14 lut 2015

siedem

Stwierdzenie, że byłam nieprzytomna można było dzisiejszego dnia uznać za eufemizm. Co chwilę przyłapywałam się na tym, że opierając głowę na dłoni, przysypiałam. Na ratunek przybył dopiero Ashton, który niczym rycerz na czarnym rowerze, odstąpił mi swojego batonika i zrobił kawę tak mocną, że oczy prawie wyszły mi z orbit, ale pomogło.
W związku z przenosinami sklepu, Irwin dzielił ze mną zmianę częściej. Podczas gdy ja obsługiwałam klientów, on powoli szykował wszystko do przeprowadzki. Już niedługo mieliśmy zacząć inwenturę i na dobre zamknąć ten sklep. Nie mogłam narzekać na taki obrót sytuacji. Przynajmniej miałam towarzystwo, z którym mogłam porozmawiać albo, jak w tamtej chwili, które trąca mnie łokciem gdy za bardzo odpłynę.
Kiedy zmiana wreszcie dobiegła końca, dosłownie wyleciałam ze sklepu, przy okazji prawie taranując biednego Ashtona, który posłał mi jedynie rozbawione spojrzenie.
Na zewnątrz powitały mnie promienie słońca, przyjemnie grzejące w twarz. Nareszcie zapowiadał się pierwszy od dawna bezdeszczowy dzień. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym wsiadłam do samochodu i z delikatnie przekroczoną dozwoloną prędkością pognałam do domu.
Na podjeździe już czekała na mnie znajoma blond czupryna. Nadeszła moja kolej na spełnienie następnego życzenia. Machnęłam ręką w jego stronę, nie wysiadając nawet z samochodu, dając mu tym samym znak, aby wsiadł do mojej Toyoty.
- Ciekawe czy uda ci się mnie dzisiaj zaskoczyć, partnerko. – rzucił na powitanie, uśmiechając się rozbrajająco.
Nie skomentowałam tego, tylko uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Sama nie wiedziałam czy go zaskoczę, ale moje wątpliwości zostały rozwiane, gdy zaparkowałam pod szpitalem i zobaczyłam wyraz twarzy Hemmingsa.
- No dobra, udało ci się – powiedział, zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne.
Drogę do budynku przeszliśmy w milczeniu. Luke, co chwilę, rozglądał się wokół siebie niespokojnie, przez co mi też udzielił się nastrój niepewności, mimo że doskonale wiedziałam co robię.
Nienawidziłam sterylności szpitali i tego drażniącego zapachu wybielacza dookoła. Niegdyś białe, a teraz już poszarzałe ściany usłyszały już wiele łamiących serce historii. Miałam nadzieję, że nasza nie jest jedną z nich. Nie tak chciałam być zapamiętana.
Jako samobójca posiadałam przywilej wybrania sposobu na śmierć. W takim przypadku chciałam przede wszystkim uniknąć wizyty w szpitalu. Co prawda, Luke podczas naszej nocnej rozmowy wspominał coś o tym, że może przyjedzie po nas karetka, ale miałam nadzieję, że tylko sobie żartował. Niezależnie jak brzmi żartowanie na takie tematy.
Podeszłam do recepcji, gdzie powitała mnie kobieta w średnim wieku. Poprosiłam ją o dwa pliki dokumentów, które wręczyła mi z uśmiechem, przypominającym bardziej grymas, jednak kompletnie to zignorowałam. Przy okazji zabrałam dwa reklamowe długopisy i przysiadłam się do Hemmingsa, dając mu jeden z plików. Luke omiótł je spojrzeniem, a jego brew coraz bardziej unosiła się do góry.
- Donacja krwi? – spytał, machając mi papierkiem przed nosem.
Pokiwałam głową, nawet nie odrywając wzroku od formularza. Kątem oka widziałam jak kręci głową, cicho się śmiejąc, ale posłusznie zaczął pisać na kartce. Imię, nazwisko, data urodzenia, przebyte choroby. Skrupulatnie wypełniłam każdą rubrykę, a gdy skończyłam oboje zostaliśmy skierowani do pokoju badań.
To pomieszczenie było jeszcze bardziej sterylne, a biel raziła po oczach. Znajdowały się tutaj zaledwie szafka, biurko z komputerem i dwa fotele. Zajęłam miejsce na jednym z nich i podwinęłam prawy rękaw koszuli. Już kilkukrotnie spotykałam się z krzywymi spojrzeniami podczas pobierania krwi, gdy nieopatrznie podawałam im do badania lewą rękę, na której znajdowały się, mimo wszystko widoczne, blizny. Od tego czasu nauczyłam się ostrożności.
Ułożyłam się wygodniej na siedzeniu i spojrzałam na Luke’a, który znudzonym spojrzeniem lustrował klaustrofobiczny pokój.
- Boisz się widoku krwi? – zagadnęłam.
