28 lut 2015

osiem

Zachęcam do głosowania na Pakt Samobójców w ankietach na Blog miesiąca na Katalogu5sos i Spisie Fanfiction

muzyka

Wiedziałam, że przygotowanie się do wyjścia zajmie mi nieco ponad pół godziny, więc postanowiłam wreszcie porządnie się najeść. Byłam zła i głodna, a wiadomo, że to niezbyt dobre połączenie. Moja frustracja w większości brała się z niespełnionego życzenia. Chciałam zrobić z siebie użytek i w ciągu tego czasu, który sobie zostawiłam, zrobić coś dla innych. Jak widać moje altruistyczne zapędy zostały brutalnie stłumione przez rzeczywistość.
O dziwo, Sean przed wyjazdem zrobił zakupy. W lodówce czekały na mnie jogurty, mleko oraz kilka jabłek i bananów. Oprócz tego mój wielkomyślny brat zostawił mi trzy kawałki pizzy, które, z niespotykaną radością, skonsumowałam.
Po szybkim prysznicu, nałożyłam makijaż i ubrałam na siebie czarne spodnie, T-shirt z nadrukiem i krótką jeansową kurtkę.
„Muszę pofarbować włosy”, pomyślałam, gdy przeglądając efekt końcowy, zobaczyłam, że ciemne odrosty zaczynają być coraz bardziej widoczne i pewnie dłużej rozprawiałabym na ich temat, gdyby nie telefon, który zaczął wibrować mi w kieszeni. Była to wiadomość od Luke’a o jakże złożonej treści.
„Jadę”.
Już kilka minut później siedziałam na miejscu pasażera, słuchając na cały regulator All Time Low. Trochę zdziwiłam się, że chłopak przyjechał samochodem, ale szybko rozwiał moje wątpliwości, tłumacząc, że impreza odbywa się zaledwie kilka domów obok niego. Zdążyłam jedynie rzucić okiem na średnich rozmiarów willę, pod którą zaparkował, bo od razu ruszył żwawym krokiem przed siebie i jak zawsze musiałam go dogonić. Nienawidziłam tego, że miał takie długie nogi.
Już z oddali dało się usłyszeć głośną, klubową muzykę. Minęło sporo czasu od kiedy ostatnio byłam na jakiejś domówce, a fakt, że prawdopodobnie będę znała tam tylko Luke’a nie pocieszał mnie. Moje obawy zapewne były bezpodstawne, bo gdy tylko znaleźliśmy się pod wypełnionym po brzegi domu, zdałam sobie sprawę, że zapewne wmieszam się w tło.
- Lubisz takie imprezy? – zapytałam, kiedy weszliśmy na werandę, a muzyka jeszcze nie musiała być przekrzykiwana.
- Niekoniecznie, – uśmiechnął się krzywo – ale darmowy alkohol jak najbardziej.
Nie kłopotaliśmy się z dzwonieniem do drzwi. Od razu wkroczyliśmy do zatłoczonego salonu. Impreza trwała w najlepsze, mimo że dopiero niedawno się ściemniło.
Wewnątrz panowała ogromna duchota, spowodowana natłokiem spoconych ciał. Szybko odnalazłam dłoń Luke’a i chwyciłam ją mocno, aby go nie zgubić, co chłopak od razu odwzajemnił. To była jedna z tych domówek znanych z amerykańskich seriali. Alkohol lał się strumieniami, a seksownie ubrane dziewczyny zachowywały się niczym tancerki z klubów nocnych. Gdzieś w kącie grupa chłopaków, wyglądających na zawodników drużyny koszykarskiej, grała w beer ponga. Przeciskając się przez grupy studentów, dotarliśmy do kuchni.
- Drinka czy piwo? – zapytał, podczas przebierania w różnokolorowych alkoholach. On sam wziął jedną z butelek Heinekena i sprawnym ruchem pozbył się kapsla. Nie byłam oryginalna gdy po chwili wzięłam to samo.
