4 kwi 2015

dziesięć


Kolejny potężny grzmot uderzył gdzieś w pobliżu, podczas gdy nieśpiesznie strzepywałam popiół z końca papierosa do popielnicy. Był środek nocy, a nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie przyjdzie do mnie sen. Nie obchodziło mnie która godzina. Towarzyszyła mi apatia, normalna dla człowieka, który o tej porze powinien podróżować gdzieś po krainie marzeń, a nie gapił się na krople deszczu. 
Przeszkadzał mi szum wody i dźwięk, jaki wydawała przy kontakcie z powierzchnią parapetu. Chciałam liczyć gwiazdy, ale gęste chmury szczelnie przykryły nawet najmniejszy skrawek nieba. Już straciłam nadzieję na to, że tej nocy zasnę. Rano będę skazana na potężną kawę, a dzień będę musiała jakoś przetrwać. Na całe szczęście w pracy miałam wolne, bo zapewne doprowadziłabym do katastrofy.
Wszystko było inne. Nie umiałam powiedzieć czy lepsze, czy gorsze. Po prostu inne. Osiem tygodni. Za osiem tygodni będę martwa i to wszystko się skończy, a ja nadal miałam setki niezałatwionych spraw. Jedną z nich był Jesse, który nadal leżał podłączony do aparatury podtrzymującej podstawowe funkcje życiowe, ale zepchnęłam go w najgłębsze zakamarki mojej świadomości. Starałam się ignorować to jak Sean co jakiś czas jeździł do szpitala, po czym zdawkowo informował mnie o stanie zdrowia jego starego przyjaciela. Zazwyczaj wtedy udawało mi się zwinnie zmienić temat.
Niezmąconą ciszę przerwał dzwonek telefonu. Po omacku rozpoczęłam poszukiwania urządzenia, które jak na złość było poza zasięgiem mojego wzroku. Gdy wreszcie udało mi się go dorwać, na wyświetlaczu zobaczyłam numer osoby, która ostatnimi czasy nie opuszczała moich myśli. 
- Czemu zawdzięczam sobie ten telefon w środku nocy? – zapytałam, trochę żartobliwie, gasząc swojego papierosa. Po drugiej stronie przez długi czas panowała cisza, a następnie usłyszałam syknięcie. – Luke?
- Masz może trochę wolnego czasu? – Jego głos brzmiał tak, jakby wymówienie chociaż jednego słowa, kosztowało go wiele bólu.
- Pewnie. 
- Przyjedź do McDonald’s. – poprosił, a ja chwilę później byłam już w drodze.
Wycieraczki pracowały na najwyższych obrotach, odgarniając krople deszczu z przedniej szyby. Mimo to moje pole widzenia było bardzo ograniczone. Musiałam się mocno skupić, aby przypadkiem nie potrącić jakiegoś zagubionego zwierzaka, które mogło się znaleźć na ulicy. Chociaż w taką pogodę nawet bezdomne psy trzymały się z dala od wolnej przestrzeni i desperacko poszukiwały schronienia. Droga nie była długa, więc mimo trudnych warunków, po kilku minutach byłam już na miejscu. 
