15 mar 2015

dziewięć

Znacie to uczucie, gdy sen już powoli odpuszcza, ale nadal pozostajecie w błogiej nieświadomości okrucieństwa otaczającego świata? Lubiłam ten stan, mimo, że trwał zaledwie chwilę. Nie chciałam otwierać oczu, mając nadzieję, że przez to przedłużę czas jego trwania, jednak zdało się to na nic. Powoli uchyliłam ciężkie powieki, a światło dzienne natychmiast mnie oślepiło. Jęknęłam głośno, nakrywając twarz poduszką. Desperacko pragnęłam wmówić sobie, że wydarzenia z nocy naprawdę nie miały miejsca, ale obrazy zaczęły migać w mojej głowie, sprawiając, że zerwałam się z łóżka, ciężko dysząc. Wtedy też omiotłam spojrzeniem pomieszczenie i utkwiłam wzrok w zegarze, który wskazywał kilka minut po jedenastej. Cholera jasna. Zaspałam do pracy.
Z kieszeni spodni wyciągnęłam telefon, po czym pośpiesznie wybrałam numer Irwina. Odebrał po drugim sygnale, a ja od razu zaczęłam mówić.
- Ashton, bardzo przepraszam. Zaraz będę, obiecuję…- chciałam kontynuować, ale chłopak wszedł mi w słowo, głośno się śmiejąc.
- Spokojnie, Sky. Lukey dał mi znać, że nie dasz rady dzisiaj przyjść.
Otworzyłam usta ze zdziwienia na wieść o tym, że Luke pomyślał o tym, żeby usprawiedliwić mnie w pracy. Odrobinę skołowana podziękowałam Irwinowi i zapewniłam go, że już następnego dnia pojawię się z samego rana.
Po zakończonym połączeniu, przeciągnęłam się leniwie, a następnie skierowałam swoje kroki do kuchni, gdzie już od samego progu powitał mnie Sean.
- Wyglądasz jak gówno. – stwierdził, popijając kawę ze swojego ulubionego kubka w Żółwie Ninja.
Posłałam mu sztuczny uśmiech, chociaż zapewne miał rację. Wciąż nosiłam wczorajsze ubrania, a na twarzy musiałam mieć rozmazany od łez makijaż. Trudno było też coś pozytywnego stwierdzić o włosach, które bardziej przypominały siano. Podeszłam do blatu i nalałam sobie szklankę wody, którą wypiłam jednym haustem.
- Nie powinieneś teraz chlać ze swoimi kumplami gdzieś za miastem? – zapytałam, grzebiąc w lodówce, jednak nie znalazłam tam niczego, na co miałabym ochotę, więc zaczęłam przeszukiwać szafki.
- Powinienem, ale gdy zalało domek letniskowy, wróciliśmy.
- Ma sens. – mruknęłam, kiedy dorwałam się nareszcie do jakiegoś porządnego jedzenia. Przy okazji przygotowałam sobie ogromny kubek kawy, po czym usiadłam na moim stałym miejscu.
Panowała między nami niezręczna cisza. Starałam się unikać wzroku Seana i marzyłam o tym, aby znaleźć się pod prysznicem i zmyć z siebie cały brud wczorajszej imprezy, dlatego jadłam w takim tempie, że omal się nie zakrztusiłam. Mój brat patrzył na mnie krzywo do momentu, w którym jego telefon zaczął wydawać z siebie głośne dźwięku, informujące o przychodzącym połączeniu. Z pogardą spojrzał na wyświetlacz, po czym nieśpiesznie przyłożył słuchawkę do ucha. Ja w tym czasie skończyłam śniadanie i łapczywie opróżniłam kubek z kawą. Kątem oka obserwowałam w jaki sposób jego usta zaciskają się w cienką linię, a zmarszczki pojawiają się na czole.
- Za pół godziny będę. – oznajmił, zanim rzucił komórką o stół. Towarzyszył temu taki huk, że aż podskoczyłam, a telefon rykoszetem prawie uderzył we mnie.
- A tobie co? – zapytałam, odrobinę oburzona tym przypadkowym atakiem.
