29 sie 2015

piętnaście


Poczułam pod bosymi stopami mokrą powierzchnię i prawie niezauważalnie się wzdrygnęłam. Musiałam uważać, żeby nie poślizgnąć się, stąpając po nierównych skałach. Szum wody w żaden sposób mnie nie uspokajał. Ba, napawał mnie, wzrastającą z każdą chwilą, paniką. Nawet nie chciałam wiedzieć jaka jest temperatura tej wody, ale byłam pewna, że jeśli zanurzę w niej choćby palec, to zamarznę na kość.
- Jesteś absolutnie pewny, że to bezpieczne? – zapytałam, cały czas patrząc pod nogi. Luke, w przeciwieństwie do mnie, zupełnie nie przejmował się tym, że może się przewrócić i umrzeć pięć tygodni za wcześnie.
- W żadnym wypadku – odparł wyraźnie podekscytowany. Gdybym spojrzała teraz na jego twarz pewnie dostrzegłabym szalejące w oczach ogniki szczęścia. Od czasu skoku na bungee zazdrościłam mu tego, że strach mógł bez najmniejszych problemów stłumić w zarodku.
- Luke, my umrzemy. Ja nie żartuję – jęczałam żałośnie, wlekąc się za nim – skręcimy sobie karki.
- Skylar, jesteś straszną histeryczką – stwierdził z westchnieniem. – Przeżyjemy i wieczorem zjemy pizzę w motelowym pokoju, obiecuję ci to.
- Zgadzam się tylko ze względu na pizzę – powiedziałam ze skwaszoną miną, wreszcie zrównując się z Hemmingsem i natychmiast tego pożałowałam.
Dotychczas jego plecy przesłaniały mi widok na to, co znajdowało się przed nim, a teraz miałam to jak na patelni i o mało nie zemdlałam.
- My mamy stąd skoczyć? – zapytałam przerażona, a w odpowiedzi otrzymałam kiwnięcie głową. – Bez jakichkolwiek zabezpieczeń? – Kolejne kiwnięcie. – Luke, ja nie dam rady.
- Już to przerabialiśmy, partnerko – mówił spokojnie. – Gdy skakaliśmy na bungee też nie chciałaś tego zrobić, pamiętasz? Sky, my naprawdę nie mamy nic do stracenia. Czas na wieczny strach już nie istnieje. Zamiast tego uwolnij to, co tkwi uwięzione gdzieś głęboko tutaj. – Mówiąc to, położył palec wskazujący na mój mostek. Przełknęłam głośno ślinę, ale pokiwałam lekko głową. Nie mam innego wyjścia, musze to zrobić. Pakt to pakt.
- A może jednak się rozmyślisz? – zapytałam z głupkowatym uśmiechem.
Luke spojrzał na mnie z politowaniem, ale zaśmiał się krótko i wyciągnął do mnie rękę, a ja niemal automatycznie splotłam nasze palce. Zauważyłam, że stawało się to powoli moim nawykiem. Był to gest niby nic nieznaczący, ale za każdym razem dodawał mi otuchy i sprawiał, że czułam się chociaż odrobinę lepiej. Jeśli zaraz zginiemy, to przynajmniej zginę trzymając go za rękę, a była to czynność tak przyjemna, że nie miałabym nawet nic przeciwko.
Stanęliśmy nad przepaścią. Serce waliło mi jak oszalałe, a o spojrzeniu w dół nie było nawet mowy, bo zapewne zwymiotowałabym. Szum wzburzonej wody jakby nabierał na sile wraz z moją paniką.
- Gotowa? – krzyknął Luke, tak, abym go usłyszała.
- Absolutnie nie.
- No to świetnie!
Nie zdążyłam ani wziąć porządnego oddechu, ani nawet spojrzeć w dół, a już byłam w powietrzu. Adrenalina rozsadzała mi żyły, a żołądek ścisnął mi się do mikroskopijnych rozmiarów. Na te kilka sekund czas zwolnił. Czułam chłód płynący z wzburzonego wodospadu i pojedyncze krople osadzające się na mojej skórze. Musiałam poddać się sile grawitacji, która nieubłaganie ciągnęła mnie w dół. Aż wreszcie uderzyłam w taflę wody.