- Boję się wielu rzeczy, ale to akurat się do nich nie zalicza. – Wzruszył ramionami, skupiając wzrok na mnie. – Ale ciekawi mnie dlaczego wybrałaś taki sposób na wykorzystanie swojego życzenia. Przyznam szczerze, że to raczej spora odmiana po tym pierwszym.
- Czy ja wiem… – zastanowiłam się, zagarniając niesforny kosmyk za ucho – Na początku naszej znajomości mówiłeś, że chcesz coś po sobie zostawić. Zawsze można zacząć od kilkuset mililitrów krwi.
Uśmiechnęłam się delikatnie do Hemmingsa, co ochoczo odwzajemnił. W tym samym czasie do pomieszczenia weszła młoda pielęgniarka. Kobieta rozpoczęła badanie ode mnie. Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się grymas, gdy igła wbiła się pod moją skórę, ale ból szybko minął tak samo jak pobieranie krwi. Chwilę później to samo zrobiła z Lukiem. Teraz musieliśmy poczekać około godziny na wyniki, które w ogóle powiedzą czy możemy dokonać donacji.
- Co robimy przez ten czas? – zapytał Luke, gdy wychodziliśmy z gabinetu.
Chłopak włożył ręce do kieszeni, a ja skrzyżowałam ramiona na piersi, rozglądając się dookoła.
- Nie ma specjalnie dużo rozrywek w szpitalu. – Westchnęłam.
Minęła chwila zanim Luke żwawo ruszył przed siebie. Przez sekundę przetwarzałam, co się stało, po czym pognałam za nim. Biorąc pod uwagę jego szybki krok i długie nogi, udało mi się go dogonić dopiero gdy zatrzymał się przy windach i wciskał guzik.
- Zdradzisz mi co wymyśliłeś? – spytałam, oparłszy się o ścianę.
- Połamiemy trochę zasad. – Puścił mi oczko, a winda wydała dźwięk informujący o pojawieniu się jej na naszym piętrze.
Wpakowaliśmy się do jej wnętrza, a Luke nacisnął guzik kierujący na ostatnie piętro. W środku grała typowa dla takich miejsc denerwująca muzyczka. Blondyn, korzystając z obecności wielkiego lustra, zaczął poprawiać swoje idealnie ułożone włosy, co sprawiło, że jako osoba lubiąca robić ludziom na złość, miałam ochotę zniszczyć jego fryzurę. Jednak chyba domyślił się moich zamiarów, bo zaczął rzucać mi podejrzliwe spojrzenia, przez co o mało nie wybuchłam śmiechem. Zanim się obejrzałam, dotarliśmy na miejsce.
Luke rozglądnął się dookoła, sprawdzając czy nikt akurat nie kręcił się po korytarzu, po czym odruchowo chwycił mnie za rękę i pociągnął w głąb przejścia. Znaleźliśmy się przy dawno nieużywanej drabinie.
- Panie przodem. – ustąpił mi miejsca, wskazując na barierki.
Sama niepewnie rozglądnęłam się, zanim postawiłam stopę na metalowej konstrukcji, która nieprzyjemnie zazgrzytała pod moim ciężarem.
- Ubezpieczam cię – Hemmings zapewnił, widząc moje poczynania.
Szybko wdrapałam się na górę, gdzie znajdowało się wejście na dach. Chwilę później obok pojawił się blondyn, który wyminął mnie i zdecydowanie pociągnął za klamkę. O dziwo nie miał żadnego problemu z otwarciem drzwi. A co jeśli zamiast nas byłby to pacjent oddziału psychiatrycznego? Czy ten szpital w ogóle dba o bezpieczeństwo? Na nasze szczęście chyba nie.
W ciągu dwudziestu czterech godzin zobaczyłam dwa zupełnie nowe widoki na to samo miasto, w którym mieszkałam przez całe życie. Wystarczyło spojrzeć na nie z trochę innej perspektywy, aby odkryć jego piękno utracone przez rutynę.
Tym razem nie czekała na nas żadna ławka, dlatego położyliśmy się na rozgrzanej powierzchni dachu. Wyciągnęłam z kieszeni iPoda i włączyłam losowe odtwarzanie, podając jedną słuchawkę mojemu towarzyszowi. Bez okularów przeciwsłonecznych czułam jakby słońce wypalało mi oczy, ale z dwojga złego było to lepsze od codziennej dawki hektolitrów deszczu lejącego się z nieba.
Zapanowała między nami komfortowa cisza, zakłócana tylko przez piosenkę Green Day. Luke leżał z przymkniętymi oczami, a ja skorzystałam z okazji, żeby trochę się na niego pogapić. Był cholernie przystojny, to mogłam przyznać bez bicia, a na jego twarzy znajdował się kilkudniowy zarost, który sprawiał, że miałam nieodpartą ochotę go dotknąć.