W środku nie było wielu osób. Właściwie dostrzegłam tylko pracowników nocnej zmiany, ale gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu od razu go zauważyłam. Siedział w najdalszym kącie, z kapturem naciągniętym najmocniej jak się da. Do tego schylał głowę, więc nie potrafiłam dostrzec jego twarzy. Obracał w dłoniach kubek z kawą i wydawał się tym całkowicie pochłonięty. Podeszłam do stolika, po czym zajęłam miejsce na kanapie tuż obok niego. Nawet nie podniósł wzroku. Dalej kontynuował zabawę papierowym naczyniem.
- Luke… - zaczęłam niepewnie, delikatnie dotykając jego ramienia – wszystko w porządku?
Wziął głęboki oddech, przy czym napiął mięśnie, jakby wypełnienie płuc tlenem sprawiało mu ból. Bardzo powoli uniósł głowę, a mi zabrakło tchu. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza, zasłaniając usta dłonią. 
- Co ci się stało? – spytałam, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. 
To nie była twarz, którą widziałam ostatnim razem. Teraz jego prawe oko otoczone było okropnym fioletowym siniakiem, a białko prawie całkowicie wypełniła czerwień. Jego warga i łuk brwiowy były rozcięte, jednak krew już zdążyła zaschnąć. Mimo wszystko rany wyglądały paskudnie i nie byłam pewna czy ta pierwsza nie potrzebowała zszycia. 
Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji. Próbowałam nawiązać z nim jakiś kontakt wzrokowy, ale nadaremnie. Tak jakby patrzył wszędzie tylko nie na mnie. Nadal też uparcie milczał. Ponownie spuścił głowę i wrócił do bawienia się kubkiem. Poczułam jak szklą mi się oczy, ale mocno zacisnęła powieki, aby pozbyć się chęci płakania. 
- Lukey – spróbowałam ponownie – masz tego więcej?
Nic nie odpowiedział, jednak prawie niezauważalnie pokiwał głową. Najdelikatniej jak tylko potrafiłam chwyciłam jego dłoń i lekko ją ścisnęłam. 
- Chodźmy stąd. – szepnęłam, przybliżając się do niego. 
Na znak zgody odwzajemnił mój uścisk, po czym wstałam ze swojego miejsca. Cierpliwie czekałam aż Luke dźwignie się do góry. Niezależnie jak bardzo chciałam mu pomóc, bałam się, że tylko mu zaszkodzę i sprawię jeszcze więcej bólu. Nie wiedziałam co się stało ani jak rozległe ma obrażenia, ale biorąc pod uwagę z jakim trudem oddychał, mógł mieć nawet połamane żebra. Bez pośpiechu kierowaliśmy się w stronę wyjścia. Kątem oka dostrzegłam pełne współczucia, ale i ciekawości spojrzenia pracowników, które zignorowałam. 
Pomogłam mu zająć miejsce pasażera, a sama usiadłam za kierownicą. Rzuciłam okiem na Luke’a, ale głowę miał odwróconą w stronę okna. Westchnęłam cicho, odpalając silnik, tym samym uruchamiając radio i ogrzewanie. 
W aucie panowało oczywiste napięcie. Miałam setkę pytań, a ani jednej odpowiedzi. Liczyłam na to, że gdy znajdziemy się u mnie w domu Luke chociaż się odezwie, ale szanowałam jego chwilową ucieczkę w milczenie. Mocno zacisnęłam rękę na kierownicy, skupiając się na tym, aby patrzeć tylko i wyłącznie na drogę. W pewnym momencie, gdy właśnie zmieniłam bieg, poczułam jak jego dłoń delikatnie dotyka mojej, a po chwili splótł nasze palce. Odwzajemniłam ten gest i chcąc nie chcąc, odwróciłam głowę w stronę siedzenia pasażera. 