Zimno dostało się aż do moich kości. Gdybym miała jakąkolwiek władzę nad swoim ciałem, zapewne zaczęłabym drżeć, jednak ten paraliżujący chłód sprawił, jakbym była od niego zupełnie odcięta. Dłoń Luke’a wyślizgnęła mi się już dawno temu. Byłam tylko ja i bezkresna lodowata woda, która w końcu zaczęła mnie wypychać ku powierzchni.
Wynurzyłam się, głośno zaczerpując powietrza w płuca. Krótką chwilę zajęło mi zorientowanie się, że cały czas jestem w ruchu. Szum wody stał się ogłuszający. Obróciłam się wokół własnej osi, aż wreszcie moim oczom ukazała się głowa Hemmingsa.
- Co się dzieje? – krzyknęłam, gdy prąd ciągnął mnie cały czas razem z sobą.
- To jeszcze nie koniec! – odpowiedział mi, starając się podpłynąć bliżej, ale nie było o tym mowy.
Spojrzałam przed siebie i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że czeka mnie kolejny wodospad, z którego zaraz zlecę. Nie było najmniejszego sensu, abym się opierała, bo woda po prostu miała zbyt dużą siłę. Nieubłaganie zbliżałam się ku krawędzi. Zamknęłam oczy, oddając się zupełnie zdradzieckiemu żywiołowi. Gdy zaczęłam spadać w dół, nie pozostało mi nic, jak tylko zacząć wrzeszczeć.
#
Z niezdrowym zainteresowaniem przyglądałam się jak krople deszczu leniwie suną po powierzchni okna. Szczelnie owinęłam się rozpinanym swetrem, ale mimo tego nadal było mi zimno. Obawiałam się, że przez kąpiel w wodospadzie mogłam zapewnić sobie porządne przeziębienie, bo mimo gorącego prysznica i ubrania ciepłych ciuchów nadal było mi zimno. Słońce już dawno zastąpił księżyc, który teraz chował się gdzieś za deszczowymi chmurami. Objęłam się mocno ramionami i przykleiłam czoło do chłodnej szyby. Nie zazdrościłam Hemmingsowi, że w taką pogodę kręci się po nieznanym mu mieście w poszukiwaniu pizzy, jednak gdy wychodził nic nie wskazywało na to, że zaraz ma zacząć padać.
Od razu gdy wróciliśmy do wcześniej zajętego pokoju, Luke rzucił się pod gorącą wodę, a zaraz potem ruszył na poszukiwania obiecanej mi pizzy. Takim oto sposobem nie było go już ponad godzinę, a ja umierałam z głodu i z nudów, bo pech chciał, że przypadł nam akurat pokój z uszkodzonym telewizorem. Tak długo patrzyłam na widok przez okno, że potrafiłam prawie z pamięci odtworzyć go całego. Zauważyłam na przykład, że litera „M” w neonie miga co trzy sekundy i zapewne nie jest to celowy zabieg, a raczej oznaka starości tej ozdoby. Trudno było nazwać ten motel luksusowym, ale to było jedyne miejsce, w którym można było się przespać. Nawet jeśli postaralibyśmy się, nie udałoby nam się w tej mieścinie znaleźć nic lepszego. Było to naprawdę niewielkie miasteczko, które przyciągało takich wariatów jak my ze względu na obecność wodospadu idealnego do skoków. Pokonaliśmy naprawdę szmat drogi, aby się tu dostać i nie było sensu od razu wracać do domu, gdy byliśmy zmarznięci i cali przemoczeni. Dlatego od razu po przyjeździe zameldowaliśmy się tutaj, żeby na spokojnie się przespać i z samego rana ruszyć w drogę powrotną.
Ten cały skok był przedostatnim życzeniem Luke’a i przerażało mnie co ma przygotowanie jako zwieńczenie swojej listy. Miałam tylko nadzieję, że nie zakłada to żadnych wulkanów albo spadochronów.
To mi uświadomiło, że ja nadal mam do wykorzystania dwa życzenia, ale zaplanowane jest tylko jedno. Ostatnie nadal pozostawało puste.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi, w których stanął przemoczony do suchej nitki Hemmings razem z wielkim pudełkiem pizzy. Podniosłam się z miejsca i spojrzałam na niego z nieukrywanym współczuciem. Z twarzy zakrytej kapturem kapała woda, tak samo jak z pojedynczych kosmyków, które opadły mu na czoło.