Nasz spokój został zakłócony przez głośne chrząknięcie. Leniwie wsparłam się na łokciach, aby zobaczyć ochroniarza, który trochę za często chodzi na przerwy z pączkiem. Ciekawiło mnie jakim cudem udało mu się wspiąć po drabinie z taką oponką. Chwilę po mnie, podniósł się Luke. Mierzyliśmy się z mężczyzną spojrzeniem, aż wreszcie przemówił.
- Wiecie o tym, że nie możecie tu być? – zapytał, odrobinę zmieszany.
- Tak, proszę pana. – Odparł blondyn ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy.
Kosztowało mnie sporo samokontroli, aby powstrzymać parsknięcie, bo ochroniarz wydawał się być jeszcze bardziej skołowany niż wcześniej.
- Nie macie zamiaru skakać albo uprawiać tutaj seksu? – Podrapał się po głowie, chyba zdając sobie sprawę, że nie mieliśmy zamiaru się stamtąd ruszać.
- Nie dzisiaj, proszę pana.
- To…To zamknijcie tylko drzwi jak będziecie schodzić.
- Dobrze, proszę pana.  – Luke pokiwał głową jak małe dziecko, któremu się coś tłumaczy. Mężczyzna jeszcze przez chwilę dziwnie na nas patrzył, ale po chwili wewnętrznej walki, dał nam spokój.
- Miłego dnia! – krzyknęłam jeszcze do jego pleców, zanim wrócił z powrotem do budynku.
Gdy trzasnęły drzwi, zmierzyliśmy się z Lukiem zdziwionymi spojrzeniami, po czym wybuchliśmy śmiechem.
Nie była to najzabawniejsza sytuacja na świecie, ale w tamtym momencie kompletnie mnie to nie obchodziło. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i rechotałam jak zwariowana. Z resztą nie ja sama. Do moich uszu docierał melodyjny śmiech leżącego obok blondyna. Zajęło nam dłuższą chwilę, abyśmy przestali wyglądać dla postronnego widza jak uciekinierzy z oddziału zamkniętego.
- Dlaczego chcesz się zabić? – spytał znienacka, chcąc wykorzystać mój dobry humor, który zniknął w jednej chwili.
Zamarłam, podczas gdy mój żołądek wykręcił fikołka. Wielkimi oczami spojrzałam na Luke’a i podniosłam się do pozycji stojącej. Chłopak nie spuszczał ze mnie zdziwionego wzroku.
- Za wcześnie. – uśmiechnęłam się nerwowo, a następnie spojrzałam na zegarek. – Czas na nas.
Hemmings nadal spoglądał na mnie z lekkim zaniepokojeniem, ale nic nie powiedział, jedynie pokiwał głową. Spacerem pokonaliśmy drogę do drabiny. Tym razem schodziłam jako druga, aby w razie czego nie upaść na zimną podłogę, a raczej bardziej miękkiego chłopaka.
- Niezły tyłek – skomentował, co sprawiło, że zaczerwieniłam się po same końcówki włosów.
Luke pomógł mi zejść, przytrzymując mnie za biodra. Szybko znaleźliśmy się na dole, gdzie szukaliśmy tej samej pielęgniarka, która wcześniej pobierała nam krew.
- Panna Morgan ma zgłosić się do pokoju numer szesnaście, natomiast na pana Hemmingsa lekarz czeka pod numerem dwadzieścia. – oznajmiła, przeglądając jakieś papiery.
Grzecznie podziękowałam, po czym posłusznie udałam się do podanego gabinetu, w którym powitał mnie stosunkowo młody doktor, który zdecydowanie na zbyt długo zatrzymał wzrok na moich nogach.
- Bardzo mi przykro panno Morgan, ale nie może pani oddać krwi. – oznajmił, gdy zajęłam miejsce naprzeciwko niego. Spuściłam wzrok na ręce i zaczęłam się niezręcznie nimi bawić.
Mężczyzna zaczął dokładnie studiować coś, co jak zakładałam, było wynikami badań, marszcząc przy tym brwi.
- Ma pani…
- Proszę mi mówić Skylar. – weszłam mu w słowo, bo nie mogłam znieść zwracania się do mnie w taki sposób.
Doktorek uśmiechnął się pod nosem i mogłam przysiąc, że w jego oczach zobaczyłam dziwny błysk, który sprawił, że przeszły mnie ciarki. Nie powinno się oceniać po pozorach, ale ten człowiek kiedyś zostanie oskarżony o molestowanie pacjentek.
- Więc Skylar, - skinął głową w moją stronę i chyba puścił mi oczko - masz niewielką anemię, więc polecałbym włączyć do diety więcej żelaza i wysypiać się. Za kilka tygodni możesz powtórzyć badania i jeśli wyniki się pogorszą, wtedy można pomyśleć o włączeniu jakiś dodatkowych leków, jednak myślę, że wystarczy ci domowe leczenie.
Odebrałam od niego kartkę i podziękowałam mu siląc się na uprzejmość, po czym jak najszybciej opuściłam gabinet.
Nie musiałam długo czekać na to aż w korytarzu pojawi się Luke. Jego wyraz twarzy od razu powiedział mi wszystko. Moje życzenie właśnie wylądowało w śmieciach.

