3 sie 2015

czternaście

- Co jak co, ale tego się nie spodziewałem, partnerko – stwierdził Luke, patrząc na mnie z nieukrywanym podziwem. 
Uśmiechnęłam się łobuzersko, zajmując miejsce przy wielkim blacie w jego kuchni. Niebywałą satysfakcję sprawiało mi napawanie się jego szokiem. Celowo opóźniając swoje ruchy, z kieszeni bluzy wyciągnęłam niewielkich rozmiarów woreczek i rzuciłam go na lśniącą powierzchnię. Hemmings natychmiast pochwycił go w swoje dłonie, przyglądając się ze wszystkich stron jego zawartości. 
- Gadaj skąd to masz – zażądał z mieszaniną ekscytacji i rozbawienia. 
- Gdybym powiedziała, nie byłoby żadnej zabawy – stwierdziłam, zakładając ręce na piersi. – Weźmiemy to w końcu czy będziemy dalej rozprawiać o moim dostępie do narkotyków?
Pokręcił głową, po czym wysypał zawartość woreczka na stół. Białe tabletki kilkukrotnie odbiły się od blatu, ale na szczęście żadna nie spadła na podłogę. Luke chwycił jedną z nich i przez chwilę obracał ją w dłoniach. 
- Strach obleciał? – zapytałam odrobinę zaczepnie, robiąc to samo co on. 
- Chyba za bardzo uważałem na tych wszystkich zajęciach o przeciwdziałaniu narkomanii. – Gołym okiem widać było jego walkę ze samym sobą. Ciekawość walczyła z rozsądkiem, ale koniec końców i tak wygra, bo taki był nasz układ. Godziliśmy się na pomysły drugiego i nie mogło być od tego wyjątku. 
- Bierzemy tylko ten jeden raz. Zostało nam za mało czasu, żeby wpaść w nałóg – stwierdziłam zgodnie z prawdą. – Na trzy?
Pokiwał głową i rozpoczął odliczanie.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Nim się obejrzałam tabletki zniknęły, a my siedzieliśmy naprzeciw siebie, wyczekując jakiejś reakcji. Zapewne musiało to wyglądać na tyle komicznie, że brakowało nam tylko muzyki z westernów dla podkreślenia napięcia. Nagle zerwałam się z miejsca, przerywając naszą wymianę spojrzeń i chwyciwszy po drodze nadgarstek Luke’a, ruszyłam w stronę wyjścia. 
- Już cię wzięło? – zażartował, zdziwiony moim zachowaniem.
- Nie będę marnować wziętych dragów na siedzenie w domu, partnerze – powiedziałam zdecydowanie. – Idziemy się dobrze bawić.
#
To był jeden moment. Światła płynące ze sceny zaczęły być o wiele bardziej intensywne, a muzyka grana przez zespół przestała aż tak mocno irytować. Wszystko wydało się zupełnie nowe. Lepsze. Poczułam w sobie przypływ świeżej energii, która dosłownie rozsadzała mnie od środka. Niemal natychmiast żwawo ruszyłam na parkiet, nie oglądając się za siebie. Nawet nie wiedziałam gdzie rzuciłam swoją bluzę. Teraz liczyła się tylko zabawa. Basy z głośników uderzały we mnie ze zdwojoną siłą. Wszystkie problemu jakoś przestały mieć znaczenie i zostały zepchnięte na kompletny margines. Narkotyk i adrenalina buzowały w moich żyłach jak zwariowane, zmywając ze mnie wszelkie niepotrzebne emocje. Liczyło się tu i teraz, nie to co było, ani to co będzie. 
Serce biło mi jak szalone, gdy kręciłam się po parkiecie w rytm jakiejś rockowej piosenki. Czułam się jak nowonarodzona, a euforia tylko z każdą chwilą wzrastała. Chciałam, żeby ten stał i nigdy się nie kończył. Dopiero, gdy spróbowałam zakazanego, potrafiłam zrozumieć narkomanów. Upojenie alkoholowe nie mogło się równać z tym, co przeżywałam w tamtej chwili. Tańczyłam do utraty tchu, a energia w żadnym stopniu mnie nie opuszczała. Przepychałam się pomiędzy ludźmi, żeby wtopić się w tłum fanów. Krzyczałam tak głośno, że bolało mnie gardło, mimo tego, że nie miałam zielonego pojęcia kim jest zespół, który właśnie grał. Nie wróżyłam im wielkiej kariery, ale w tamtej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia. Nic mnie nie obchodziło. 
Nie zapamiętałam dokładnie momentu, kiedy podszedł do mnie Luke. Wiedziałam, że to on po zapachu jego perfum, który przyjemnie połaskotał moje nozdrza. Jego ręce znalazły się gdzieś na moich biodrach, a ja uśmiechnęłam się mimowolnie, rozkoszując się tym, że każde miejsce, w którym nasze ciała się stykały było jak naelektryzowane milionem małych ładunków. Był blisko, a ja chciałam go jeszcze bliżej. Ludzie dookoła przestali istnieć. Stali się tylko marnym tłem dla naszej dwójki. Przyciągnęłam go do siebie i, nie wiedzieć kiedy, jego usta znalazły się na mojej szyi. Czułam jak niedługo zupełnie puszczą mi hamulce. Trudno uwierzyć, że jedna mała tabletka potrafi tak wyostrzyć wszystkie emocje. 