Luke wyglądał tak, jakby ubyło mu pół metra. Przygarbiony, pustym wzrokiem patrzył na pracujące wycieraczki. Zaczęłam lekko kręcić kciukiem kółka, jakby miało to mu ulżyć w bólu.
Zajechałam pod dom i szybko wysiadłam z samochodu, aby pomóc Luke’owi. W takim stanie nie mogłam narażać go na jeszcze większy ból spowodowany wchodzeniem przez okno, więc musieliśmy skorzystać z drzwi frontowych. 
Nie kłopotałam się z zapalaniem świateł. W zupełnej ciemności pokonaliśmy drogę do mojego pokoju, gdzie kazałam Hemmingsowi usiąść na łóżku, a ja sama wróciłam do kuchni, aby wyciągnąć z zamrażarki trochę lodu. 
Gdy wróciłam, nie miał już na sobie kaptura. Bezszelestnie pokonałam dzielącą nas odległość i przysiadłam tuż obok. 
- Spójrz na mnie – poprosiłam. Minęło kilka długich sekund zanim wreszcie odwrócił głowę. Z kamienną twarzą przyłożyłam mu zimny woreczek do oka. Natychmiast zmarszczył brwi i wydał z siebie głośny syk. 
- Musisz mi pokazać gdzie jeszcze jesteś ranny. 
Chłopak westchnął, odkładając na bok lód, po czym bardzo powoli zaczął ściągać z siebie bluzę, a zaraz potem podwinął koszulkę, ale zatrzymał się tuż nad pępkiem, gwałtownie wciągając powietrze. Zrozumiałam, że nie da rady sobie sam. Niepewnie przybliżyłam się i chwyciwszy w dłonie biały materiał, pociągnęłam go do góry.
- Cholera jasna – powiedziałam zachrypniętym głosem – Musisz jechać do szpitala. 
- Nie. – Przerwał milczenie, prowokując mnie tym samym do spojrzenia na jego twarz. Niebieskie tęczówki krzyczały z desperacji i bólu. Jakby toczył walkę z tym czego nie chce, a co musi zrobić. Nie wyobrażałam sobie, że jego posiniaczonej klatki piersiowej nie zobaczy lekarz, szczególnie że miał trudności z oddychaniem. 
- Luke, mówię poważnie. Możesz mieć połamane żebra. 
W tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły, a w progu stanął Sean, zapalając światło. Na początku patrzył na nas z cwaniackim uśmiechem, który zszedł mu z twarzy gdy tylko przyjrzał się twarzy Hemmingsa. 
- Ty to zrobiłaś? – zapytał, głową wskazując na niego głową. Wywróciłam oczami i powstrzymywałam chęć uderzenia go. 
Sean podszedł do Luke’a, po czym schylił się i niezbyt delikatnie chwycił jego brodę, aby przyjrzeć się obrażeniom na twarzy.
- Jedziesz do szpitala, stary. – oznajmił tonem, nieznoszącym sprzeciwu – Dajcie mi tylko dziesięć minut na ogarnięcie się. 
I wyszedł bez zamykania drzwi. 
#
Nawet jazda samochodem nie była tak niezręczna jak cisza, która panowała pomiędzy mną, a moim bratem w poczekalni na oddziale ratunkowym. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, co chwilę próbując nawiązać między sobą jakąś rozmowę, ale po wzięciu wdechu, wycofywaliśmy się. Podczas gdy ja nerwowo skubałam skórki przy paznokciach, on grał na swoim smartfonie. 
