8 lip 2015

trzynaście

Ostatnimi czasy praca zaczęła mnie wyjątkowo mocno męczyć. Mimo obecności Ashtona przychodziłam do niej jak za karę. Państwo Irwin nie żartowali, że do zrobienia jest naprawdę dużo, a odnosiłam wrażenie, że zamiast ubywać, obowiązków tylko przybywa. Spędzałam w niej całe dnie, czasami zostawałam też po godzinach, żeby tylko następnego dnia nie mieć, aż tyle do zrobienia, ale zdawało się to na nic. Przetarłam dłonią zmęczone oczy i z głośnym westchnieniem powróciłam do swoich zajęć. Byłam niewyspana i sfrustrowana z niewiadomego powodu. Najchętniej rzuciłabym wszystko i zamknęła się w jakiejś chatce w samym środku niczego. Nawet Ashton dostrzegł, że lepiej do mnie nawet nie podchodzić, bo może się to skończyć poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. 
Starałam się całkowicie wyłączyć i prawie by mi się udało, gdyby nie to, że usłyszałam dźwięk dzwoneczka znad drzwi, a w progu stanął nie kto inny jak Sean. Krytycznym wzrokiem rozglądał się dookoła, aż wśród gąszczu kartonów dostrzegł mnie. Nie kłopotał się nawet, żeby podejść blisko, tylko od razu wziął zamach i rzucił w moją głowę plecakiem z siła, na jaką stać gracza koszykówki. 
- Co do cholery?! – krzyknęłam, ledwo chyląc się przed atakiem. – Odbiło ci?!
Sean patrzył na mnie z politowaniem i nie poczuł się nawet urażony. 
- Sama mnie prosiłaś o jakieś ciuchy, nie licz na to, że będę się z nimi obchodził jak z porcelaną. 
- O czym ty pieprzysz? – Podniosłam z ziemi mój stary szkolny plecak i otrzepałam go z kurzu, który zgromadził się na mim po kontakcie z podłogą. Przeprowadzka miała to do siebie, że odkrywaliśmy nowe skupiska brudu, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, ale nie było już sensu tego sprzątać.
Westchnął w bardzo teatralny sposób, chcąc podkreślić, że w swoim mniemaniu użera się z co najmniej półgłówkiem.
- Masz strasznie słabą pamięć, siostrzyczko. Wysłałaś mi wiadomość, że mam ci podrzucić plecak z rzeczami na kilka dni. To bardzo miłe z twojej strony, że w ogóle dałaś mi znać, że wyjeżdżasz, ale dobrze się złożyło. Akurat planowałem zrobić imprezę, więc i tak możesz czuć się wyproszona. 
- Tak jakoś wyszło – mruknęłam, wzruszając ramionami. Lepiej było udawać, że mam blade pojęcie o czym mówi, niż ciągnąć tą bezsensowną wymianę zdań, która pewnie doprowadziłaby do kolejnej awantury. 
- No widzisz, jednak już pamiętasz. - Klasnął w dłonie i powrócił do rozglądania się dookoła. – Ładnie tu mieliście. 
- Zapewniam cię, że w nowym miejscu będzie jeszcze ładniej. 
- Z pewnością. – Sean już myślami był na swojej imprezie, bo chyba przestał notować co w ogóle do niego mówię. – Dobra, ja lecę. Miłej zabawy, młoda. 
Stałam i gapiłam się na jego znikającą sylwetkę, nie do końca wiedząc co teraz ze sobą zrobić. W dłoni nadal trzymałam torbę. Nie mogłam się powstrzymać i zaglądnęłam do środka. W środku znalazły się wrzucone koszulki, strój kąpielowy i jakieś rzeczy, które luzem walały się po pokoju. Trzeba przyznać, że Sean się nawet postarał, chociaż to nadal nie wyjaśniało skąd przyszło mu do głowy, że wysłałam do niego jakąś wiadomość. Kierowana ciekawością od razu poszłam na zaplecze, aby sprawdzić swój telefon. Ku mojemu zdziwieniu, faktycznie w skrzynce znalazłam wysłane SMSy, jednak ja nie miałam z nimi nic wspólnego. Zmarszczyłam brwi, a rozwiązanie zagadki właściwie nasunęło się samo. 