Niechętnie oderwałam się od Luke’a, tylko po to, żeby być z nim twarzą w twarz.
- Jak się czujesz? – zapytałam, starając się przekrzyczeć głośno dudniącą muzykę. Nie usłyszałam tego, ale widziałam jak zaśmiał się głośno. 
- Czuję. się. tak. kurewsko. dobrze. – powiedział, chwytając mnie mocno za ramiona i znowu porywając w wir tańca. Ani przez chwilę nie oddalaliśmy się od siebie. Już sama nie wiedziałam z jakiego powodu było mi tak gorąco, ale nadmierna temperatura nie stanowiła żadnego problemu. Armatki przy scenie co jakiś czas wyrzucały w powietrze potężną dawkę zimnego dwutlenku węgla, który przyjemnie chłodził mój rozgrzaną skórą. 
Mijały minuty, a może i godziny, a moje dobre samopoczucie ani na chwilę mnie nie opuszczało. Zespół zdążył już zejść ze sceny, a za konsoletą ustawił się jakiś podrzędny DJ. Ludzi zaczęło przybywać, a w ich natłoku zaczynało robić mi się duszno. Oddychałam coraz ciężej, zapasy energii powoli się kurczyły. Musiałam odpocząć chociaż przez chwilę. Po omacku wyszukałam wśród tłumu dłoń Luke’a i pociągnęłam go ze sobą w stronę baru. Jego skóra paliła. Dosłownie i w przenośni.
- Zmywamy się stąd? – zapytał, mocno opierając się o bar. Jego źrenice były tak rozszerzone, że trzeba było dobrze się przyjrzeć, żeby dostrzec ich właściwy kolor. W tamtej chwili ziała z nich przeraźliwa czerń. Zaczęłam się zastanawiać czy sama nie wyglądam podobnie. 
- Ale zabawa się dopiero rozkręca! – zaprotestowałam, stając tuż przy nim. Stonowałam dopiero, gdy dostrzegłam, że coś jest nie tak. – Co jest, Luke?
- Nie wiem, zaczynam się dziwnie czuć – mówiąc to, na chwilę schował twarz w dłoniach. 
- Hemmings, nie mów mi, że wymiękasz – zaśmiałam się trochę za głośno jak na mnie. – Chyba nie będziesz rzygał, co?
Mimo, że miałam taką nadzieję, coraz bardziej się na to zanosiło. Pozieleniał i opadał z sił jeszcze bardziej niż ja, jednak, w przeciwieństwie do niego, nadal czułam się dobrze. Ba, nawet bardzo dobrze. Wystarczyło mi tylko zaczerpnięcie powietrza, żebym mogła wrócić do całonocnego balowania. 
Zdążyłam się tylko obrócić, a Luke zerwał się z miejsca i ruszył ku męskiej toalecie. Przez moment tylko tępo patrzyłam na jego znikającą w tłumie sylwetkę. Dopiero po chwili otrząsnęłam się i poszłam za nim. 
Kompletnie nie przeszkadzało mi to, że znajdowałam się w męskiej toalecie. Może normalnie byłabym minimalnie zawstydzona, ale i tak nie miałam oporów. W czasach liceum kilkukrotnie zdarzało mi się sprzeczać z Seanem właśnie w takich miejscach, bo nie lubił afiszować się z tym, że młodsza siostra jest w stanie mu odpyskować. Mogłoby to zepsuć jego reputację zawodnika szkolnej drużyny koszykówki, która otaczana była w szkole dziwnym kultem. Nie mogłam narzekać, bo to zapewniało mi stuprocentową nietykalność, którą w pełni wykorzystywałam. 
W odróżnieniu od damskiej toalety, tutaj nie panował taki ruch, jednak nie udało mi się uniknąć natarczywych spojrzeń samców alfa. Mężczyźni znajdujący się przy pisuarach, odnosili się do mnie z niewielkim entuzjazmem, ale posłałam im tylko przepraszające spojrzenie. Znalezienie Luke’a nie było trudne, biorąc pod uwagę dźwięki jakie z siebie wydawał.
- Dajesz radę? – zapytałam, lekko stukając w drzwi kabiny, w której się znajdował. W odpowiedzi usłyszałam jedynie głośniejszy odgłos zwracania. – Dobrze, że się rozumiemy. 
Westchnęłam cicho i oparłam się o ścianę. To mogło trochę potrwać. Z tego miejsca miałam idealny widok na to, co działo się na zewnątrz. Wywołało to u mnie nienaturalne zainteresowanie, z którym przyglądałam się przemykającym postaciom. I mogłabym przysiąc, że pośród nich zobaczyłam znajomą twarz. 
Dosłownie przez ułamek sekundy moje oczy spotkały się z oczami Jessego. Prawie zakrztusiłam się własną śliną, a krew całkowicie odpłynęła mi z twarzy. Biegiem pokonałam dystans dzielący mnie od drzwi. Obejrzałam się dookoła, ale nie zobaczyłam nikogo, ale niemożliwe żeby mi się przywidziało. To było zbyt realne. Gdzieś w oddali zobaczyłam jego sylwetkę. Zdecydowanym krokiem ruszyłam za nim, przepychając się przez ludzi. Nie kłopotałam się nawet z tym, aby kogokolwiek przeprosić. Musiałam wiedzieć jakim cudem już wszystko z nim w porządku, skoro Sean cały czas jeździ do niego do szpitala. 