Sean potrząsnął głową, jakby oswajał się z usłyszaną informacją, po czym głośno przeklął. Patrzyłam na niego jakby właśnie urwał się z choinki i oczekiwałam, że oświeci mnie, podając powód swojego nagłego wybuchu złości.
- Jesse leży nieprzytomny w szpitalu. Jedziemy do niego z chłopakami. – powiedział, a następnie zerwał się z krzesła i wyszedł z kuchni, zostawiając mnie w kompletnym osłupieniu. Chwilę później usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwi. Wydałam z siebie głośne westchnięcie, chcąc przywrócić się do porządku, ale dzisiejszego dnia było to niemożliwe.
Odłożyłam naczynia do zmywarki i zrzuciwszy z siebie po drodze wszystkie ciuchy, skierowałam się do łazienki. Każdą czynność wykonywałam jak w transie. Dopiero gorąca woda, spływająca po moich barkach, przywróciła mnie do rzeczywistości. Jesse był w szpitalu. To utwierdziło mnie w tym, że wczorajsze wydarzenia wcale mi się nie przyśniły. Doskonale widziałam przed oczami jak auto uderza w niego z pełnym impetem, nie wymyśliłam tego sobie. Skuliłam się, mocno obejmując kolana i zaczęłam cicho łkać. Poczucie winy spłynęło na mnie niemal natychmiast.
To moja wina. Gdyby wtedy nie wyszedł za mną, teraz nie leżałby w śpiączce. Niezależnie jak źle mu życzyłam po tym wszystkim co się stało, nie chciałam żeby stała mu się aż taka krzywda. Stare urazy nadal bolały, ale już się zabliźniły i jego śmierć nie sprawiłaby mi żadnej satysfakcji czy radości. Jednak moje łzy nie mogły zdać się na nic. Wzięłam głęboki oddech, po czym głośno wypuściłam powietrze, opanowując zszargane nerwy. Powoli doprowadziłam się do porządku, starając się pozbyć wszystkich emocji i wydarzeń poprzez intensywne szorowanie ciała gąbką. Skóra powoli zaczęła przybierać czerwoną barwę, gdy nareszcie wyszłam z wanny. Szczelnie owinięta w ręcznik, weszłam do pokoju i nałożyłam na siebie leginsy i bluzę Seana, którą zwędziłam mu dawno temu i właściwie była już moja.
Bezczynne siedzenie w domu było ostatnią rzeczą, którą powinnam zrobić, więc mimo wszystko postanowiłam jednak pojawić się w pracy. Mogłam przynajmniej zająć czymś ręce i nie zostać sam na sam ze swoimi myślami, co zapewne zadziałałoby na mnie destrukcyjnie. Ślady mojej histerii zakryłam mocnym makijażem i chwilę później już siedziałam za kierownicą. Po drodze zajechałam jeszcze na stację benzynową, biorąc pod uwagę, że jeździłam już prawie na samych oparach. To miejsce przypomniało mi o Luke’u. Wypadało dać mu znać, że powróciłam do świata żywych.
„Dzięki za eskortę.” Wystukałam na klawiaturze, czekając na swoją kolej do kasy. Nie musiałam czekać długo na odpowiedź.
„Polecam się. Jak się czujesz?”
„W porządku.”
„Serio?”
„Nie.”
„lol”
„lol”
„Może „lol” będzie naszym „zawsze”?”
„Nie.”
W międzyczasie dotarłam do sklepu, gdzie Ashton przeżywał prawdziwe urwanie głowy. Gdy spostrzegł, że mimo wszystko przyszłam, odniosłam wrażenie, że zaraz zacznie śpiewać pochwalne pieśni.
- Jesteś darem od niebios. – powiedział, ściskając mnie w przelocie. Uśmiechnęłam się blado, po czym od razu wzięłam się do pracy.