Niczym burza wyszłam z zaplecza w poszukiwaniu sprawcy tego całego zamieszania. Był aż nadto pochłonięty zabezpieczaniem płyt przed zapakowaniem ich do pudeł. Stanęłam nad nim z założonymi na piersi rękami. Nie musiałam długo czekać na to, żeby zwrócił na mnie swoją uwagę.
- Chciałbyś mi wyjaśnić o co chodzi z tymi wiadomości do Seana? 
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. – Jego głupkowata mina utwierdziła mnie w przekonaniu, że z pewnością miał z tym coś wspólnego. 
- Przestań się zgrywać, Irwin. Gadaj co knujesz. – Szturchnęłam go w ramię, przez co stracił równowagę i boleśnie uderzył pośladkami o kafelki. Chłopak jęknął głośno i od razu zaczął masować obolałe miejsce. Jego koordynacja pozostawiała wiele do życzenia.
- Zlituj się, Skylar. Dowiesz się wszystkiego za chwilę. Tylko pomóż mi wstać. – Wyciągnął w moją stronę, licząc na jakiekolwiek wsparcie, jednak jedyne na co mógł liczyć z mojej strony to głośne prychnięcie. Irwin westchnął i o własnych siłach podniósł się z podłogi. Skoro nie chce mi nic powiedzieć, to niech cierpi. 
- Zabierasz mnie w romantyczną podróż? – dopytywałam – Ash, mogłeś mówić, że żywisz do mnie takie uczucia. Przygotowałabym sobie przemowę, która na dobre pokazałaby ci twoje miejsce we friendzone. 
- Czasem potrafisz porządnie irytować, Sky. 
- Jak inaczej mógłbyś mnie zapamiętać? – Uśmiechnęłam się zadziornie, wymijając go w drodze na zaplecze, skąd zabrałam swoją torbę. 
Będąc w niewielkim pomieszczeniu dokładnie się mu przyjrzałam i dopiero wtedy, w najciemniejszym kącie, udało mu się dostrzec sporych rozmiarów plecak turystyczny. Oczywiście, mogłam zrobić mu jakiegoś niewielkiego psikusa, na przykład wyciągnąć z niego całą bieliznę, ale uznałam, że nie będę aż taka okropna. Zresztą Ashton wszedł na zaplecze akurat w czasie, gdy snułam plan zemsty.
 - Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale z chorą satysfakcją zostawię sklep rodzicom na te kilka dni – rzucił, zamykając drzwi. – Niech zobaczą ile mamy teraz roboty, bo zachciało im się przenosić do centrum. 
W tej samej chwili tuż przy nas zaparkował czerwony pickup, który z pewnością czasy swojej świetności miał już za sobą. W niektórych miejscach odpryskiwał lakier, a on sam sprawiał wrażenie zardzewiałego. Zapewne nie zawracałabym sobie nim głowy i szybko wymazała z pamięci, gdyby nie znajome twarze w oknie. 
- Niespodzianka! – krzyknął radośnie Calum, wysiadając z samochodu, aby się z nami przywitać. 
Wziął mnie w swoje ramiona i uścisnął tak mocno, że zabrakło mi tchu i najprawdopodobniej złamał mi dwa żebra, ale mimo to miło było go widzieć. Przy Ashtonie nie był już tak wylewny i zaszczycił go jedynie męskim uściskiem dłoni. I wtedy spojrzałam na miejsce pasażera. Prawie natychmiast poczułam uścisk w gardle. Nie widziałam go od bankietu. Nie miałam od niego też żadnego znaku życia. Napisałam jedną wiadomość, drugą, aż stwierdziłam, że nie będę się narzucać. Zastanawiałam się nad tym, czy uraziłam go czymkolwiek albo czy zrobiłam coś nie tak, ale nie mogłam na nic wpaść, więc zrobiłam to, co wychodzi mi najlepiej. Zepchnęłam go gdzieś w zakamarki mojego umysłu i starałam się o nim nie myśleć. Jednak moje starania nie przyniosły jakiegoś spektakularnego skutku. Cały czas siedział mi w głowie w najmniej odpowiednich momentach.