Niszczycielska nikotyna wypełniła moje płuca, gdy wreszcie zaciągnęłam się papierosem. Przez tą całą durną donację, odmawiałam sobie palenia od powrotu do domu i jak widać zdało się to na nic. Miałam ochotę tupać ze złości, ale wyglądałabym jak niezadowolona pięciolatka, więc darowałam sobie to.
- Nasza umowa nie zakładała co ma się stać gdy coś nie wypali. – powiedziałam, otwierając auto.
- Przykro mi partnerko, ale to chyba oznacza, że straciłaś swoje życzenie.
- To nie fair – fuknęłam urażona.
- Życie nie jest fair.
Wywróciłam oczami i odpaliłam samochód. Luke, na początku wydawał się zamyślony i gapił się bezmyślnie w okno, lecz w pewnym momencie jakby doznał olśnienia i prawie zerwał się z siedzenia przez co sama podskoczyłam wystraszona.
- Chodźmy na imprezę. – zaproponował, niezwykle dumny z tego, że na to wpadł.
- Jaką imprezę? – Zmarszczyłam brwi.
- Znajomy student urządza domówkę, więc skoro dzisiaj nie wyszło, to możemy się chociaż rozerwać.
- Dlaczego by nie? – odpowiedziałam z entuzjazmem, uśmiechając się szczerze.
Słońce już od jakiegoś czasu zaczęło chować się za horyzont, kolorując niebo barwami różu. Uchyliłam okno, aby móc rozkoszować się ciepłym, a przede wszystkim suchym, popołudniem. Wzięłam głęboki oddech, zaciągając do płuc świeże powietrze. Wjechałam w moją ulicę i zaparkowałam wóz na podjeździe.
- Wchodzisz? – spytałam, uważnie rozglądając się za śladami obecności Seana. Gdy rano minęliśmy się w pośpiechu, oznajmił mi, że wyjeżdża z kumplami za miasto, ale z nim nigdy nic nie było wiadome, a po ostatnim incydencie z Ashtonem wolałam, żeby nie spotykał w domu żadnych moich znajomych. Jednak najwidoczniej zrobił tak jak zapowiedział.
- Spasuję – beztrosko wzruszył ramionami , kierując się w stronę BMW zaparkowanego przy chodniku. – Podjadę  po ciebie o dziesiątej. Mam nadzieję, że do tego czasu zdążysz z tymi wszystkimi babskimi sprawami.
Gdy to mówił jego wargi wykrzywił lekki grymas pogardy. Parsknęłam śmiechem.
- Jak dla mnie idealnie, ale nie wiem czy ty wyrobisz się z poprawianiem włosów.
- Tu mnie masz. – uśmiechnął się zadziornie, zanim odwrócił się i wsiadł do swojego auta. – Do zobaczenia, partnerko.