- Czy oni nie mają tu ogrzewania? – odezwał się, ściągając z siebie czarną bluzę.
- Kto by chciał pod koniec lata używać ogrzewania? – zapytałam, zabierając od niego ciuch i wieszając go na oparciu krzesła, aby choć trochę wysechł.
Luke z westchnieniem rzucił się na łóżko, które pod wpływem jego ciężaru niebezpiecznie zaskrzypiało. Z każdym jego ruchem sprężyny wydawały z siebie bardzo nieprzyjemny dźwięk. Jęknął głośno, chowając twarz w dłoniach.
- Zapowiada się ciekawa noc.
Zaśmiałam się krótko, nie spuszczając z niego wzroku. W mokrych włosach wyglądał tak, że nie potrafiłam przestać się na niego gapić. Na całe szczęście leżał z zamkniętymi oczami, więc nie było opcji, żeby mnie na tym przyłapał. Poczułam wszechogarniające ciepło rozchodzące się po moim ciele, a na mojej twarzy wykwitł lekki uśmiech. Oparłam brodę na dłoni i niechętnie przeniosłam wzrok na pizzę.
- Głodny? – zapytałam, przerywając ciszę pomiędzy nami.
- Nawet gdybym nie był, to nie po to jeździłem w ulewie, żebyś teraz sama zjadła wszystko.
- Przeceniasz mój żołądek.
- Chodź tutaj z naszą kolacją. – Poklepał miejsce na łóżku obok siebie. Chwyciłam pudełko, jednym susem pokonałam drogę i usiadłam na materacu, który znowu zaskrzypiał tak głośno, że aż się skrzywiłam. Pizzę położyłam sobie na kolanach, przez co przyjemnie grzała moje nogi, co chyba zauważył Luke, bo niemal od razu zabrał mi ją i zrobił to samo.
Nie mówiąc nic, zabraliśmy się za jedzenie. Siedzieliśmy blisko siebie, a nasze ramiona lekko się stykały, wywołujące u mnie dreszcze, przez co skupienie się na jedzeniu wydawało mi się prawie niemożliwe. Bardzo powoli przeżuwałam każdy kawałek, pragnąc zignorować to dziwne uczucie towarzyszące mi przy chociażby najmniejszej styczności ze skórą Luke’a, nawet przez materiał mojego swetra.
- To oficjalnie jedna z najgorszych pizz jakie kiedykolwiek jadłem – powiedział szczerze, na co parsknęłam śmiechem.
- Myślę, że smaczniejsze byłoby samo pudełko niż to tekturowe ciasto.
Spojrzałam na niego, oblizując usta z sosu. Ku mojemu zdziwieniu Luke patrzył na mnie z figlarnym uśmiechem w taki sposób, że zaparło mi dech w piersiach. Poczułam jak zaczynają piec mnie policzki, ale za nic nie potrafiłam przerwać tego kontaktu wzrokowego. Trwaliśmy w jakimś dziwnym zawieszeniu, nie wykonując żadnego ruchu. Nie byłam nawet pewna czy oddycham. Nie byłam pewna czy w ogóle jeszcze wiem jak się oddycha.
To Luke wykonał ruch, sięgając kciukiem do moich ust. Delikatnie wytarł pozostałości sosu, ale nie cofnął ręki. Wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczami, czekając na jego kolejny krok. Uważnie lustrował moją twarz, przygryzając przy tym lekko kolczyk w wardze. Wyglądał, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał, jednak po chwili pochylił się, znacznie zmniejszając tym samym dystans między nami. Dzieliły nas już tylko centymetry.
- Jesteś pewny, że chcesz przekroczyć tę granicę? – zapytałam, lekko przymykając oczy, co było reakcją na jego gorący oddech.
- Jak niczego innego – powiedział, zanim mnie pocałował.