Zajęliśmy wolne miejsca w ogromnych rozmiarów jadalni, gdzie trwał konkurs na jak najszybsze wypicie największej ilości piwa. Mimowolnie stukałam stopą o podłoże i delikatnie kołysałam się w rytm grającej właśnie melodii.
- Przepraszam – powiedział nagle Luke, przerywając ciszę pomiędzy nami.  Posłałam mu zdziwione spojrzenie i wzięłam spory łyk zimnego napoju.
- Nie za bardzo rozumiem.
- Trochę przesadziłem pytając cię o sama-wiesz-co.
Przez stwierdzenie „sama-wiesz-co” zachciało mi się śmiać, jednak spoważniałam gdy uświadomiłam sobie, co kryje się za tymi słowami. Ktoś, kto powiedział, że łatwo jest mówić prawdę musiał mieć nieźle pokręcone w głowie. Czasami prawda sprawia tak ogromny ciężar, że utrudnia nawet codzienne funkcjonowanie.
- To nie tak, że nie chcę ci tego powiedzieć. – westchnęłam – Po prostu nie chcę, żebyś patrzył na mnie inaczej. Jeszcze kiedyś zaspokoisz swoją ciekawość, bez obaw.
Może i ciągnąłby temat dalej, gdyby nie nagle, jak spod ziemi, przed nami nie zmaterializował się ciemnowłosy znajomy.
- Pośladki! – zawołałam radośnie, rzucając się na szyję przyjacielowi Hemmingsa.
Chłopak z entuzjazmem odwzajemnił moje powitanie. Następnie przybił sobie piątkę z Lukiem i podkradając jakiemuś chłopakowi krzesło, przysiadł się do nas.
- Chłopie, mam do ciebie ogromną prośbę – natychmiast zwrócił się do blondyna. Ten, z półuśmiechem, czekał na to, czego oczekuje od niego Calum. – Błagam, bądź moim skrzydłowym. Widziałem tu laskę, z którą po prostu muszę się umówić! Od tego zależy moje życie!
Hood mówił to z takim przekonaniem, że faktycznie byłam w stanie uwierzyć, że gdy nie dostanie numeru tej dziewczyny, wyzionie ducha w dramatycznych okolicznościach.
- Postaw kolejkę to zobaczymy. – odparł Luke.
- Stoi! – Calum wyciągnął w jego stronę dłoń, aby przypieczętować umowę pomiędzy nimi. Następnie zwrócił się do mnie.
- Pozwolisz mi porwać na moment mojego przyjaciela?
- Jest cały twój. – zaśmiałam się, dając mu pełne zezwolenie na zabranie blondyna.
Chwile później dwie znajome mi postacie zniknęły gdzieś za rogiem. Tym samym zostałam sama wśród kompletnie nieznanego mi tłumu ludzi. Nie chcąc czuć się jak ostatnia idiotka, postanowiłam się rozejrzeć. Muzyka dudniła mi w uszach, gdy przemierzałam ciasny korytarz, wypełniony wymieniającymi między sobą ślinę parami. Liczyłam, że może wśród tego stada nieznajomych zobaczę jakąś znajomą twarz, ale chyba było to tylko moje złudne marzenia.  Zaczęłam myśleć, że cały mój rocznik już dawno opuścił tą dziurę, nie oglądając się za siebie, bo od czasu zakończenia szkoły nie zobaczyłam nikogo, z kim kiedyś miałam jakiekolwiek lekcje.
Salon już dawno zmienił się w parkiet, gdzie wywijali ci mniej i bardziej wstawieni. Jakaś dziewczyna z potencjalną przyjaciółką rozpoczynała striptiz, stojąc na kanapie, ku uciesze męskiej części gości. Odwróciłam wzrok od tego widoku i biorąc porządny łyk piwa, zaczęłam ruszać się w rytm muzyki. Przymknęłam oczy, wyobrażając sobie, że wokół mnie nie ma tylu ludzi. Dawno nie byłam na imprezie, na której po prostu mogłam się dobrze bawić, bo do tego rankingu nie mogłam zaliczyć mojego pierwszego życzenia, z którego po prostu nic nie pamiętałam. W sumie wyszło na to, że moje drugie życzenie też skończyło się na imprezie.