Faktycznie, miałam ręce tak zapełnione robotą, że użalanie się i rozdrapywanie jakichkolwiek ran nie wchodziło w grę. Biegałam pomiędzy półkami, kasą a kartonami. Sporadycznie zderzałam się z Ashtonem, który mimo mojej pomocy był tak samo zarobiony jak wcześniej. Nie mogłam się doczekać, aż wreszcie sklep zostanie zamknięty i będziemy w spokoju zająć się przenosinami, a nie wszystkim na raz. Nic dziwnego, że gdy ostatni klient zniknął za drzwiami, opadliśmy wyczerpani na kanapę.
- Dzięki, że jednak przyszłaś. – odezwał się Ashton – Krótko po twoim telefonie zaczęło się tu piekło, a już nie chciałem cię tu ściągać.
- Masz szczęście, że nie miałam w domu nic do roboty. – odpowiedziałam, sięgając po telefon, który zostawiłam na zapleczu, żeby mi nie przeszkadzał. Czekała na mnie nieodebrana wiadomość.
„Masz wolny wieczór?”
Mimowolnie lekko się uśmiechnęłam, i szybko wystukałam na klawiaturze odpowiedź twierdzącą, co nie uszło uwadze Ashtona, który zaczął przyglądać się mi z zadziornym uśmieszkiem.
- Czyżby to był Luke? – spytał, poprawiając się na kanapie.
- Może. – odpowiedziałam niepewnie, zerkając na niego podejrzliwie.
Po chwili siedział tuż przy mnie i zaczął zachowywać niczym nastolatka, czekająca na najnowsze ploteczki.
- No więc, co jest między wami?
- Nic, Ash. Masz wybujałą wyobraźnię. – starałam się go zbyć, ale niestety zdało się to kompletnie na nic, bo Irwin nie miał zamiaru odpuścić, dopóki nie otrzyma zadowalającej odpowiedzi.
- Nie bądź taka, Sky. – droczył się ze mną – Przyznaj, że go lubisz.
- Ashton, tylko się kumplujemy. – zapewniłam – Błagam, skończ to przesłuchanie.
- Skończę, gdy przyznasz, że go lubisz. Mnie nie oszukasz. – oznajmił zdecydowanie, zarzucając nogi na moje kolana, tym samym wygodnie rozłożył się na całej kanapie. Jęknęłam zrezygnowana, po czym złożyłam ręce na piersi.
Nie miałam zamiaru kontynuować tej rozmowy, więc nieudolnie spróbowałam pozbyć się nóg Irwina, który nie pozwolił mi na to. Chłopak leżał jak gdyby nigdy nic, podśpiewując sobie pod nosem piosenkę One Direction, jakby chciał przekazać, że nigdzie się nie śpieszy. Zapanowała między nami niezręczne milczenie. Czułam jak rośnie mi ciśnienie, ale nie miałam zamiaru dawać mu tej satysfakcji. Co to to nie.
- No dalej. Wystarczy jedno słowo. – zachęcał mnie, ale ja uparcie nie odzywałam się. Ashton gdyby mógł właśnie wypalałby mi dziurę w głowie za pomocą wzroku. Na całe szczęście nie był bohaterem X-menów.
Wreszcie nie wytrzymałam presji i poddałam się.
- Dobra, niech ci będzie. – machnęłam rękoma w powietrzu – Lubię go.
Ashton uniósł dłonie do góry, po czym sam sobie przybił piątkę. No to pięknie. Już czekam na to, że co najmniej przez tydzień chłopak nie będzie szczędził mi dwuznacznych tekstów. Irwin był właśnie w trakcie wykonywania swojego tańca zwycięstwa, co uznałam za okazję do pozbycia się jego nóg z kolan, przez co omal nie upadł na podłogę, a ja skwitowałam to parsknięciem śmiechu. Przynajmniej miał za swoje.
W tym momencie piosenka Justina Timberlake’a zaczęła rozbrzmiewać z tylnej kieszeni moich spodni, oznajmiając przychodzące połączenie.
- Mam dla ciebie już plany na wieczór. – usłyszałam, gdy nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Coś takiego. – mruknęłam rozbawiona
- Wpadnij do mnie. Będzie pizza.
- Będę na pewno. – oznajmiłam natychmiast, aby chwilę później się rozłączyć.