- Więc – zaczął, przerywając wreszcie nasze milczenie – Powinienem dać mu wykład starszego brata o niekrzywdzeniu mojej małej siostry?
- Nawet gdyby cię to obchodziło, nie zrobiłbyś tego. – powiedziałam, uśmiechając się smutno.
- Naprawdę masz o mnie takie zdanie, Skylar?
- Dałeś mi ku temu wystarczająco dużo powodów, Sean. 
Głośno westchnął, opierając łokcie na kolanach. 
- Popełniłem wiele błędów, których żałuję i próbuję je naprawić, ale chyba nic nie zdziałam jeśli nie będziesz ze mną szczera. Nadal jestem twoim bratem. 
Po tym wyznaniu na mojej twarzy nie drgnął nawet najmniejszy mięsień. 
- Co niby chciałbyś wiedzieć? – zapytałam, krzyżując ręce na piersi. 
- Na przykład to dlaczego tamtego lata chciałaś się zabić. 
Zamarłam. Odruchowo mocniej zaciągnęłam rękawy bluzy, a przed oczami stanęły mi wydarzenia sprzed roku, kiedy to tuż przed swoim wyjazdem Sean znalazł mnie w kompletnej rozsypce z rozciętymi nadgarstkami i opakowaniem tabletek przy łóżku. Gdyby wtedy nie wszedł do pokoju, najprawdopodobniej już dawno byłabym na tamtym świecie. 
- Nie chcę powiedzieć czegoś, przez co do końca życia nie będziesz mógł spokojnie zasnąć. – oznajmiłam z kamiennym wyrazem twarzy. 
Wyraźnie się zmieszał i podrapał się po głowie, nie kontynuując dalej tego tematu, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że może mieć coś wspólnego z moją próbą samobójczą. Było we mnie dużo żalu do niego i często chciałam wykrzyczeć mu wszystko prosto w twarz, ale byłoby to jak sypanie soli na własne rany. Dlatego milczałam. A ta cisza powoli mnie zabijała.
Drzwi gabinetu głośno zaskrzypiały, a po chwili na korytarzu pojawił się Luke. Wstałam ze swojego miejsca, aby szybkim krokiem podejść do niego. Wcisnął mi do ręki plik kartek, a sam włożył ręce do kieszeni. Popatrzyłam na niego trochę niepewnie, ale posłusznie zaczęłam przeglądać treść dokumentów, które okazały się kartą informacyjną.
- Żebra nie są złamane, a ja naćpałem się za darmo. – powiedział, z głupkowatym uśmiechem, który nie schodził mu z twarzy. 
- Nadal cię boli? – zapytałam, przyglądając się szwom założonym na ranę nad okiem.
- Jak cholera, ale przez te dragi mam ochotę z tego powodu tańczyć. - Zaśmiałam się cicho, kręcąc głową. Chyba faktycznie go czymś naćpali. 
Pociągnęłam go za rękaw w stronę, gdzie przed chwilą siedziałam z Seanem. Mój brat widząc, że jesteśmy w komplecie, otrzepawszy sobie spodnie, wstał. Hemmings natychmiast wykorzystał ten moment, podchodząc do niego.
- Zapewne nie będę tego pamiętać za kilka godzin, ale się jeszcze oficjalnie nie znamy. Jestem Luke. – Wyciągnął rękę, którą Sean uścisnął. – I dzięki że mnie tu przywiozłeś, chociaż na trzeźwo tego nie powiem. 
Po tych słowach zachichotał, przez co sama o mało nie parsknęłam śmiechem.