- Jesse! – krzyknęłam, ale nawet się nie odwrócił. Wyszedł na zewnątrz, a ja byłam tuż za nim. 
Od razu uderzył mnie chłód nocnego powietrza. Mocno objęłam się ramionami, patrząc na boki, ale po Jessem nie było ani śladu. Znowu wykrzyczałam jego imię, jednak pozostało to bez odzewu. Dookoła nie było żywej duszy. Po okolicy echem roznosiły się basy płynące z klubu. To niemożliwe, żeby tak po prostu zniknął. Chyba, że po prostu sobie to wymyśliłam. Pieprzone narkotyki. 
Łapczywie zaczerpnęłam zimne powietrze, chowając twarz w dłoniach, po czym jak gdyby nigdy  nic położyłam się na chodniku. Był środek tygodnia, a wejścia od tej strony i tak mało kto używał. Obojętnie wpatrywałam się w bezchmurne niebo, na którym wesoło migały pojedyncze gwiazdy, a księżyc w pełni rzucał światło na śpiący świat. W jednej chwili straciłam kompletnie siły i mogłam poczuć jak resztki narkotyku dosłownie ulatniają się ze mnie. Najchętniej po prostu zasnęłabym, ale nierówna powierzchnia betonowych płyt uwierała mnie w każdym możliwym miejscu. 
Próbowałam wyobrazić sobie co stanie się po mojej śmierci. W głowie ułożyłam sobie co najmniej kilkadziesiąt scenariuszy, ale nie miałam pewności czy którykolwiek się spełni. Choć zawsze była nadzieja, że sama się przekonam. Niektórzy wierzą w to, że jeśli człowiek umiera nieszczęśliwy lub ma na tym świecie jeszcze jakieś niezałatwione sprawy albo po prostu jest samobójcą, staje się duchem i w tej postaci tuła się po ziemi przez całą wieczność. To dawało mi jakąś furtkę, dzięki której mogłabym uczestniczyć we własnym pogrzebie. 
Ciekawiło mnie jak zachowałaby się moja mama. Czy chociaż przeszłoby jej przez myśl, że to mogła być po części jej wina? A może, jak zawsze, odepchnęłaby od siebie całkowicie winę i zamiast tego zaczęła oskarżać każdego dookoła, z wyjątkiem Seana? Ubrałaby jeden ze swoich dopasowanych kompletów, który sprawiłby, że nawet w tak tragicznej chwili jak śmierć córki wyglądałaby świetnie. Po powrocie z tak długiej podróży na pewno będzie opalona, więc jej skóra będzie dobrze komponować się z czarnym ubiorem. W wysokich szpilkach może mieć problem z chodzeniem po trawiastym terenie cmentarza, dlatego na pewno uczepi się mocno ramienia taty, który będzie w potężnym szoku. Nigdy nie był zbytnio wylewny i nawet taka sytuacja by tego nie zmieniła. Robiłby dobrą minę do złej gry. Jako głowa tej rodziny miałby obowiązek być twardym.
Ogarnęła mnie dziwna tęsknota za rodzicami. Dawno nie dostałam od nich żadnej fotografii ani wiadomości. Brakowało mi naszych kontaktów, mimo tego jak bardzo były oziębłe. Jeśli dobrze liczyłam, już niedługo powinni być z powrotem. Miło byłoby ich zobaczyć przed śmiercią. Musiałam dobrze przemyśleć ostatnie słowa, które do nich powiem. Może będzie to zwykłe „do zobaczenia”, a może „kocham was”, którego nigdy nie używam? Niezależnie od tego co wybiorę, to ja będę wiedzieć, że widzą mnie po raz ostatni. Oni nie będą mieli pojęcia i przez jakiś czas będą żyć w kompletnej nieświadomości. To wydaje się dość tragiczne, jeśli spojrzy się na to z tej perspektywy. 
- Wygodnie ci? – usłyszałam tuż nad sobą głos Luke’a.
- Nie jest to pięciogwiazdkowe łoże, ale narzekać też nie będę – stwierdziłam obojętnie. – Zawsze możesz do mnie dołączyć.
Powtarzanie dwa razy było zbędne, bo już chwilę później leżał obok mnie, gapiąc się w nocne niebo. 
- Jakbym położył się na rozbitym szkle – powiedział, wiercąc się w miejscu. 
- Gdybyś leżał na rozbitym szkle, prawdopodobnie już byś krwawił, więc już nie dramatyzuj, księżniczko.
Nie widziałam jego twarzy, ale byłam bardziej niż pewna, że właśnie wywrócił oczami. 
- Jak się czujesz? – zapytałam, zmieniając temat.
-Mam nauczkę na przyszłość. Nigdy nie mieszaj leków przeciwbólowych z narkotykami, bo przypomnisz sobie co trzy dni temu było na lunch. 
- Zapamiętam to. – Nie mogąc się powstrzymać, zaśmiałam się lekko, przez co zostałam szturchnięta w ramię.
Chwilę później jego dłoń odnalazła moją, a nasze palce splotły się ze sobą. Panowała cisza, podczas której cały czas wpatrywałam się w powoli przesuwające się po nieboskłonie gwiazdy.
- Wiesz, lubię trzymać cię za rękę – powiedział, delikatnie gładząc wierzch mojej dłoni kciukiem. 