- Rozumiem, że nadal nie dowiem się dokąd zmierzamy? – zapytałam, pakując się razem z Ashtonem na tylne siedzenie. 
- Oto właśnie chodzi, że żadne z nas nie ma pojęcia – odpowiedział Calum, czym sprawił, że uniosłam brwi ze zdziwienia. – Tam, gdzie nam się spodoba, tam się zatrzymujemy. To szalony pomysł siedzącego obok mnie dupka. 
Ostatnią uwagą zapracował sobie na plaskacza w tył głowy od Luke’a, ale przynajmniej teraz wszystko stało się dla mnie jasne. To kolejne życzenie na drodze do naszego samobójstwa. Trzeba mu przyznać, tym razem kompletnie mnie zaskoczył. Tylko dlaczego nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem?
#
Wysiadłam z auta, z trzaskiem zamykając za sobą drzwiczki, a w moją twarz uderzyła morska bryza. Odruchowo potarłam gołe ramiona, mimo że nie odczułam zimna. Nieśpiesznie ruszyłam w stronę pustego, skalistego wybrzeża. Momentalnie moje trampki napełniły się piachem. 
Jeśli ktokolwiek oczekiwał szaleńczej jazdy po opustoszałych drogach przy akompaniamencie naszych ulubionych zespołów, to nie pomylił się tylko z tym ostatnim. Przez blisko godzinę staliśmy w korkach, kilkukrotnie wjechaliśmy w ślepą uliczkę, a wysłużone auto Caluma wydawało z siebie podejrzane dźwięki za każdym razem gdy prędkość zbliżała się do dziewięćdziesiątki. Mimo tego, śpiewanie, a właściwie fałszowanie, znanych nam piosenek, wynagradzało nam wszystko. 
Było późne popołudnie. Wzburzona tafla morza mieniła się mocnym turkusem, odbijając przy tym jeszcze intensywne promienie słoneczne. Wpatrywałam się w widok przede mną, słysząc z oddali wesołe krzyki chłopaków. Mimowolnie lekko się uśmiechnęłam, jednak prawie natychmiast spoważniałam. Zachowanie Luke’a nie dawało mi spokoju. Przez całą podróż odzywał się bardzo sporadycznie, co jakiś czas śmiejąc się też z żartów Ashtona i Caluma. Ani razu nawet nie spojrzał w moją stronę i na nic zdało się zaklinanie w myślach o chociaż jeden rzut okiem. Było tak jakby mnie tam wcale nie było.
Utkwiwszy wzrok w uderzających o brzeg falach, mocniej objęłam się ramionami. Zostawało nam coraz mniej czasu, a my marnowaliśmy go na niedopowiedzenia. Nasz pakt dotarł do półmetka, a ja nadal czułam się jak w tamten wieczór, gdy wypisywałam, nadal niekompletną, listę. Nagle znalazło się tyle spraw, które są nierozwiązane, a przecież kilka tygodni temu już trzymałam w dłoni pudełko tabletek i dodawałam sobie odwagi, aby je połknąć. 
Ashton, krzyczący moje imię, przywołał mnie z powrotem na ziemię. Odwróciłam się w jego stronę, a on gestem ręki pokazał, abym do nich wróciła, więc tak zrobiłam. Calum i Luke w pocie czoła, próbowali nazbierać jakiś gałęzi i wszelkich łatwopalnych przedmiotów, które później umożliwiłyby im rozpalenie ogniska. Zdążyli już uzbierać kamienie, z których ułożyli na to miejsce. 
- Któryś z was wziął ze sobą pianki? 
Nie musiałam nawet słyszeć odpowiedzi, wystarczył mi szeroki uśmiech Caluma na potwierdzenie. 
- Lubię cię coraz bardziej – powiedziałam, delikatnie się śmiejąc. Nawet Luke uniósł w górę kąciki ust, w czymś co chociaż przypominało to, jak się uśmiechał jeszcze tydzień temu. Jedynie Ashton pozostawał nienaturalnie poważny, wpatrując się gdzieś przed siebie. 