Wiem, że w rzeczywistości procedura donacji wygląda trochę inaczej, ale hej to tylko fikcja.
Jest mi smutno, bo mało komentujecie, ale i tak Was darzę ogromną milością, dlatego macie ode mnie rozdział na walentynki, muah.
Jak mnie kochacie chociaż troszkę tak mocno jak ja Was to proszę i to tak baaaaaardzo mocno polecajcie to ff i dawajcie mi znać co sądzicie ;)
 #PaktFF - pod tym hasztagiem będą się pojawiały małe spoilery do kolejnego rozdziału.

12 komentarzy:

  1. Super rozdział. Bardzo podobał mi się ten fragment, gdzie siedzieli na dachu. Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział. Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow.. dziękuje za poinformowanie xx
    ehh szkoda, że jej życzenie się nie udało ale byłoby bardzo szlachetne :)
    akcja z ochroniarzem :'D >>>>
    ily

    OdpowiedzUsuń
  3. Po prostu ZAJEBISTY ��

    OdpowiedzUsuń
  4. To był świetny rozdział ,dlatego nie umie doczekać się kolejnego

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo, że nie obchodzę Walentynek to i tak bardzo się cieszę, że dodałaś rozdział. Spodobał mi się jej pomysł, bo sama chce w przyszłości oddawać krew. (Ależ ja dobra xD) Jestem ciekawa co będzie się działo na tej imprezie. Masz bardzo piękny szablon. Zakochałam się w nim *_*