Kręciłam biodrami, popijając alkohol, kompletnie nie przejmując się niczym. Brakowało mi takich chwil, gdy mogłam się wyłączyć od własnych demonów. Nagle poczułam na sobie jakieś obce, spocone łapska. Po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie odwracając się nawet do tyłu, zgrabnym ruchem odsunęłam się od nieznajomego. Wolałam jednak tańczyć solo, jednak po pewnym czasie piwo mi się skończyło, a w nogach zaczynałam odczuwać ból, więc postanowiłam wrócić do kuchni, mając nadzieję, że może Luke z Calumem już wrócili. Niestety, przeliczyłam się. Ich nieobecność wynagrodziłam sobie kolejną butelką Heinekena.
Chcąc skorzystać z ciepłej nocy, odnalazłam drogę do ogrodu, gdzie trwała zupełnie inna impreza. Jakiś chłopak pilnował grilla i podawał jedzenie wszystkim chętnym, a na tyłach ludzie siedzieli przy ognisku. Zasadniczą różnicą był brak roznegliżowanych i kompletnie zalanych dziewczyn. Nieśpiesznym krokiem przemierzałam sporych rozmiarów działkę, przyglądając się bawiącym się ludziom. Niestety, zgodnie z oczekiwaniami, nie zobaczyłam ani jednej znajomej twarzy.
Zrezygnowana chciałam wrócić do środka, jednak zrządzenie losu chciało, abym przy wejściu zderzyła się z twardą klatką piersiową. Jak robię zazwyczaj, chciałam wyminąć tą osobę, mówiąc ciche przepraszam, jednak podobnie jak w nocy na stacji benzynowej, teraz też mi się to nie udało. Zatrzymał mnie bardzo znajomy głos, mówiący moje imię.
Momentalnie ugięły mi się kolana, a w klatce piersiowej pojawił się uścisk, który uniemożliwiał mi wzięcie oddechu. Szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w osobę, której już nigdy nie chciała spotkać. Próbowałam coś zrobić, ale moje ciało odmawiało wykonania najmniejszego ruchu. Czułam jakby ściany zaczęły zbliżać się w moją stronę.
Jesse. 
Właściwie wcale się nie zmienił od momentu, gdy ostatni raz go widziałam. Nadal musiałam zadrzeć głowę, aby przyjrzeć się jego twarzy. Nadal nie był zbyt mocno umięśniony, jak na to że trenował koszykówkę. I nadal nie byłam gotowa na spotkanie z nim.
On wydawał się równie zaskoczony tym spotkaniem, jak ja. Mierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby chciał się upewnić, że to na pewno ja. Co chwilę otwierał i zamykał usta, jednak nie powiedział nawet słowa.
To ja otrząsnęłam się pierwsza. Gwałtownie odwróciłam się i ruszyłam przed siebie, hamując napływające do oczu łzy. Coraz ciężej mi się oddychało. Chyba upuściłam piwo. Ludzie popychali mnie. Świat zaczął wirować. Chciało mi się wymiotować. Musiałam usiąść. Potrzebowałam pomocy. Drżącymi rękami sięgnęłam po telefon. Luke. Luke tu był. On mi pomoże. Nie wiem jak wybrałam jego numer. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Odebrał tuż przed trzecim. Mówiłam coś, ale nie pamiętam już słów. Opadałam z sił. Pod schodami znajdowała się otwarta komórka, w której się schowałam.