27 maj 2015

jedenaście

Uchyliłam lekko powieki, a przed oczami zobaczyłam anioła. Takie przynajmniej było moje pierwsze wrażenie. Luke przyglądał mi się lekko zaspanym wzrokiem. Musiał obudzić się chwilę przede mną. Na ustach błąkał mu się leniwy uśmiech, gdy poczułam jak splatają się nasze palce. Elektryzujący dreszcz, który temu towarzyszył dotarł aż do moich kości. Trudno uwierzyć, że sam dotyk może uwolnić taką lawinę emocji. W tamtej chwili słowa były zbędne i zniszczyłyby tylko tą magiczną atmosferę, która panowała wokół. Delikatnie uniósł nasze dłonie i zaczął je uważnie badać, kiedy ja nie mogłam oderwać wzroku od niego. W końcu jego niebieskie tęczówki znów spotkały się z moimi, a po chwili spojrzał na moje usta i już wiedziałam, że za chwilę rozpadnę się na milion kawałków. Zawahał się chwilę, po czym zaczął się przybliżać. Nasze wargi dzieliły już tylko centymetry, gdy powróciłam do świadomości.

Gwałtownie wciągnęłam do płuc zimne powietrze, wiejące z szeroko otwartego okna pasażera. Musiał minąć dłuższy moment, żebym otrząsnęła się z faktu, że to, co przed chwilą się działo miało miejsce tylko w mojej głowie. Kilkukrotnie zamrugałam, aby upewnić się, że już do końca powróciłam do rzeczywistości.
- Miły sen? – zagadnął wesoło, nie odrywając wzroku od drogi. Odpowiedziałam jedynie głębokim westchnieniem.
Gdyby nie brak ograniczenia prędkości na autostradzie zapewne groziłby nam surowy mandat, bo Luke gnał przed siebie jak szalony.
- Jesteś pewien, że po tych lekach możesz prowadzić? – zapytałam, spoglądając podejrzliwie na całkowicie zrelaksowanego blondyna. Chłopak poczuł na sobie mój wzrok, więc zwrócił się w moją stronę i zadziornie puścił mi oko.
- Całkowicie. – odparł, wzruszając ramionami. – Policja nic mi nie udowodni, a jakbyśmy się rozbili to najwyżej umrzemy. Nic szczególnego.
Po kilkugodzinnej dawce snu, wyglądał już o wiele mniej mizernie, ale nadal gołym okiem można było dostrzec, że cierpi. Nie byłam tylko pewna czy to było cierpienie fizyczne czy psychiczne. Siniaki przybrały już intensywnie purpurową barwę. Ostatkami silnej woli powstrzymałam się przed próbą dotknięcia jego pokiereszowanej twarzy. Chyba lecę na rannych facetów.
Parsknęłam śmiechem, z powrotem wgapiając się w drogę przed nami. Oczywiście, nie znałam kierunku naszej podróży, mimo, że próbowałam go od niego wyciągnąć różnymi sposobami, ale Hemmings pozostawał niewzruszony. Może to i lepiej? Gdyby nie to, nie czułabym tego dreszczyku emocji i ekscytacji przed nieznanym.
W głośnikach leciała akurat piosenka Green Day, gdy Luke  gwałtownie skierował się do zjazdu z autostrady. Podskoczyłam zaskoczona i kurczowo chwyciłam się swojego siedzenia.
- Czyś ty postradał zmysły? – krzyknęłam, rzucając mu oburzone spojrzenie, co skwitował głupkowatym uśmiechem.
- Postradałem je, gdy cię poznałem.
Wywróciłam oczami, ignorując tę uwagę, za to  skupiłam się na tym gdzie się kierowaliśmy. Zjazd prowadził do jednego z większych miast w okolicy i wszystko wskazywało na to, że właśnie tam jedziemy. Kwestia po co rozwiązała się kilkadziesiąt minut później, kiedy auto wjechało na zatłoczony parking.
Rozchyliłam usta ze zdziwienia, a oczy przybrały rozmiar wielkich monet.
- To żart, prawda? – spytałam, nadal nie mogąc uwierzyć gdzie się znajdujemy.
- VIPowskie bilety na już dawno wyprzedany koncert? Nie wydaje mi się. – oznajmił z rozbrajającą szczerością, a moja szczęka prawie z łoskotem uderzyła o ziemię.
- Nie zapytam ile osób musiałeś zamordować, żeby je zdobyć. – powiedziałam, siląc się na hamowanie swoich emocji. Miałam ochotę skakać i biegać w kółko.
- Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. To jeden z nielicznych plusów nazwiska Hemmings. – Wysiadł z samochodu, a ja po chwili podążyłam za nim, jak zawsze prawie biegnąc. Przeklęte krótkie nogi.