- Coś nie tak? – zapytałam niepewnie.
- Sky, nie chcę wszczynać niepotrzebnej paniki, - mówił, wyglądając na odrobinę zaniepokojonego – ale wydaje mi się, że jest tu Emily.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, kilkukrotnie mrugając. 
- Skąd takie przypuszczenia? – Nie wiedzieć czemu, mój głos nagle stał się bardzo zachrypnięty.
Nie powiedział nic, tylko skinieniem głowy wskazał w kierunku, w który natychmiast się obróciłam. Z początku nie dostrzegłam nic szczególnego, ale gdy dobrze się przyjrzałam, zauważyłam dwie sylwetki, idące brzegiem morza. Trudno mi odtworzyć co wtedy działo się w mojej głowie, ale coś podkusiło mnie, żebym rzuciła się biegiem w tamtą stronę. Na nic zdał się zdziwiony okrzyk Ashtona. Stopy co chwilę grzęzły mi w piasku i kilkukrotnie prawie runęłam na twarz, ale jakimś cudem dałam radę utrzymać równowagę. 
- Emily! – wrzasnęłam, będąc w odległości kilkunastu metrów od niej. Powoli zaczęło brakować mi tchu i wiedziałam, że już więcej nie dam rady. Zatrzymałam się, ciężko dysząc.
Dziewczyna bardzo powoli odwróciła się w moją stronę. Wyraz jej twarzy z sekundy na sekundę nieustannie się zmieniał. Stała przede mną, niby taka sama, jak podczas naszego ostatniego spotkania, które pamiętam. Jednak to było tylko złudzenie. Od zawsze była wyjątkowo szczupła, ale teraz do tego zmizerniała. Kości policzkowe zapadły się, a ona sama wyglądała na kruchszą niż kiedykolwiek. Przyglądała mi się, jakby chcąc się upewnić, że to faktycznie ja. Na twarzy miała rozmazany, pewnie kilkudniowy, makijaż. Z zaplecionych warkoczy wychodziły kosmyki włosów i nie wyglądało to na zaplanowany zabieg. 
- Skylar, ja… - Co chwilę otwierała i zamykała usta, jakby szukała odpowiednich słów, ale nic nie przychodziło jej do głowy. 
- Kopę lat, co? – Wezbrała we mnie niesamowita złość, tłumiona przez cały ten czas. Najchętniej rzuciłabym się na nią i okładała pięściami za te wszystkie nieprzespane noce, które spędziłam na zamartwianiu się czy w ogóle żyje. 
- Nie da się ukryć – mruknęła, utkwiwszy wzrok w czubki swoich butów.
- Gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? – Nie chciałam, aby w moim głosie było aż tyle goryczy i oskarżenia, ale po ponad roku było tego we mnie po prostu za dużo.
- Byłam ostatnio w mieście, ale byłaś zbyt schlana, żeby pamiętać nasze spotkanie. 
- Tylko tyle? Chcesz mi tylko powiedzieć, że „byłaś ostatnio w mieście”? – Z każdą chwilą ton mojego głosu wzrastał i byłam bliska krzyku. – Jakie to wspaniałomyślne! Czy ty zdajesz sobie sprawę co przeżywają twoi rodzice?! Twoja mama już dawno rzuciła pracę, bo nie mogła myśleć o niczym innym, jak o tym gdzie się podziewasz i czy kiedykolwiek wrócisz do domu! 
Gdybym mogła zabijać wzrokiem, Emily już dawno leżałaby martwa. Cały czas nie spuszczała oczu z ziemi. Nigdy nie była dobra w słownych sprzeczkach. Zazwyczaj wolała milczeć. Tak było dopóki nie poznała Michaela i wszystko zaczęło się zmieniać.