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam łzom swobodnie płynąć, podczas gdy powoli normował mi się oddech. Serce nadal waliło jak szalone, a dłonie drżały niemiłosiernie. Idiotka. Jak mogłam tak zareagować? Musiałam się liczyć z tym, że prędzej czy później go gdzieś spotkam. Tylko nie spodziewałam się, że od razu wywoła to u mnie atak paniki. Przyciągnęłam kolana do piersi i mocno objęłam je ramionami, kołysząc się w przód i w tył, jakby to miało mnie uspokoić, ale nie potrafiłam przestać płakać. Mimo roztaczania wokół siebie aury osoby, która potrafiła poskładać swój świat do kupy, tak naprawdę wciąż byłam wrakiem. To było przypomnienie, dlaczego chciałam umrzeć.
Drzwi schowka otworzyły się gwałtownie. Spojrzałam na rozmazaną postać Hemmingsa, który ukucnął tuż obok mnie. Schowałam twarz w dłoniach, rozklejając się jeszcze bardziej.
- Ciii… - szepnął, gładząc delikatnie moje plecy. – Chodźmy stąd, Skylar.
Dzięki Bogu nie pytał co się stało, bo i tak nie byłabym w stanie mu odpowiedzieć mu niczym innym jak kolejnym wybuchem płaczu. Pomógł mi wstać i opiekuńczo obejmując ramieniem, wyprowadził z budynku.
Łapczywie wdychałam nocne powietrze, powoli opanowując histerię. Miałam nadzieję, że atak paniki odpuścił już na dobre. Luke cały czas instruował mnie jak mam oddychać i starał się, abym jak najszybciej doszła do siebie, wciąż powtarzając, że będzie dobrze.
- Już lepiej? -  zapytał, patrząc na mnie z troską wypisaną na twarzy. Niepewnie pokiwałam głową. – Chcesz wrócić do domu?
- T…Tak. – wydukałam, zdając sobie sprawę jak słabo brzmiał mój głos.
- Nie powinienem cię zostawiać samej. Przepraszam cię. – chłopak niepotrzebnie czuł się winny. To przecież nie on przyprowadził Jesse’go na tą imprezę. Uśmiechnęłam się słabo, po czym na chwiejnych nogach zaczęłam oddalać się od tego przeklętego domu.
Byliśmy już po drugiej strony ulicy, gdy usłyszałam jak Jesse nawołuje moje imię. Mimowolnie odwróciłam głowę w tamtą stronę, a dłonie znowu zaczęły mi drżeć. Stał na schodach, rozglądając się dookoła. Kiedy dojrzał mnie, żwawo ruszył w naszą stronę. Instynktownie zbliżyłam się do Luke’a , który widząc moje napięcie przyciągnął mnie do siebie. To co się stało potem było kwestią sekund.
Chciałabym wiedzieć skąd wziął się tamten samochód pędzący z nieprzepisową prędkością. Wolałabym nie widzieć jak pod wpływem siły uderzenia, Jesse praktycznie wylatuje w powietrze niczym szmaciana lalka. Zaczęłam krzyczeć tak głośno, że poczułam mocne drapanie w gardle. Złapałam się za głowę, bo byłam przekonana, że zaraz eksploduje. To nie mogło dziać się naprawdę. To musiał być jakiś pokręcony sen albo tak się upiłam, że mam halucynacje. Ale to była rzeczywistość i nieprzytomny chłopak leżał na środku ulicy. Pisk hamulców i ogromny huk towarzyszący uderzeniu przyciągnął uwagę bawiących się, którzy zaczęli wychodzić na zewnątrz, aby zaspokoić swoją ciekawość.
Do rzeczywistości przywrócił mnie dopiero Luke, który zaczął potrząsać moim ramieniem.