Na początku dotyk jego ust był tak delikatny, że mogłam pomylić go ze snem na jawie. Jego dłoń zjechała na moją szyję, a ja pod wpływem emocji, które uderzyły mnie z siłą pędzącego pociągu, zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej. Gdy w końcu zaczęłam czuć w pełni smak jego ust, zdałam sobie sprawę, że już zawsze będzie to mój ulubiony smak. Jednak cały czas byłam za daleko i Luke chyba doszedł do tego samego wniosku, bo już chwilę później opakowanie po pizzy walało się gdzieś po podłodze, a ja siedziałam okrakiem na jego kolanach.
Wydałam z siebie jęk, uchylając lekko usta, co jeszcze pogłębiło nasz pocałunek. Uczucia, które towarzyszyło temu wszystkiemu, nie można było porównać do żadnego narkotyku. To było dla mnie tak nowe, tak otępiające, tak idealne, że nie potrafiłam odpuścić. On stał się moim powietrzem, którego łapczywie potrzebowałam.
- Luke – wyszeptałam, a jego imię brzmiało niczym błogosławieństwo. Mruknął cicho, a dystans kilku milimetrów, który nas dzielił wydawał się kilometrami.
Nie mogąc wytrzymać tej rozłąki, znów złączyłam nasze usta. Tym razem mocniej, intensywniej. Poczułam jak przyjemnie łaskocze mnie jego zarost, a moja skóra zapłonęła, gdy jego dłoń zaczęła błądzić pod materiałem bawełnianej koszulki.
Gdy oderwaliśmy się od siebie, ciężko dysząc, nie chciałam otwierać oczu, bojąc się, że to był tylko sen. Oparłam czoło o jego czoło i starałam się unormować oddech.
I właśnie wtedy, tkwiąc w tej atmosferze intymności, stwierdziłam, że nadeszła odpowiednia pora na wyznania, bo nigdy więcej nie znajdę w sobie na tyle odwagi. Przełknęłam ślinę i odsunęłam się od niego, aby móc patrzeć na jego twarz.
- Luke… - zaczęłam i prawie natychmiast się zacięłam, jednak zwróciłam jego uwagę i wiedziałam, że już nie ma odwrotu albo sobie nie wybaczę.
- Pewnie kompletnie zepsuję nam nastrój, ale wiem, że jeśli teraz tego nie powiem, to nie dam rady zrobić tego kiedy indziej. Jesteś pierwszą osobą, której to powiem, więc w pewnym sensie możesz czuć się zaszczycony. – zaśmiałam się nerwowo – Założę się, że pamiętasz Jessego. Trudno jest przecież zapomnieć kolesia, który prawie wykorkował na twoich oczach. – kolejny nerwowy śmiech – Ja… Znam go długo, naprawdę długo. Od zawsze był w bandzie mojego brata. Wiesz, razem na boisku, razem poza nim. Nasi rodzice często wyjeżdżają i dużo pracują, więc spędzali u nas w domu większość wolnego czasu. Przez większość czasu traktowali mnie jak każdą młodszą siostrę, trochę mi podokuczali i zazwyczaj uważali za dzieciaka. Ale Jesse… On był inny. Nie śmiał się z ich głupkowatych żartów pod moim adresem, po prostu traktował mnie jak normalnego człowieka, a nie tylko siostrę Seana. I chyba przez to głupia zaczęłam się w nim podkochiwać. To było tylko niegroźne zauroczenie, wiesz wzdychanie do niego z daleka, rumienienie się, gdy tylko na mnie spojrzał. Naprawdę nie było w tym nic złego, on i tak był przyjacielem mojego brata, więc znajdował się daleko poza moim zasięgiem. Sean nie dałby mi żyć, gdyby się dowiedział.
Zaczerpnęłam głęboko powietrza, spuszczając wzrok. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że cała drżę. Luke chwycił moje dłonie, ukrywając je w swoich, chcąc tym samym dodać mi otuchy.