15 komentarzy:

  1. A niech mnie! Uwielbiam, kiedy oni się dotykają. Niech dotykają się bardziej, więcej i namiętniej :D Scena w klubie to już w ogóle mnie rozniosła na małe kawałki <3 Jednak trapi mnie czy Jesse był realny czy nie...?
    Pozdrawiam i weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! Scena w klubie najlepsza! Z niecierpliwością czekam na następny. Weny życze :*

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Wiesz, lubie trzymać cię za rękę'
    Czyli akcja sie coraz bardziej rozkręca/zagęszcza bo obydwoje zaczynają coś do siebie czuć.^^
    Życze weny x

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubie jak trzymają się za ręke, całują w szyje, tańczą w klubach. Genialny rozdział czekam na następny taki, już nie moge się doczekać jakie zadanie wymyśli Luke
    Pozdrawiam i życze weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwwwww więcej taki słodkich chwil!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. jej jak słodko *.* Cudny rozdział :D Czekam na nexta :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ugh.. Cudo!
    Jeszcze ta końcówka *.*
    Nie mogę się doczekać, kiedy np powiedzą, że coś do sb czują

    Zapraszam do mnie
    change-my-life-ff-5sos.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Pandosndis 👌
    Jesteś tak fenomenalną pisarką... Bo inaczej Cię nazwać nie mogę.
    Idealna końcówka, scena w klubie rozbrajająca emocjonalnie 😍
    Ściskam i życzę weny i czasu
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział *o* normalnie brak mi słów... ten blog jest po prostu... gdtgrwhtdrgsgshhgghhrbrhdgdgdgtgttes... już nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3 ;*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  10. Te ich pomysły :D Jeny uwielbiam ich razem i ta końcówka :D BOSKO! Coś mi się zdaje, że każde zaczyna czuć do tej drugiej osoby coś więcej i niech nawet nie starają się temu zaprzeczać. Czyżby ona miała chrapkę na Luka? :D Czekam na ciąg dalszy. Weny i Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudo <3 uwielbiam to opowiadanie. Kocham ich pomysły i czekam z niecierpliwością na next

    OdpowiedzUsuń
  12. Błagam napisz książkę o tym <3 przeczytam ja 1716372 razy i nigdy mi się nie znudzi <3 kocham ten rozdział jak i całe opowiadanie <3 mam nadzieję że będziesz pisać dalej i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana do Lister Blog Award! Więcej informacji na blogu: ---> http://you-are-my-property-honey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Omg! To jest świetne!
    Kocham cię normalnie;*
    Ale mam ochotę Cię udusić za końcówkę:)
    Nigdy nie przerywaj w takich momentach,błagaaaaaaam :"(
    Czekam na nexta ;*
    /Anonimka

    OdpowiedzUsuń