Parking zalał się kolorem pomarańczy, gdy przeciskaliśmy się pomiędzy ciasno ustawionymi samochodami. Im bliżej hali, tym bardziej zagęszczał się też tłum ludzi, a ja zaczęłam odczuwać objawy fobii społecznej.
Kilkadziesiąt osób na domówce nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, lecz gdy znajdowałam się w niepewnej sytuacji i nowym terenie, dopadała mnie chorobliwa nieśmiałość i kompletnie nieuzasadniony lęk.
 Chwyciłam Luke’a za łokieć i zmniejszyłam dystans między nami. Jego obecność dodawała mi pewności siebie, na tyle, żebym spokojnie mogła cieszyć się koncertem, niezależnie ile ludzi będzie wokoło. Obejrzał się przez ramię, a ja jedynie uśmiechnęłam się delikatnie. Zamiast do głównego wejścia, gdzie kolejka przyprawiała o zawrót głowy, poszliśmy w kompletnie inną stronę.
- VIPy mają osobne wejście. – stwierdził, widząc moje zdezorientowanie.
Faktycznie, już chwilę później sprawdzono nam bilety i weszliśmy na teren hali. W środku kręciły się tłumy fanów, którzy piszczeli z podekscytowania czy przytulali się do sklepu z merchem zespołu. Od razu udzielił mi się ich entuzjazm, chociaż nie docierał do mnie fakt, że naprawdę tam jesteśmy. Artyści, których się wielbi i słucha na co dzień z czasem stają się postaciami tak nierealnymi, że to, że oni naprawdę istnieją wydaje się abstrakcją.
Nasze miejsca znajdowały się w punkcie, gdzie widok na scenę był właściwie idealny. Z oddali obserwowałam jak ludzie biegli w szaleńczym tempie, aby dołączyć do setek innych fanów, coraz ciaśniej ściśniętych na płycie.
Nie minęło dużo czasu, gdy wszystkie światła zgasły, a fani wpadli w euforię. Na scenie zaczął się taniec kolorowych reflektorów, aby po chwili pojawili się na niej sprawcy tego całego zamieszania.
- Nie wolałbyś być w tym tłumie? – zapytałam, starając się przekrzyczeć głośne piski.
- Ostatnio, gdy stwierdziłem, że chcę być jak najbliżej, skończyłem bez portfela i telefonu. – z uwielbieniem wpatrywał się w kolorowe światła. Od momentu, gdy weszliśmy na teren areny uśmiech nie schodził mu z twarzy. To był zdecydowanie jego żywioł. W tamtym momencie chciałam wiedzieć, co chodzi mu po głowie, bo nie widziałam w nim ani krzty samobójcy. To było czyste szczęście.
Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym sama skierowałam wzrok w stronę sceny i zaczęłam cieszyć się daną chwilą.
#
- Mam wrażenie, że każde twoje dotychczasowe życzenie zawiera w sobie podwyższanie poziomu dopaminy we krwi. – stwierdziłam, wgapiając się w odbijający się w tafli jeziora wschód słońca.
Dochodziła czwarta nad ranem, gdy zaparkowałam auto przy miejscu, gdzie to wszystko się zaczęło. W drodze powrotnej leki przeciwbólowe zaczęły działać na Luke’a usypiająco, więc aby uniknąć zabicia kogoś po drodze zamieniliśmy się i miałam okazję poprowadzić jego BMW. Nie było nawet porównania do mojej Toyoty, którą bardzo kocham, ale niestety nie jest bez wad.
Piosenki, słyszane zaledwie kilka godzin temu na żywo, wciąż szumiały mi w głowie, a cały koncert wydawał mi się tak odległy, że nie do końca rozumiałam, że to naprawdę się stało.
- Musiało mi jej brakować, więc korzystam z ostatnich tygodni, żeby nadrobić stracone lata. – odparł leniwym głosem.
Leżał na pomoście z rękoma założonymi za głowę, z zaciekawieniem obserwując barwy porannego nieba. Nigdy nie wierzyłam w horoskopy i wróżby, ale to miejsce miało w sobie pewnego rodzaju magię, która tamtego dnia przyciągnęła mnie do siebie na tyle, że uznałam, że to dobre miejsce na śmierć. Jednak dopiero przychodząc tu o poranku dopiero można jej w pełni doświadczyć. Czy to wina tego charakterystycznego zapachu jeziora, który delikatnie pieścił moje nozdrza? Czy może lekkiej mgły, wiszącej nieco ponad taflą wody? Wzięłam głęboki wdech, chcąc poczuć tego wszystkiego jak najwięcej.