- W pewnym momencie zauważyłam, że on też na mnie coraz częściej zerka i posyła mi uśmiechy, gdy Sean nie patrzył. Aż któregoś dnia nie przyszedł do niego, tylko do mnie. Powiedział wtedy, że chciałby się ze mną umówić. Wiesz jak cudownie się wtedy czułam? Razem z Emily… - zawiesiłam głos i przełknęłam ślinę – Pamiętam jak Emily pomagała mi się przygotować. Nawet pożyczyła mi wtedy jedną ze swoich sukienek. Boże, jaka ja wtedy byłam szczęśliwa. Zabrał mnie na trybuny boiska do piłki nożnej. Nie jest to najbardziej romantyczna sceneria, ale wtedy uważałam, że było idealnie. Jedliśmy wtedy okropną chińszczyznę z baru, który niedługo potem zamknęli, bo nie byli pewni pochodzenia mięsa. – Zaśmiałam się gorzko.
- Na początku było cudownie. Ta cała aura tajemnicy niesamowicie mi się podobała i ekscytowała mnie. Wiedziała o tym tylko Emily, mimo że już była po uszy w tym całym gównie, w które wciągnął ją Michael, ale wtedy udawałam, że nie widzę, że jestem ślepa i nie widzę jak moja najlepsza przyjaciółka ćpa coraz więcej.
Jesse czasami omijał treningi, żeby spotkać się ze mną bez strachu, że przyłapie nas Sean. To całe ukrywanie wychodziło nam bardzo dobrze. I pewnie wszystko byłoby dobrze gdyby nie ta jedna noc.
Wyrwałam dłonie z uścisku Luke’a i mocno objęłam się ramionami. Nie wiedziałam ile czasu łzy płynęły ciurkiem po mojej twarzy, ale oczy już powoli zaczynały mnie piec. Hemmings patrzył na mnie zaniepokojony.
- Jeśli chcesz, możesz zrobić przerwę – mówił uspokajająco – albo w ogóle nie musisz mówić już nic, Skylar. Zrozumiem.
- Nie – odpowiedziałam natychmiast, kręcąc głową. – Już zaczęłam, więc muszę to skończyć. Jest w porządku.
Uśmiechnęłam się blado i kontynuowałam.
- Już wcześniej mówiłam, że moi rodzice często wyjeżdżają. Sean nie tylko spraszał swoich kumpli na oglądanie meczów, ale czasami też urządzał imprezy. Pozwalał mi na nich bywać, ale zazwyczaj wymigiwałam się tym, że idę spać do Emily, a tak naprawdę wracałam do swojego pokoju oknem i zakluczałam drzwi. Wtedy zrobiłam tak samo. Jednak w pewnym momencie ktoś zaczął się do mnie dobijać. Starałam się to ignorować, ale w końcu po głosie poznałam, że to Jesse, więc otworzyłam mu. Nie miałam powodu, żeby tego nie robić. Przecież spotykaliśmy się, a jego obecność nie sprawiała mi kłopotu. Tylko, że coś było nie tak. Zachowywał się inaczej, jakby w ogóle nie był sobą.  Szybko zorientowałam się, że musiał wziąć coś paskudnego, bo wstąpiło w niego coś okropnego. Chciałam, żeby wyszedł, bo nie potrafiłam go znieść w takim stanie, ale on był silniejszy i nigdzie się nie wybierał. Stwierdził, że czas, żebyśmy poszli o krok dalej. Wtedy rzucił mnie na łóżko i trzymał tak strasznie mocno. Powtarzał mi okropne rzeczy o tym jaka jestem bezużyteczna i nadaję się tylko do jednego, a przy okazji co chwilę mówił jaka jestem piękna. Płakałam i wołałam o pomoc, ale ta cholerna piosenka Katy Perry wszystko zagłuszała. Próbowałam go kopać, uderzyć… Byłam tak strasznie bezsilna… Wiedziałam co chce zrobił i nie umiałam nic na to poradzić. Kiedy zerwał ze mnie koszulkę, coś we mnie pękło. Po prostu leżałam nieruchomo. Nie miałam już siły walczyć. Nie wiem czy płakałam czy nie. Jedyne co pamiętam to ta okropna piosenka. Kiedy już skończył… Kiedy skończył, po prostu wyszedł, a ja przeklinałam siebie za to, że w ogóle żyję.
- Sky… - Na jego twarzy dało się zobaczyć jak szuka jakiś słów, ale nie powiedział nic więcej. Jedynie spuścił głowę, zaciskając dłonie w pięści. Czułam jak jego mięśnie się napinają.