- Musimy się stąd zmywać, Sky. – powiedział, kucając przy mnie. Nie zauważyłam, kiedy znalazłam się na ziemi. Chwyciłam wyciągniętą w moją stronę dłoń, próbując wstać, ale nie zdało się to na nic. Nie potrafiłam utrzymać się na nogach. Chłopak, widząc to, nie zastanawiał się długo i jednym ruchem wziął mnie na ręce. Mocno objęłam go za szyję, a on cały czas szeptał, że wszystko będzie dobrze, doskonale zdając sobie sprawę, że to nie była prawda. Do tego momentu nie wiedziałam jak krucha jestem. Myślałam, że poprawiło się, że potrafię normalnie żyć, ale myliłam się. Najchętniej już w tamtej chwili zakończyłabym swoje życie. Pieprzyć Pakty. Chciałam umrzeć.
- Jeszcze nie czas, partnerko.  – powiedział, gdy znaleźliśmy się przy jego samochodzie. Powiedziałam to na głos?
Delikatnie ułożył mnie na tylnym siedzeniu, a sam usiadł na miejscu kierowcy. Normalnie pewnie rzuciłabym jakiś wykład na temat prowadzenia auta pod wpływem alkoholu, ale w tamtej chwili było mi to kompletnie obojętne. Mogliśmy się rozbić na najbliższym zakręcie. Ułatwiłoby to wszystkim życie.
Ciche pomrukiwania silnika działały na mnie uspokajająco. Luke jechał powoli, nie kłopocząc się nawet, aby włączyć radio. Mocniej przyciągnęłam kolana do piersi, zwijając się w kulkę. Miałam wrażenie, że rozpadam się na kawałki.
Hemmings przez całą drogę nie odezwał się nawet słowem. Widziałam jedynie jak co jakiś czas spogląda przez lusterko do tyłu. Nagle poczułam jak zalewa mnie fala wstydu, że widzi mnie w takim stanie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek był świadkiem mojego załamania. Dotychczas chowałam się w czterech ścianach, przeczekując najgorsze, ale spotkanie Jesse’go było zbyt dużym szokiem.
Luke zgasił samochód i chwilę później ponownie byłam na jego rękach.
- Gdzie masz klucze? – zapytał, kierując się w stronę drzwi.
Pokręciłam szybko głową.
- Okno. – powiedziałam słabym głosem, wskazując na moje awaryjne wejście do domu. Zawsze przed wyjściem na imprezy zostawiałam je niedomknięte, niezależnie od tego czy ktoś był w domu czy nie. Tak na wszelki wypadek.
- Muszę cię teraz postawić na ziemię. – oznajmił, jakby tłumaczył coś pięciolatce. – Dasz radę stać?
Gdy mruknęłam cicho, co miało oznaczać odpowiedź twierdzącą, Luke delikatnie odstawił mnie na trawę. Wsparłszy się o ścianę, próbowałam utrzymać się w pionie. Chłopak otworzył okno na całą jego szerokość i pomógł wejść mi do środka, chwilę później znajdując się obok mnie. Niczym zombie  pokonałam dystans do łóżka i padłam na nie niczym martwa.
- Luke – szepnęłam, ledwo słyszalnie, jednak na tyle głośno, że niemal natychmiast znalazł się przy mnie. – Dziękuję za pomoc.
Uśmiechnął się blado, delikatnie głaszcząc mnie po głowie.
- Nie ma sprawy. Dzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. – Puścił mi oczko i chwilę później go nie było. Chciałam go prosić, żeby ze mną został, bo inaczej pęknę jak mydlana bańka, ale zabrakło mi sił. Byłam wyczerpana napływem wszelkich emocji, jakich doświadczyłam tego wieczoru. Wystarczyło, żebym zamknęła oczy, aby sen przyszedł niemal natychmiast.