Stał z boku, z wypisanym na twarzy poczuciem wyższości. To właśnie przez niego wszystko się spieprzyło. To on odebrał mi przyjaciółkę, ciągnąc ją ze sobą na samo dno. To on stał się kością niezgody pomiędzy nami, bo nie mogłam patrzeć na to jak z każdym dniem coraz bardziej ją niszczy. Był jeszcze bardziej zaniedbany niż Emily. Niegdyś zapewne intensywna czerwień na włosach już dawno wypłowiała, a on starał się to ukryć poprzez, założoną tyłem, czapkę z daszkiem. Przekłutą brew trzymał kpiąco uniesioną do góry. Jego ciuchy wyglądały na znoszone i pogniecione. Spod rękawa podwiniętej koszuli wystawał fragment, zapewne nie jedynego, tatuażu.
- Skończyłaś już? – zapytał, mierząc się ze mną wzrokiem. Gdybym tylko mogła, wydrapałabym temu gnojkowi oczy. Zacisnęłam dłonie w pięści, nie odrywając oczu.
- Nie z tobą rozmawiam – warknęłam przez zaciśnięte zęby. 
- Ale Emily nie ma ci już nic do powiedzenia. – Michael szybko pokonał dzielącą ich odległość i szarpnął ją za ramię, przez co jęknęła żałośnie – Idziemy.
Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Obróciła się na pięcie i odeszła, nawet nie odwracając się za siebie.
Przez moment stałam wbita w ziemię jak kołek i jak głupia patrzyłam jak po raz kolejny ode mnie odchodzi. Pokręciłam głową, czując jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Nie będę płakać. Nie mogę. 
Półświadomie pokonałam dystans dzielący mnie od chłopaków, jednak nie podeszłam do naszego obozowiska, ale skierowałam się w stronę morza. Ashton coś do mnie mówił, ale zbyłam go machnięciem ręki. Szumiało mi w głowie, przez którą przechodziły setki wspomnień, które najchętniej wyrzuciłabym do kosza jak stare, niepotrzebne śmieci. Tym właśnie była nasza przyjaźń. Niepotrzebnym śmieciem, który zajmował jakiś skrawek mojego życia. Niczym więcej.
Usiadłam na jednej ze skał, o którą uderzały wezbrane fale morza. Słońce zdążyło się już schować za horyzont, nadal pozostawiając za sobą resztki dziennego światła. Przejechałam dłońmi po wilgotnej powierzchni kamienia, a chwilę później schowałam w nich twarz. W tamtej chwili pragnęłam wyhodować w sobie pokłady znieczulicy, jakie miała w sobie Emily. Najlepiej jest nie czuć nic. Wtedy ryzyko, że ktokolwiek cię zrani jest zminimalizowane do zera. Niestety nie umiałam pozwolić sobie na taki komfort, bo czułam aż za dużo.
-Niewygodna przeszłość? – zapytał Calum, który nie wiadomo jak znalazł się przy mnie niezauważalnie. 
- Określiłabym to bardziej jako niezałatwioną sprawę – westchnęłam, rzucając mu tylko przelotne spojrzenie. 
- Zostaw takie za sobą. Za dużo problemów przyniesie przyszłość, żebyś roztrząsała to, co było. 
- Zastosuję się do tej zasady, gdy przywalisz mi kamieniem w głowę i, jeśli mi się poszczęści, dostanę od tego amnezji – mruknęłam cicho.
Moja uwaga najwidoczniej musiała go chociaż odrobinę rozśmieszyć, przez co poczułam się choć trochę lepiej. Jednak nietrudno było wyczuć, że nie mam ochoty kontynuować tego tematu i byłam mu niebywale wdzięczna, że nie naciskał na to.
- A co tobie ma przynieść przyszłość? – zapytałam, chcąc przerwać ciszę pomiędzy nami. Hood przez chwilę wyglądał na zamyślonego, a potem uśmiechnął się sam do siebie.
- Dostałem stypendium sportowe, więc na najbliższe lata modlę się tylko o to, żeby nie złapać jakiejś kontuzji. Reszta pewnie przyjdzie sama. A jak jest z tobą?
- Liczę na to, że los mnie jakoś zaskoczy. – Wzruszyłam niedbale ramionami. Przecież nie musiał wiedzieć, że dla mnie coś takiego jak przyszłość nie istnieje.