- Nie uważasz nas za głupców? – zapytałam, przyciągając kolana do piersi. Obserwowanie ruchów jego ciała stawało się powoli jednym z moich ulubionych zajęć. Każde napięcie mięśni napawało mnie chorą fascynacją. Po prostu Luke był dla mnie osobą, którą chciałam poznać jak najlepiej. Przecież mieliśmy razem umrzeć. To upoważniało mnie do chęci odkrycia wszystkich jego kart.
- Co masz na myśli? – w jego głosie dało się wyczuć nutkę zainteresowania, które toczyło zażartą walkę ze zmęczeniem.
- Mam na myśli to, że chcemy się zabić. – Niebieskie tęczówki zaczęły wypalać we mnie dziury, ale kontynuowałam. – Pomyśl o tym w taki sposób. Chcemy tak po prostu skończyć to wszystko, a tymczasem inni z uporem maniaka walczą o każdą sekundę.
- Zaczynasz mieć wątpliwości? – Wszelkie oznaki senności zniknęły z jego tonu. On sam dźwignął się na łokciach i z nieodgadnionym wyrazem twarzy uważnie lustrował moje gesty.
- Nie, - zaprzeczyłam zdecydowanie, kręcąc głową - z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że decyzja o samobójstwie jest najlepszą decyzją, jaką podjęłam, ale nie potrafię pogodzić się z niesprawiedliwością, jaką funduje nam ten na górze. My chcemy ukrócić dany nam czas, a pozostali robią wszystko, żeby go jak najbardziej wydłużyć. Rozumiesz tę ironię?
Milczał przez chwilę, która zaczęła wydawać się wiecznością. Mogłam bawić się w odgadywanie, co przechodzi przez jego głowę, ale wolałam, aż sam ubierze to w jakieś słowa.
- Eh Skylar, - westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy, aby chwilę później przeczesać nią, już i tak potargane, włosy – Myślisz, że mi też to często nie przechodziło przez głowę? To prześladuje mnie przez cały czas i gdybym mógł to zamieniłbym się z jakimś chorym dzieciakiem, tylko żeby ulżyć mu w cierpieniu i aby mógł cieszyć się pełnią życia jeszcze przez długi czas. Ale nie mogę, mimo że bardzo bym chciał. Nie możesz przez całe życie myśleć o innych, Sky. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie samobójstwo jest sposobem, aby ten jeden raz pomyśleć o sobie i wreszcie zrobić coś, bez patrzenia na innych.
Przełknęłam głośno ślinę, spuszczając głowę na czubki butów. Luke niewzruszony kontynuował swoją wypowiedź.
- Mam świadomość, że jeśli nie zrobię tego za te kilka tygodni to najpewniej stracę tą pewność, którą budowałem przez  długi czas i najzwyczajniej w świecie stchórzę. Zabraknie mi tej pieprzonej odwagi i będę uwięziony w tym cholernym świecie, a naprawdę tego nie chcę.
Nie był zły. Przemawiała przez niego przede wszystkim gorycz.
- Więc dlaczego nie zrobisz teraz? – Była to rzecz, której bardzo bym nie chciała, ale skoro tak bardzo chciał to zrobić tak szybko nie mogłam się powstrzymać, aby nie zadać tego pytania.
Luke spuścił głowę i utkwił wzrok na swoich dłoniach, uśmiechając się gorzko sam do siebie.
- Te tygodnie to jedyna rzecz, nad którą mam kontrolę od długiego czasu. – Zrobił dłuższą pauzę, w czasie której znów złapaliśmy kontakt wzrokowy. – Na początku sam nie byłem pewien, czy wchodzenie z tobą w układ to dobry pomysł. To właściwie był impuls, którego chyba nawet nie żałuję.
Nie potrafiłam powstrzymać lekkiego uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy. Nie było konieczne dopowiadania czegoś jeszcze. Słowa mają to do siebie, że niektóre nie muszą być wypowiedziane na głos. Lepiej, żeby pozostały niedopowiedziane.
Przez długi czas patrzyliśmy się na siebie z szerokimi uśmiechami na ustach i chyba nie brakowało mi niczego więcej do szczęścia.
- Jednak lubimy sobie wszystko komplikować, co?
- A żebyś wiedziała.