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że życzenie nie wypaliło - było inne niż pozostałe i choć nie tak ekstremalne, to jednak mega ważne. Akcja na dachu była przednia :D Ochroniarz mnie rozwalił. Oby na imprezie dobrze się bawili. Czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój blog został dodany do Katalogu Euforia. Pozdrawiam, Repesco.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny zwiastun <3. Wygląd bloga wspaniały.
    Rozdział bardzo mi się podoba.
    Akcja z ochroniarzem hahahahaha :D.
    Poprawiłaś mój nastrój.
    Dziękuję :*
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hejka
    Jestem nową czytelniczką, ale już wiem, że zostanę na tym blogu, choćby się waliło i paliło, a ulicami płynęły rzeki krwi. Dziewczyno! Nie wiem, co mam napisać najpierw, ponieważ twoje opowiadanie wywołało we mnie tyle emocji, że głowa mała. Jedno z odczuć, które cały czas mi towarzyszy to niewyobrażalny smutek... Ostatecznie, pomimo olbrzymiej dawki dobrego humoru, niebanalnych dialogów i niezwykle świetnie wykreowanych postaci, historia wydaje mi się niewyobrażalnie smutna. Aż mam ochotę płakać, zagłębiając się w wykreowany przez ciebie świat... Masz w sobie niezwykłą wrażliwość na świat i to widać w twoim opowiadaniu. A sam pomysł na historię? Jest tak nieszablonowy i poruszający niczym arcydzieło kunsztu literackiego najlepszych pisarzy wszechczasów. Co do postaci, to mogę szczerze powiedzieć, że zakochałam się w nich. Każdy bohater z osobna ma duszę, swoją głębię i historię niesioną na swych barkach, a jednocześnie razem stanowią spójną jedność. Dopełniają się jak długoletni przyjaciele, a nie jak kilka kresek postawionych na papierze.
    Doprawdy, biję pokłony przed twoim talentem i mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się jak najszybciej, bo twój Pakt Samobójców stał się moim kolejnym uzależnieniem.
    Pozdrawiam i w międzyczasie zapraszam do siebie http://are-you-alice-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej.
    Jestem nowa na tym blogu xd. W sumie to jestem nową czytelniczką. Czytam bloga od wczoraj i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały. Blog przypadł mi do gustu, a nawet zakochałam się <3. Powiem ci, że twoje wypociny, które są bardzo piękne zostały zapisane w moich zakładkach, dlatego zostaje stałą czytelniczką i będę komentować.
    Strasznie spodobała mi sie fabuła o zwiastun. Pierwszy raz natknęłam się na coś związane z samobójstwem. Bardzo wciągła mnie ich historia i nie moge doczekać się kolejnego rozdziału. Fajnie by było gdyby rozdziały pojawiały sie co, np. tydzień w określony dzień. Byłoby mega i na pewno miałabyś więcej czytelników ;3. Polecam też do wypromiwania bliga na wattpadzie. Bardzo pożyteczne.
    Powiem tyle, że uzależniłam się od tego i nie moge doczekać się kolejnego.
    Życzę weny i oby się działo <3
    Pozdrawiam :* <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej.
    Jestem nowa na tym blogu xd. W sumie to jestem nową czytelniczką. Czytam bloga od wczoraj i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały. Blog przypadł mi do gustu, a nawet zakochałam się <3. Powiem ci, że twoje wypociny, które są bardzo piękne zostały zapisane w moich zakładkach, dlatego zostaje stałą czytelniczką i będę komentować.
    Strasznie spodobała mi sie fabuła o zwiastun. Pierwszy raz natknęłam się na coś związane z samobójstwem. Bardzo wciągła mnie ich historia i nie moge doczekać się kolejnego rozdziału. Fajnie by było gdyby rozdziały pojawiały sie co, np. tydzień w określony dzień. Byłoby mega i na pewno miałabyś więcej czytelników ;3. Polecam też do wypromiwania bliga na wattpadzie. Bardzo pożyteczne.
    Powiem tyle, że uzależniłam się od tego i nie moge doczekać się kolejnego.
    Życzę weny i oby się działo <3
    Pozdrawiam :* <3

    OdpowiedzUsuń