Calum pokręcił z niedowierzaniem głową, przez co posłałam mu pytające spojrzenie, a on jedynie zaśmiał się pod nosem. 
- Trudno uwierzyć jak bardzo jesteście podobni do siebie z Hemmingsem. 
- Nie rozumiem. – Zmarszczyłam brwi.
- Oboje zachowujecie się tak, jakby jutra miało nie być. Pewnie to was do siebie przyciąga.
Zapanowała między nami dłuższa pauza, podczas której wiatr, który, przybrał na sile, zaczął plątać moje włosy.
- Jaki był w szkole? – zapytałam wreszcie, bawiąc się sznurówkami butów.
- Wbrew pozorom wcale nie był jakąś duszą towarzystwa. Pewnie myślisz, że skoro ma dzianego ojca to wszyscy chcieli się z nim zadawać, ale tak nie było. Luke lubił trzymać się na uboczu, non stop zakuwając. Zawsze myślałem, że cierpi na przerost ambicji, ale nie przeszkodziło nam to w zaprzyjaźnieniu się. Właściwie byłem jednym z nielicznych, z którymi się zadawał. Dopiero ostatnio jakby odreagowywał te wszystkie lata siedzenia cicho, ale jedno się nie zmieniło. Nigdy nie mówi o przyszłości. Widzę, że cierpicie na tą samą przypadłość.
- Zapewne. – Uśmiechnęłam się blado i już więcej nic nie powiedzieliśmy. Siedzieliśmy w ciszy, aż zrobiło się tak ciemno, że ciężko było nam zejść z powrotem na suchy ląd. W końcu trzeba było wrócić do Luke’a i Ashtona, którzy bez nas doskonale sobie poradzili z rozpaleniem ogniska. Zajęłam miejsce obok Irwina, który poczęstował mnie upieczoną pianką. Nikt nie mówił o Emily, ani o żadnych innych niepotrzebnych sprawach. Staraliśmy się uchwycić daną chwilę i wyciągnąć z niej to, co najlepsze, bo nic innego nam nie pozostało.
#
- Ciężka noc? – zapytałam, zajmując miejsce na zimnym piasku, tuż obok Luke’a. 
- Sen nie jest ostatnio moją mocną stroną – mruknął z cichym westchnieniem. Co chwilę pocierał zmęczone oczy, chcąc doprowadzić się do porządku. Ku zdziwieniu wokół niego leżało już kilka niedopałków.
Mój organizm, przyzwyczajony do ograniczonej ilości snu, nie dawał mi się tak we znaki. Obudziłam się, gdy świt na dobre się rozpoczął. Wtedy też najostrożniej jak potrafiłam wydostałam się z tyłu pickupa, uważając przy tym, aby nie nadepnąć nikomu na rękę. Wieczór oraz sporą część nocy spędziliśmy na śpiewaniu marnych piosenek przy akompaniamencie gitary i jedzeniu podgrzanych przy ognisku kiełbasek i pianek. Gdy gardła zaczęły nas niemiłosiernie boleć, a żołądki nie były w stanie już nic więcej przyjąć, w jakiś niewyobrażalny sposób udało nam się pomieścić na skrzyni pickupa i można powiedzieć, że było nam w miarę wygodnie. 
- A mógłbyś wyjaśnić mi czy jest jakiś konkretny powód, dla którego nie odezwałeś się do mnie przez ten tydzień? – zapytałam cicho, bawiąc się leżącymi na piasku muszelkami. – Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy czasem nie olałeś naszego paktu i postanowiłeś się zabić bez informowania mnie o tym. 
Utkwiłam w nim wyczekująco wzrok, a on nagle był mocno zainteresowany niewidocznym jeszcze słońcem. 
- Czasami jestem po prostu idiotą – powiedział z rozbrajającą szczerością. – Wmówiłem sobie, że ostatnio powiedziałem za dużo i po prostu uciekłem od problemu. – Zaciągnął się właśnie zapalonym papierosem, nawet się nie krzywiąc. Prawie niezauważalnie uniosłam brew, bo jeszcze ostatnio takie coś mu się nie udawało. 