Jakiś czas potem zamknęliśmy sklep, a ja znowu znalazłam się za kółkiem. Prowadzenie sprawiało mi pewnego rodzaju przyjemność i zazwyczaj działało na mnie relaksująco. Mogłam bez przeszkód nazwać się dobrym kierowcą. Lubiłam przekraczać dozwoloną prędkość, ale też znałam limit i nie starałam się szarżować.
Przez moment toczyłam wewnętrzną walkę, czy zadzwonić do Seana. Miałam mieszane uczucia do tego, czy chciałam się dziś  z nim widzieć. Z pewnością będzie przejęty wypadkiem Jesse’ego, a ja wolałam o tym nie słuchać i najlepiej zapomnieć. Ciekawe jak zareagowałby mój brat, gdyby dowiedział się o tym, że byłam uczestnikiem tych zdarzeń. Biorąc pod uwagę nasze budowane ponownie od podstaw, mogłoby to je doszczętnie zniszczyć. Pewnie obwiniałby mnie o to, co się stało i znowu zacząłby pluć jadem. Dlatego uznałam, że pozostawię tę wiedzę dla siebie.
Zajechałam na parking niewielkiego marketu, w którym chciałam kupić coś na dzisiaj, bo głupio było mi iść z pustymi rękami, zważając na fakt, że będzie pizza. Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą wziąć do Luke’a, więc przez piętnaście minut chodziłam pomiędzy półkami bez jakiegoś większego zainteresowania. Skończyło się na tym, że wybrałam jakieś wino, mając nadzieję, że będzie zdatne do picia. W międzyczasie wysłałam wiadomość do chłopaka z pytaniem o której dokładnie mam się pojawić, a gdy dostałam odpowiedź, że o której chcę, postanowiłam pojechać do niego od razu. Zapłaciłam za alkohol, po czym ruszyłam w drogę.
*
Dom Hemmingsa był jedną z tych niewielkich białych willi ze szkła, które zawsze przyciągały mój wzrok. Wyglądał minimalistycznie, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że to tylko pozory i prawdopodobnie kosztował o wiele więcej niż mój dom z całym wyposażeniem.
Gdy Luke otworzył drzwi, skorzystałam z okazji aby zmierzyć go od stóp do głów. Normalnie, czarne jak noc spodnie, wtedy były całe upaćkane w mące. Ale większym szokiem było to, że włosy niedbale opadały mu na czoło.
- Zabrakło ci żelu do włosów? – spytałam, unosząc brew do góry. Przemilczał moją zaczepkę i zniknął w środku. Rozglądnęłam się na boki, po czym niepewnie weszłam do środka.
Powitał mnie niesamowity ogrom przestrzeni. Początkowo odniosłam wrażenie, że znajdowałam się w domu pokazowym, a nie takim, w którym mieszka cała rodzina.
- Idziesz? – krzyknął Luke. Podążyłam za jego głosem, aby znaleźć się w samym środku apokalipsy.
- Co ty robisz? – zapytałam, niepewnie podchodząc do blatu, na którym walały się warzywa, jajka i pełno mąki.
- Pizzę. – odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
- I jak ci idzie? – udałam, że nie widzę chaosu panującego dookoła i tego jak bardzo jest spanikowany.
Postawiłam trzymaną przez siebie butelkę z winem, po czym założyłam ręce na piersi i starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Luke siłował się z czymś, co chyba miało być ciastem, ale w niczym go nie przypominało. Jak można było tak popsuć ciasto na pizzę?
- Dlaczego po prostu jej nie zamówiłeś? – Zaczęłam badać palcem klejącą papkę i natychmiast tego pożałowałam, bo za nic nie chciała odczepić się od mojego opuszka.
- Lubię utrudniać sobie życie. – powiedział, nadal w pełnym skupieniu walcząc z masą. Niestety, przegrał tę walkę i chwilę później całość wylądowała w śmieciach. W tym samym czasie wykręciłam numer do pizzerii i zamówiłam dużą pepperoni.
Posprzątanie tego całego bałaganu stanowiło niesamowite przedsięwzięcie logistycznego, którego Luke najwyraźniej nie miał zamiaru wykonać, więc ostentacyjnie rzucił ścierkę, w którą wycierał ręce i chwyciwszy wino, stanął tuż przy mnie. Podniosłam głowę, tym samym krzyżując nasze spojrzenia. Niebieskie tęczówki dawały mi uczucie przyjemnego chłodu, który przechodził po całym moim ciele.