- Przez tydzień nie wychodziłam z łóżka. – mówiłam dalej – Wykręcałam się fatalnym przeziębieniem. Myślałam, że nie może być gorzej. Naprawdę głupia tak myślałam. Tak strasznie się pomyliłam. Ale skąd miałam wiedzieć, że właśnie wtedy przyjdzie do mnie Emily i oznajmi, że chce uciec z Michaelem? Chciałam ją zatrzymać. Wynikła z tego okropna awantura, a Emily wyszła z mojego pokoju i zniknęła. Ale wiesz co jest najgorsze? To, co działo się niedługo potem. To, że Jesse nie poprzestał na pozbawieniu mnie mojej godności. Potem zrobił coś o wiele gorszego. Odebrał mi ostatnią osobę, której na mnie zależało. Nie wiem jak, naprawdę nie wiem, ale obrócił Seana przeciwko mnie. Przez długi czas potrafiłam pójść do szkoły, a potem przepłakać cały dzień. Brat, który zaczął mną pomiatać, wyjechał na studia, a ja w takim stanie dotrwałam do swojego balu maturalnego. Ale w tamten dzień wreszcie postanowiłam się zabić. Nie przewidziałam jedynie, że Sean może wrócić i zabrać mnie do szpitala.
Zapanowała cisza, przerywana jedynie przez krople uderzające o parapet. W napięciu oczekiwałam jakiejkolwiek reakcji ze strony Luke’a. Pierwszy raz otworzyłam się przed kimś i opowiedziałam o wszystkim. Tłumiłam w sobie to tak długo, że ciężar na klatce piersiowej w żaden sposób mi nie zelżał. Gdy człowiek już raz zamknie się na ludzi, ciężko jest do niego ponownie dotrzeć. Jednak jakimś cudem byłam w stanie bezgranicznie zaufać Luke’owi. I nawet tego nie żałowałam.
- Zabiję go – powiedział, podnosząc głowę. Oczy mu pociemniały i zobaczyłam w nich czystą furię.
- Nie – odrzekłam zdecydowanie, dotykając drżącą dłonią jego policzka. – Nie jesteś taki. To nie dotyczy ciebie, Luke. To jest mój demon, z którym muszę się uporać.
- Skylar, ja… Gdybym wiedział…
- To co? Obchodziłbyś się ze mną jak z trędowatą? Bałbyś się mnie dotknąć? Luke, to ostatnia rzecz, jakiej bym chciała. Dajesz mi teraz najlepsze tygodnie mojego nędznego życia i nie chcę, żeby to się teraz zmieniło.
Zbliżyłam się do niego i delikatnie musnęłam jego usta. Z początku nie zareagował i już chciałam się odsunąć, kiedy mocno przyciągnął mnie do siebie, całując mnie krótko, ale z takim uczuciem, że aż zakręciło mi się w głowie. Zaczął uważnie studiować moją twarz, a kciukiem starł małą część łez z moich policzków.
Mogłam udawać, mogłam zaprzeczać. Wiedziałam, że nie było od tego odwrotu i właśnie to mnie przerażało. Ale tutaj, w tym hotelowym pokoju, na tym zardzewiałym łóżku, musiałam w końcu to przyznać przed samą sobą. Zakochałam się.

Kolejny mały dodatek ode mnie.

To chyba najtrudniejszy dla mnie rozdział jak do tej pory, więc będę szczęśliwa, jeśli go skomentujecie czymś więcej niż tylko "kiedy next?". 
Pamiętajcie też o hashtagu #PaktFF

19 komentarzy:

  1. Z tą playlistą i tą treścią łzy zbierały mi się w oczach i wypłynęły przy obejrzeniu filmiku. Jesteś cudowna, spectrum. Cudowna...
    Tyle emocji wypłynęło na wierzch, że nie mam pojęcia co ze sobą teraz zrobić. Nie chcę, żeby Pakt się kończył. Ta historia jest niesamowita i nie mam pojęcia, co mogłoby się stać, żeby Luke i Skylar się zabili. Oni się w sobie zakochali, a tu taki dramat się szykuje. Ech, oszczędzam łzy.