- Paskudny nałóg – mruknęłam z przekąsem, a przebłysk uśmiechu przebiegł mi przez twarz. 
- Kto to mówi. – Zaśmiał się, podając mi fajkę, którą z chęcią przyjęłam. Napięta atmosfera ulotniła się, niczym dym z moich płuc. Popatrzyliśmy na siebie, wymieniając niepewne uśmiechy, które z każdą chwilą stawały się szersze.
- Połowa za nami – westchnęłam, zastanawiając się gdzie podział się ten cały czas.
- Połowa za nami – zawtórował mi, wyciągając w moją stronę dłoń, którą uścisnęłam. 
Zapanowało między nami cisza, zakłócana odgłosem porannych fal. Przymknęłam oczy, rozkoszując się przyjemnymi wibracjami, płynącymi z naszych splecionych palców. 
- Chociaż ty mnie nie zostawiaj – szepnęłam, chowając twarz w jego ramieniu. Poczułam na sobie ciężar jego głowy. 
- Nie zostawię – zapewnił, cmokając delikatnie moje włosy.


Kolejne życzenie Luke'a za nami. Jakieś pomysły co na następny raz szykuje Skylar?
To chyba najdłuższy rozdział i do tego napisałam go w dość zwartym tempie. Z połamaną nogą mam wymówkę, żeby nie wychodzić z domu, więc jak dobrze pójdzie to rozdział może pojawić się nawet już w przyszłym tygodniu, ale nic nie obiecuję.
Z moich wyliczeń wynika, że czeka nas jeszcze 5-6 rozdziałów i epilog. 

Pamiętajcie o hashtagu #PaktFF
Nie zapomnijcie też komentować! Uwierzcie, nic nie daje mi większego kopa do działania.

13 komentarzy:

  1. Czytam, czytam, ja chce już następny proszę dodaj go jak najszybciej. Dziękuje, weny i do następnego.

    OdpowiedzUsuń
  2. jej uwielbiam to opowiadanie! z niecierpliwością czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O luju, ale jest mega ta koncowka *.* zakochalam sie po prostu...nie wiem co powiedziec...kocham i czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  4. O em dżi, bitches. To było dobre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to połamałaś nogę na wakacje? Biedna, trzymaj się tam!
    Rozdział jak zawsze cudo, Sky jest taka... Metodyczna na swój sposób. A Luke to taki trochę nieogar. Przez tydzień znaku życia nie dawać..
    No nic. Niecierpliwie czekam na nowy rozdział i życzę weny, zdrowia i miłych wakacji po zdjęciu gipsu (i w czasie zdrowienia oczywiście też)
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Czy kiedykolwiek napisałam, jak bardzo kocham zdjęcie Luke'a na szablonie? Nie? To piszę, że niesamowicie je kocham 💞
      Ściskam
      @smallerthandot

      Usuń
  6. Są takie blogi, na których nie da się napisać komentarza, bo do niczego nie można się odnieść, a treść jest nudna i typowa. Są też takie, których nie da się skomentować, ponieważ brakuje jakichkolwiek słów i Pakt zdecydowanie do takich należy. Ten blog jest genialny!
    Nie zastanawiałaś się czy nie wydać tego ff jako książki? Chętnie bym ją przeczytała. :DDDDD
    Ps. Zdrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny. Początek nieco zabawny - biedna nie ma, jak to dostać rozpędzonym plecakiem od braciszka. Irwin cóż za podstęp :D Końcówka mega - podobają mi się razem. Jestem ciekawa, co teraz wymyśli ona, jako swoje życzenie. Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  8. celowo ociągałam się czytając ten rozdział, żeby chociaż o kilka sekund skrócić sobie czas oczekiwania na czternastkę.
    rozdział oczywiście fantastyczny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział :*
    Kiedy next? ❤

    OdpowiedzUsuń
  10. Cokolwiek napisze i tak nie odda to twojego geniuszu pisania, wiec powiem tylko, że rozdział jest genialny, życze weny na kolejne pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy rozdział? :(

    OdpowiedzUsuń