego zapewne wyszły mi same głupoty, ale trudno :) Ogólny sens tego brzmi "Uwielbiam to opowiadanie, nie chcę aby się kończyło"

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział. Z niercierpliwością czekam na następny rozdział. Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział! Piszesz wszystko tak lekko i ciekawie. Zwracasz ogromna uwagę na małe rzeczy, dzięki czemu opowiadanie nie jest nudne, a wręcz przeciwnie. Sprawiasz, że każde pojedyncze słowo znajduje swoją odpowiednie miejsce. :))) Podoba mi się zwiastun, chociaż widziałam go wcześniej, na blogu gdzie robisz zwiastuny. Sama postanawiam coś u ciebie zamówić. ;))) Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miazga! Masz talent dziewczyno. Nie używasz jakichś wyszukanych słów, które ciężko zrozumieć, a piszesz taką uroczą prostotą, która od razu trafia do serca. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłaś!! Yey :D Rozdział bardzo mi sie podobał :))) chociaż przypuszczałam że pojawi się w nim kolejne wyzwanie Sky to i tak jestem bardzo na tak :D
    Uwielbiam po prostu styl Twojego pisania! jest taki lekki i przyjemny a przy tym bardzo dobrze wszystko opisuje :) Szczególnie podziwiam Cię za opisy, ja nie daję sobie z nimi rady :/ i dlatego tak bardzo lubię czytać Twoje opowiadanie - uczę się od najlepszych :D
    Muszę to powiedzieć jeszcze raz strasznie cieszę się że do nas wróciłaś!! :* mam nadzieję że zostaniesz na dłuuugo :D
    Pozdrawiam i do przeczytania :*

    OdpowiedzUsuń
  7. ZAJEBISTY oby tak dalej<3 czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna część. Nieco spokojna, choć sprzątanie im się udało w imprezowym stylu. Los jednak pcha tą dwójkę do siebie, bo nie ma to jak przypadkowe spotkanie w środku nocy na stacji benzynowej. Czekam na kolejną część. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział- świetny! Zwiastun- wspaniały ja nie wiem skąd ty bierzesz pomysły i czas na realizowanie tak wspaniałych prac :>

    OdpowiedzUsuń
  10. ŚWIETNY ZWIASTUN!!! z jaki filmów wzięłaś sceny?

    OdpowiedzUsuń