Pamiętacie, jak gdzieś na początku tej historii pisałam, że zajmie góra kilkanaście rozdziałów? Chyba mi to nie wyjdzie.
Nie będę tutaj pisać wywodu na temat tego, dlaczego przez tyle czasu nie było rozdziału. Wiedzcie jedynie, że jest mi z tym bardzo głupio, ale niestety wena to kapryśna przyjaciółka. 
Sam rozdział wyglądał jakoś lepiej w mojej głowie. Mam jedynie nadzieję, że wrócę do siebie i jak poprawię już wszystko, to zacznę zasypywać Was rozdziałami :)
Jeśli dwunastka nie pojawi się do 15 czerwca, nie będzie jej wcześniej niż w lipcu, a wiąże się to z moim wyjazdem.

Na koniec mam dla Was coś w ramach przeprosin. Oglądajcie w HD.

A tak z innej beczki: myślicie, że Pakt skończy się szczęśliwie czy jednak nie?

#PaktFF

13 komentarzy:

  1. cudowny rozdział! ja chcę więcej! zdecydowanie za szybko mi zleciało czytanie :D z niecierpliwością czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahh... Nie mogłam się doczekać na ten rozdział, ale mnie nie zawiódł. Tzn, oczekiwałam, że życzenie Luke'a będzie bardziej... Spontaniczne? Szalone? Ale to chyba bardziej działka Sky.
    Podobała mi się zwłaszcza końcówka, bo była taka szczera i refleksyjna.
    Uwielbiam to ff, bo nie dość, że pomysł jest oryginalny i ciekawy (i bardzo mi bliski, whatever), to jeszcze masz taki dojrzały i inspirujący styl pisania 💞
    Nie mam pojęcia jakiej końcówki się spodziewać. Chciałabym, żeby była wesoła, ale smutne też kocham. Mam tylko nadzieję, że nie zostawisz tylko jednego z nich. To by mnie bardzo sfrustrowało, bo nie lubię takich zakończeń (uważam, że są bez większego sensu i wysiłku. idk)
    Ściskam cieplutko i życzę weny, a gdyby nie było (oby jednak się pojawił!) rozdziału, to udanego wyjazdu C:
    @smallerthandot xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny ;)
    Co do końcówki widzę ją tak:
    Sky ma wyjazd, a nie może skontaktować z nim. Kiedy wraca do domu jak najszybciej idzie do Luk, ale jest już za późno. Zostawił tylko list, w którym pisze, że ją kocha, ale musiał się zabić :'(
    Takie widzę zakończenie.
    Życzę weny ;)

    http://change-my-life-ff-luke-hemmings.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział genialny *-* już nie mogę się doczekać następnego XD życzę dużo weny i czekam z niecierpliwością nn :*
    Ps. Mam mieszane uczucia co do tego czy na końpopełniająą to samobójstwo czy nie :/

    OdpowiedzUsuń
  5. O jezu..sytuacja sie rozkreca...kocham i czekam.na NN <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały rozdział ! :D Czekam na next. Życzę jak najwięcej weny i udanego wyjazdu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze Świetnie piszesz, wspaniały i oryginalny pomysł co jest wielkim plusem, mam nadzieję że nie zabraknie ci weny bo nie wiem co się ze mną stanie po dłuższej przerwie z tym ff. A ogólnie z tym czy to będzie szczęśliwe zakończenie czy też nie zaskocz mnie ��

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział . To, co Luke mówił było takie prawdziwe.
    Ten filmik i tekst w nim zawarty trafił do mnie. Tym bardziej, że znowu przeżywam swojego rodzaju załamanie.
    Masz wielki talent.
    ILYSM
    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mega super rozdział. Jej sen był świetny, szkoda jednak, że to tylko sen. Nie dziwię się, czemu on ją fascynuje, sama jestem ciekawa kilku faktów o nim, bo Luke jest w dalszym ciągu nieco tajemniczy. A raczej bardzo tajemniczy. Jego słowa... matko... były świetne. Co do zakończenia tej historii, to choć lubię happy endy, to tu jednak pasowałby mi jakiś dramat na końcu, ale to moje zdanie :) Super cześć. Pozdrawiam i czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  10. o jej ♥ świetne :D słowa Luke'a ♥ takie tajemnicze, jak lubię haha :D życzę weny no i czekam na 12 rozdział :D
    http://dark-side-jen-law-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny świetny rozdział <3 i nie pamiętam nawet dlaczego Sky chce umrzeć.... Tak świetnie budujesz fabułę <3 jednak nadal mam cichą nadzieję że oboje zginą. Chociaż nigdy nie wiadomo mam wrażenie jakby tylko jedno z nich miało umrzeć.... ;)

    OdpowiedzUsuń

  12. Twój blog bardzo mnie zaciekawił. Mam nadzieję, że ono nie skończy się źle'. Czekam na Next ' a.

    OdpowiedzUsuń