Na początku rozdział siódmy i ósmy były połączone, ale podzieliłam je na dwa, dlatego nie są tak długie jak bym chciała. Jakieś opinie kim jest Jesse? Czemu jego obecność aż tak zdenerwowała Sky? Myślicie, że Calum wyrwał tę laskę? Komentujcie, tweetujcie - dzięki temu dodajecie mi skrzydeł i weny.
Bardzo też Was proszę, polecajcie to ff! Jak gdzieś się kiedyś spotkamy to w ramach podziękowania dostaniecie cukierki (wcale nie brzmię jak stary pedofil) :)
#PaktFF 
PS. Zagłosujcie w ankiecie na górze strony ;)

12 komentarzy:

  1. Myślę że ten Jesse to chłopak który zranił Sky i dlatego tak zareagowała.
    A co do Cala myślę że z jego urokiem udało mu sie,poderwać te dziewczynę XD
    A wgl to chciałabym Tobie,podziękować za dodanie rozdziału. Naprawdę sie ciesze ♡
    Plus- bardzo lubię cukierki x'D

    OdpowiedzUsuń
  2. O jezu, ale sie dzieje...wydaje mibsie ze tan Jesse tobjej były chłopak, który ją zranił, poprzez zdrade czy coś i przez niego chciała się zabić? Mega by było gdyby Luke był więcej przy Sky....ogólnie rozdział mega i nie moge doczekać sie kolejnego..kocham <3
    życzę weny :* <3!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że z Calum'em nigdy nic nie wiadomo :).
    Wydaje mi się, że Jesse to jej były i bardzo ją zranił, dlatego chce popełnić samobójstwo.
    Ostatnie zdanie mnie rozwaliło :D
    Kocham to ff.
    :* <3
    ILYSM
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój blog został nominowany do ankiety na Blog Miesiąca! Głosować można pod linkiem: http://sonda.hanzo.pl/sondy,241288,u3Pr.html bądź na stronie głównej spisu. Pozdrawiamy, załoga spisfanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wreszcie udało mi się dorwać do internetu i przeczytać to cudo! Uwielbiam twoje opowiadanie i twój styl pisania. Jest po prostu doskonały; perfekcyjny w każdym calu. Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się jak najszybciej, bo normalnie oszaleję bez możliwości poznania dalszych losów Sky i Luke'a
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Calum na pewno wyrwał jakąś laskę xD. A co do tego gościa to moją pierwszą myślą było to, że kiedyś ja zgwałcił (Nie wiem dlaczego. To chyba częsty motyw). Albo zdradził. W każdym bądź razie musiał ją mocno skrzywdzić skoro tan na niego zareagowała. Luke był taki słodki i opiekuńczy. Pasują do siebie. Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie skończyłam czytać :D Super *-* Naprawdę twoje opowiadanie jest cudowne ;3 Tak mi też, się przez chwile wydawało, że ją zgwałcił, ale to tylko moja wyobraźnia, musiał w każdym razie bardzo mocno ją zranić :d

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze strasznie mi jej szkoda. Myślę, że Jessie w jakiś sposób ją zranił, że może wykręcił jej jakiś numer, po którym ona cierpi do tej pory - może dlatego chce się zabić? Myślałam, że impreza skończy się dobrze, a tu jednak skończyła się w całkowitej rozsypce. Mam nadzieję, że Sky da radę. Czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Na początku chciałam powiedzieć, że nalazłam Twojego bloga zupełnie przypadkiem! :) Dokładniej to przez ankietę, na której miałam zagłosować na taki jeden blog...Twój tytuł bloga jako pierwszy wrócił moją uwagę. Od razu zaczęłam poszukiwać Twojego bloga. I udało się z czego jestem niemiernie zadowolona! :) Po obejrzeniu zwiastunów(i przeczytaniu o czym jest blog) od razu wiedziałam, że muszę go przeczytać!
    Przeczytałam już wszystkie rozdziały i jestem w tym blogu totalnie zakochana ♥
    Jest naprawdę świetny, i strasznie smuci mnie fakt, że prawdopodobnie będzie tylko 15 rozdziałów, czego jest stanowczo za mało! :( Ale cóż.. Nie będę Cię do niczego zmuszać :)

    Ten rozdział jest fenomenalny! Ogromnie mi się podobał :)
    Strasznie szkoda mi Sky. Mam wiele teorii co do tego kim jest Jessie...sądzę, że jest on jednym z powodów do samobójstwa...

    No nic... z niecierpliwością czekam na nexta! Bloga już dodaję do obserwowanych i możesz być pewna, że będę Twoim stałym czytelnikiem! :)

    Przy okazji zapraszam do siebie:
    http://forbidden-feeling-louistomlinson.blogspot.com/
    http://gifts-of-the-angel-city-of-secrets.blogspot.com/
    http://my-madness-mentalroad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Informuję, że ten blog został wybrany do udziału w konkursie na Blog Zimy organizowanym przez internetowy-spis.blogspot.com. Zasady konkursu znajdują się w Dziale Blogu Roku na podanej wyżej stronie. W imieniu całej załogi życzę miłej zabawy i zajęcia jak najwyższego miejsca.
    Pozdrawiam.

    Alexx, Internetowy Spis.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj przeczytałam. Jestem zakochana *__* To jest po prostu fenomenalne. Czekam z utęsknieniem na kolejny rodział :3 (dzisiaj już chyba z 5 razy sprawdzałam heh)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam!

    W Katalogu Euforia pojawiła się nowa opcja!

    Teraz, możesz reklamować nie tylko swój blog, ale także swoje rozdziały i sprawić, że będziesz mieć jeszcze więcej czytelników!

    Zainteresowany?

    Odwiedź nas,

    katalog-euforia.blogspot.com ---> zakładka: Dział Nowych Rozdziałów

    Załoga KE

    OdpowiedzUsuń