- Mam niespodziankę. – oznajmił, przerywając panujące pomiędzy nami milczenie. Uniosłam brwi, a on zasłonił mi dłonią oczy, po czym znalazł się tuż za mną, popychając mnie lekko do przodu. Nie miałam pojęcia co Luke miał za niespodziankę, więc mój mózg zaczął wymyślać takie scenariusze jak striptizer transwestyta, za co miałam ochotę mentalnie wymierzyć sobie plaskacza za własną głupotę. On nie wpadłby na coś takiego. Chyba.
Jakie było moje zdziwienie gdy dotarłszy do czegoś, co jak wywnioskowałam było salonem zobaczyłam tam tonę poduszek, prześcieradeł i koców różnego rozmiaru.
- Skoro twoje życzenie nie wypaliło, pomyślałem, że trzeba ci to jakoś wynagrodzić – mówił z uśmiechem – a przyznaj, każdy chce zbudować ogromny fort.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową, ale nie mogłam powstrzymać unoszących się coraz wyżej kącików ust.
- Jesteś niemożliwy. – tyle zdołałam powiedzieć, widząc jego rozpromienioną twarz. Przysięgam, on mentalnie nie miał więcej niż osiem lat. Jednak kompletnie mi to nie przeszkadzało.
- No dalej  - pogonił mnie, stawiając wino na stoliku do kawy – musimy zdążyć przed pizzą.
Ochoczo zabraliśmy się do pracy, chociaż trudno było nam w ogóle to zacząć. Na miękkim kocu ułożyliśmy, a może raczej rzuciliśmy wszystkie poduszki, które przyniósł Luke. Swoją drogą miał ich tyle, że spokojnie wystarczyłoby ich dla kilkunastu osób. Potem zaczęły się schody, bo prześcieradła za nic nie chciały trzymać się na swoim miejscu i co chwilę lądowały na ziemi. Wreszcie, po niezliczonych próbach dach naszej bazy stabilnie znalazł się na swoim miejscu, akurat gdy zadzwonił dzwonek. Podczas gdy Luke poszedł otworzyć, ja wgramoliłam się do wnętrza fortu. Środek oświetlały lampki choinkowe, zahaczone o oparcia krzeseł. Znalazło się też oczywiście miejsce na ogromny, sześćdziesięciocalowy telewizor, który zestawiliśmy na podłogę. Chwilę później dołączył do mnie blondyn, niosąc ze sobą ogromny karton pizzy i dwa kieliszki do wina.
- Łatwa Dziewczyna czy Sylwester w Nowym Jorku? – zapytał, przebierając w niewielkim pudełku z filmami.
- A masz może To tylko seks? – Znałam ten film na pamięć, ale nie potrafiłam sobie odmówić oglądania Justina Timberlake’a bez koszulki.
Spojrzał na mnie prze ramię i ze stoickim spokojem oznajmił:
- Partnerko, to jest gówno.
Prychnęłam oburzona, zakładając ręce na piersi. Może i miał rację, ale grał w nim Justin, więc nie mogłam mu jej przyznać. Ostatecznie udało mi się namówić go na obejrzenie The Social Network. Usadowiliśmy się wygodnie na poduszkach i zajęliśmy się pizzą, popijając ją winem.
To było wręcz irracjonalne. Sama się sobie dziwiłam, że siedziałam tu jak gdyby nigdy nic, mimo że we wnętrzu toczyła się we mnie walka z wyrzutami sumienia, które co jakiś czas atakowały mnie nową falą. Nakryłam się szczelniej kocem, co nie uszło uwadze Luke’a, który spoglądał na mnie kątem oka. Wierciłam się niemiłosiernie, jakbym chciała przez to uspokoić dręczące mnie emocje.
- Czy ty masz owsiki? – nie wytrzymał w końcu i odwrócił się do mnie z rozbawionym spojrzeniem.
- Wybacz. – mruknęłam, prawie chowając się pod nakryciem, jednak nadal nie przestałam się kręcić. Usłyszałam głośne westchnienie, zanim w ciągu jednej chwili, w której nie zdążyłam nawet krzyknąć, znalazłam się pomiędzy nogami Luke’a.
- To naprawdę denerwujące. – powiedział, popijając swoje wino. Ta niespodziewana bliskość sprawiła, że początkowo napięłam wszystkie mięśnie, lecz gdy poczułam się odrobinę pewniej i bezpieczniej, powoli rozluźniłam się. Na początku niepewnie ułożyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka, szukając wygodnej pozycji. On, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie, ułożył rękę na moim brzuchu, przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie. Wszystko było w normie. Może moje serce tylko odrobinę przyśpieszyło, a Jesse odszedł na dalszy plan, bo było mi nadzwyczaj dobrze i czułam, że jego ramiona są w stanie chociaż odrobinę skleić moje roztrzaskane kawałki.
Przymknęłam ciężkie powieki, a ostatnie co zapamiętałam to kojące dźwięki melodii nuconej tuż przy moim uchu.