#
Powrót do domu nie był pełen niezręcznej ciszy tylko dlatego, że Luke non stop opowiadał niestworzone historie, często zagadując Seana, który wydawał się być nawet rozbawiony. Dochodziła ósma, gdy zatrzymał się pod domem i wysadziwszy nas, sam pojechał nie wiadomo gdzie. 
Środki przeciwbólowe najwidoczniej miały też działanie usypiające, bo jak tylko weszliśmy do mojego pokoju, Luke runął na łóżko. 
- Jasne, rozgość się . – Zaśmiałam się lekko, zajmując miejsce na parapecie. 
- Masz wygodne łóżko – stwierdził, wtulając się w poduszkę – i duże. 
- A twoje łóżko nie jest duże? – zagadnęłam, wyciągając papierosa z paczki. 
- Pewnie jest nawet większe niż twoje. – zamyślił się – Może kiedyś ci pokażę. 
- Nie wątpię. – Zaśmiałam się, po czym odpaliłam fajkę, natychmiast zaciągając się dymem, który wypełnił moje płuca. 
- Wiesz – powiedział po kilkuminutowej ciszy – Jutro jedziemy spełniać moje życzenie. 
Zaśmiał się, jakby była to najzabawniejsza rzecz, jaką usłyszał. 
- Będzie super. 
- Nie sądzisz, że to niezbyt dobry pomysł, biorąc pod uwagę twój stan? – zapytałam, mierząc go uważnie spojrzeniem. 
- Dostałem trochę tych dragów, więc będę jak nowonarodzony, a tego nie da się przesunąć.
W tym momencie zapaliła mi się w głowie lampka, a na twarzy zagościł cwaniacki uśmiech. 
- Tego czyli czego? – zapytałam, chcąc wykorzystać jego stan otumanienia po lekach, aby z chociaż niewielkim wyprzedzeniem dowiedzieć się co takiego zaplanował Luke. 
Chłopak już otwierał usta, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Zachichotał, grożąc mi palcem.
- Nic nie powiem. 
Uśmiechnęłam się, bo nie sposób było zignorować jak uroczy był Luke pod wpływem leków. Normalnie był dużym dzieckiem, ale w tamtej sytuacji już kompletnie przypominał wyrośniętego pięciolatka.
Zgasiłam niedopałek, po czym ziewnęłam przeciągle. Cała noc bez snu dawała się we znaki, mimo skoku adrenaliny, jaki zafundował mi telefon od Hemmingsa. Ten, uważnie śledził każdy mój ruch, tuląc się do poduszki. 
- Śpiąca? 
- To chyba oczywiste. – mruknęłam, opierając ciężką głowę o parapet. Chciałam zasnąć. Najlepiej na zawsze. 
- Nie wygłupiaj się, partnerko – powiedział, klepiąc pustą część materaca – Starczy miejsca dla naszej dwójki. 
Zanim dźwignęłam się do góry, wydałam z siebie głębokie westchnięcie. Padłam na łóżko, lekko odbijając się od niego. 
Znajdowałam się twarzą w twarz z poodbijanym Lukiem. Uważnie badałam wzrokiem każdą jego skazę i z każdą chwilą przekonywałam się, że to właśnie one czynią go w pewnym sensie idealnym. 
Oboje mieliśmy pełno wad i ran, których nie chcieliśmy rozdrapywać. Miałam nadzieję, że w ciągu naszych ostatnich ośmiu tygodni stwierdzimy, że możemy się przed sobą na tyle otworzyć, żeby ujawnić wszystkie sekrety, które powoli trawią nas od środka. Jednak nie był to jeszcze odpowiedni czas. 
Niepewnie dotknęłam opuszkami palca jego policzek, a on przymknął powieki. 
- Boli? – zapytałam, obserwując jego reakcję. Luke pokręcił tylko lekko głową, dając mi nieme pozwolenie na kontynuowanie. 
Nieśpiesznie sunęłam palcami po linii jego szczęki, natrafiając na lekki zarost, a następnie powędrowałam do świeżo zszytej rany na łuku brwiowym. 
- Niedługo przyzwyczaję się do twojego towarzystwa przed snem. – szepnęłam, cofając w końcu rękę. 
- Nie widzę w tym problemu. – powiedział, nie otwierając nawet oczu. 
- Ja też nie. 
Kącik jego ust delikatnie uniósł się, gdy popatrzył na mnie z półprzymkniętych powiek. Deszcz, który jeszcze niedawno nie pozwalał mi usnąć, teraz wydawał się wygrywać mi melodię kołyszącą do snu. 
- To dobrze. 
- Bardzo dobrze. 

Zamiast świątecznych jajek mam dla Was nowy rozdział :) Sprawdzałam go, ale oczywiście mogło mi coś umknąć. 
Dziękuję Wam bardzo za oddanie głosów w konkursach na blog miesiąca. Może i nie udało się wygrać, ale jestem wdzięczna za zaangażowanie, kocham mocno <3
Uwielbiam czytać Wasze komentarze, więc nie obrażę się za kolejne :)

#PaktFF

PS. Znajdziecie mnie też na tablo. Odnośnik znajdziecie w stronach

21 komentarzy:

  1. Jak zawsze idealny :) Mam nadzieję, że niedługo dowiemy się co się stało Lukowi. No i jakie jest jego kolejne życzenie.
    Tak w ogóle oni są tacy rozkoszni, gdy tak razem sobie leżą. x
    Wesołych świąt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział. Z niecierpliwością czekam na następny. Weny życzę :)
    PS. Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki idealny rozdzial...po prostu nwm co napisac....kocham kocham kocham i nic wiecej nie powiem....strasznie podoba mo sie ten rozdzial i zycze weny....wesolych swiat..kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeden z najlepszych rozdziałów! Serio! Wszystkie są cudowne, ale ten jest dla mnie taki bardziej... Wyjątkowy? Nie wiem, no ale jest świetny! ♥
    Ciekawa jestem co się stało Luke'owi.
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ♥
    Życzę dużo weny oraz Wesołych Świąt! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział idealny ! Mam nadzieję, że oni będą dla siebie kimś więcej niż tylko wspólnikami, przyjaciółmi. Pasowaliby do siebie. Jeejku, kolejne życzenie, 8 tygodni życia, które muszą wykorzystać jak najlepiej. Osobiście takie myśli by mnie przytlaczaly. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. *.* Wesołych, weny i do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow *-* Ekstra ;3 Kurcze, tylko kto go pobił, czy coś w tym stylu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Co sie stało? Oj Lukey w coś ty się wpakował? Rozdział świetny <3 Koniec najlepszy :3 uwielbiam, więcej takich scen poprosze

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do LBA! Więcej informacji znajdziesz tutaj http://mistakes--ff.blogspot.com/p/nominacje.html :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozpływałam się, gdy to czytałam, wyczuwam miłość <3.
    Rozdział świetny jak zawsze :).
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku genialny rozdział. Chce nastepny, cos czuje ze ona sie w nim zakocha on w niej i wgl chyba sie nie zabija. Ale zobaczymy. Kocham to ff
    @BywaSmiertelna

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jak zwykle super <3 jestem bardzo ciekawa kto pobił Luke'a? :/
    I jakie jest jego życzenie? O.o
    Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału XD :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzisiaj zaczęłam czytać bloga i się zakochałam, haha....
    Rozdział jest super, bardzo mi się podoba. :)
    Zastanawiam się tylko skąd bierzesz te pomysły na kolejne rodziały, same przychodzą Ci do głowy czy musisz się długo zastanawiać przed napisaniem kolejnego? ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedny Luke, co mu się stało i w co on się wpakował? Mam nadzieję, że w końcu wypuści parę z ust. Na pomoc Seana zareagowałam z wielkimi gałami. Nie powiem, ale taka jego troska i trzeźwe podejście spowodowało, że nieco zmieniłam zdanie na jego temat. Przyćpany lekami Luke jest słodki :D Końcówka - miodzio. Czekam na dalszą część.
    Ps. Jeśli mogę mieć małą proźbę - czy mogłabyś ustawić nieco większą czcionkę? Bo nie ukrywam, ale czytało mi się ciężko. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. genialne ff :) x

    OdpowiedzUsuń
  15. SUPER ROZDZIAŁ!
    CZEKAM NA NEXTA
    PS. życzę weny xoxo

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham <3
    Nadal cię podziwiam za umiejętność pokazania tego, że przed śmiercią można skorzystać z życia!!!
    Od środka zżera mnie ciekawość co się stało że Luke jest cały posiniaczony.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału bo muszę się dowiedzieć jakie będzie kolejne życzenie Luke'a. On ma fajniejsze te pomysły!!!!
    Pozdrawiam i życzę weny :*
    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam dzisiaj fatalny dzień, aTy poprawiłaś mi humor :)
    Dwa dni i przeczytałam wszystkie rozdziały. Bardzo podoba mi się Twój pomysł, a wykonanie jest naprawdę świetne.
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny rozdział! WOW!! co ja piszę to jest Zajebisty rozdział! XX
    Ps.kiedy będzie next?

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny!
    Ps.kiedy będzie next?

    OdpowiedzUsuń
  20. Czekam na rozdział z uwielbieniem ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Niesamowity rozdział ! z niecierpliwością czekam na nexta x
    Ps.życzę ci duuużo weny ! ;) x

    OdpowiedzUsuń