Rozdział kompletnie niesprawdzony. Przyznam szczerze, że mam ostatnio tyle na głowie, że nie wiem kiedy pojawi się kolejny.
Zachęcam Was do głosowania na Pakt w ankietach, do których został nominowany. Odnośniki znajdziecie po prawej stronie :)
Bardzo, ale to baaaardzo Was proszę, komentujcie i polecajcie Pakt Samobójców :)
Kocham!

#PaktFF

15 komentarzy:

  1. Pierwsza :) rozdział jest ok , czekam na next
    Zapraszam do mnie
    http://lukehemmingsija.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej hej!
    Bardzo mnie to cieszy, że jako druga (a jak jeszcze pisałam komentarz byłam pierwsza :c) mogę się podzielić swoją opinią. Jak sama napisałaś - rozdział jest niesprawdzony, toteż występuje całkiem pokaźna ilość błędów. Niemniej, większość z nich skupia się na błędnym zapisie dialogów. Tutaj powinni Ci pomóc: http://www.ekorekta24.pl/proza/130-interpunkcja-w-dialogach-czyli-jak-poprawnie-zapisywac-dialogi
    A tak to chyba okay, oprócz dwóch czy trzech literówek.
    Co do fabuły - jest, tak jak w poprzednich rozdziałach, niesamowita. I to, co mnie najbardziej cieszy - w końcu Sky przyznała, że lubi Luke'a i na końcu ta mega urocza scena <3 Mam nadzieję, że w końcu coś między nimi zacznie płonąć, bo iskrzy to już od dłuższego czasu xD
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział,
    Amnesia
    P.S. Zapraszam do mnie: http://are-you-alice-girl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej... Cudny *-* :D Uwielbiam twój blog ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest cudowny. Uroczy Luke nie przestaje mnie zaskakiwać. Czasami mam wrażenie, że on wcale nie chce się zabić, a robi ty tylko dlatego, aby ocalić Sky. No i ten pomysł na jej pocieszenie. Sama pamiętam jak budowałam z koców i poduszek. Zarąbiste dzieciństwo. *_*
    Przyznaje-nie przestajesz mnie zaskakiwać. Czekam na nn <3.
    Życzę powodzenia :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając ich wymianę smsów przypomniała mi się książka "Gwiazd naszych wina" :D Ale ten rozdział mega mi się spodobał. Lubię Asha w twoim wydaniu, jest taki mega pozytywny. Sky w końcu się przyznała, że jednak Luke nie jest jej tak obojętny - a końcowa scena...miodzio :D Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Striptizer transwestyta, jezusku. Ale ty już wiesz, że cię kocham, bo słodzę ci przez pół wieczoru HAHA.
    Ja jestem Lukiem, ja jestem Calumem i jestem Ashem. A Luke x Skylar to życie; dopiero trzeci raz shippuję oryginalny parring. 1# Dark 2# Sprzedana 3# Pakt Samobójców
    - Maddie xx

    P.S Tak, ta od spamu serdusiami i nazwiskiem jak makaron
    P.P.S Czekam na scenę w BMW
    P.P.P.S Nie, to nie spoiler

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, jejku i jeszcze raz JEJKU!

    Rozdział wspaniały, cudowny, świetny no IDEALNY!
    Ja tam nie zauważyłam błędów (zbyt byłam zaczytana w historię, aby zwracać uwagę na takie błahostki ^^)

    Ash jest świetny! Uwielbiam go! Jest taki pozytywny i zabawny! :)

    Ta końcowa scena Luke'a i Sky *.* To było takie słodkieeee ♥ Wiesz jak podbić moje serce!
    Hahah i to jak budowali tą fortece! To było naprawdę urocze jak i zabawne! :D Pamiętam jak ja w dzieciństwie również tak robiłam! :)

    Mam nadzieję, że jednak oni się nie zabiją :( (chociaż coś mi się wydaje, że jednak to zrobią :c )

    Z niecierpliwością czekam na next!
    Ściskam mocno i życzę dużo weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku mega rozdział...jeszcze ta czułość na końcu *.* nie nogę doczekać się kolejnego..oby był szybki i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Zagłosowałam, a rozdziałem jestem zachwycona. Nawet nie masz potrzeby sprawdzania go - jest perfekcyjny. Boziu, jakbym chciała, żeby Skylar była z Luke'iem C:
    __________________________________
    arteria-pulmonalis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. koncówka mnie powaliła *.* kochane misie <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział. Końcówka najlepsza. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale super!!!! Tak, po przeczytaniu wszystkich rozdziałów mogę spokojnie zabrać się za komentowanie ostatniego!
    Kocham twoje opowiadanie, samobójstwa to moim zdaniem ciężki temat, ale na razie jak widzę dałaś radę temu zadaniu!! Brava!!!
    Kocham Luke'a za jego troskliwość <3 ich życzenia oprócz tego że są irracjonalne to są w dodatku dziecinne ale dzięki temu kocham to opowiadanie jeszcze bardziej. Pokazujesz inną rzeczywistość, ponieważ większość samobójców (moim zdaniem) nie ma chęci do życia i nie mają ochoty przeżyć przed śmiercią "czegoś więcej". A twoi bohaterowie potrafią cieszyć się nawet z tak prostej rzeczy jak budowanie fortu z poduszek!!!
    Piszesz bardzo autentycznie okazując emocje bohaterów.oby tak dalej!!!
    Pozdrawiam :*
    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie ukazujesz te emocje, że aż sama je przeżywam.
    Mmm... love? a może chociażby przyjaźń?
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uzależniłam się od tego chyba... Czy wchodzenie na bloga tylko po to, żeby sprawdzić, czy jest kolejny rozdział 7 razy dziennie jest normalne? *__*

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny blog! <3
    http://art-of-killing.blogspot.com/ zapraszam na moje nowe ff z Justinem Bieberem:)

    OdpowiedzUsuń