    A moment pocałunku był opisany tak pięknie, że czytałam go kilka razy. Wiedziałam, że z Jesse wiąże się grubsza historia, ale że aż tak. Zaskakujesz mnie z rozdziału na rozdział i Bogu dzięki, że to robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW
    Trudno mi powiedzieć coś więcej...
    To jest po prostu WOW
    I jeszcze nigdy chyba nie widziałam takiego opisu pocałunku.
    To było.... WOW

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu, jak ja się cieszę, że znalazłam tego bloga. Twojego bloga. Od razu przeczytałam wszystkie rozdziały, nie odrywając się na moment. A ten... cudowny! Popłakałam się jak nie wiem, piszę to i lecą mi łzy. Jeszcze ten filmik.. zakochali się w sobie, w końcu to do nich dotarło. Jestem bardzo ciekawa, co będzie z ich Paktem.. czy teraz, jak wiedzą jakie uczucie ich łączy, zrobią to. No nic, zostaje tylko czekać na pozostałe rozdziały. Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny i mam nadzieję że po nim coś się zmieni w życiu naszych bohaterów. No bo skoro Sky się zakochała, może nie będzie chciała dłużej tego zrobić? Nie mogą, nie teraz i nie po tym wszystkim ugh. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, w którym mam nadzieję, luke również przyzna się, że jest zakochany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i kolejny dobry rozdział. Jak ty to robisz, że kiedy wchodzę do sklepu i widzę książkę z napisem pakt od razu kojarzy mi się twoje opowiadanie? :D
    Ale jestem z siebie dumna, bo domyśliłam się co takiego zrobił Jess. Chociaż rax. XD. Naprawdę skończyły mi się pomysły, co może znaleźć.
    się w kolejny rozdziałach, więc nie pozostaje mi nic innego niż czekać.

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest moj ulubiony rozdzial
    Ten filmik duvjsbsis
    Dasz tytuł tej piosenki?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzadko kiedy się wzruszam, a Tobie udaje się coraz częściej doprowadzić mnie do stanu emocjonalnej rozsypki. Świetnie opisałaś przeżycia i emocje Sky, a także Luke'a (po co to piszę? Przecież na pewno to wiesz). Jak Ty to robisz, że piszesz z taką magią? Jesteś fenomenalna..
    Ściskam
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny *-* Biedna Sky :/ Ale Luke jest przy niej :D
    Ten Jesse powinien umrzeć -,- matoł ;-;
    Świetnie to opisałaś ;3
    Życzę duużo weny i do następnego ^-^

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział!! Szkoda Sky ale ten ich pocałunek ( w sumei kilka ale cii xd) Pozdrawiam :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń
  10. opowiadanie przeczytałam na wattpadzie ale postanowiłam skomentować na blogspot. :) może zacznę od tego, że... woah.. pierwszy raz natknęłam się na takie ff, którego motywem przewodnim jest śmierć, tytuł kojarzy mi się z filmem "Ghost Rider", może dlatego, że tam koleś sprzedał duszę diabłu, ale ja nie o tym, chciałam cię pochwalić jak genialne opowiadanie napisałaś. przeczytałam je całe może we dwa dni? oczywiście nie całe tylko z przerwami, wiesz.. ma się trochę obowiązków, ale gdy czytałam w nocy skończyłam około 2, także sama rozumiesz haha, moje komentarze nie należą do bele jakiś gdyż wyrażam w nich całą swoją opinię i wytykam błędy jeśli się takie pojawiły, wiem, jestem szczegółową osobą.
    przeczytałam już wiele fanficów ale żaden mnie w pewnym sense tak mocno nie "zaintrygował", na prawdę, podoba mi się: fabuła, twój styl opisywania, który swoją drogą jest na serio świetny jak i to, że nie robisz bele jakiś błędów, chociaż zdarzy się że ich po prostu nie widać, cholera... znów odbiegam od tematu, to może do niego wrócę? hmm.. brawo, na prawdę brawo! osiągnęłaś sukces jak już na ten moment, czego ci zazdroszczę w pewnym sensie. gratulacje, będę czytać kolejne rozdziały i komentować, ten był takim wynagrodzeniem za nie komentowanie wszystkich osobno, ale kolejne już będą zawierać każdy mój ślad, że byłam, przeczytałam i tak dalej. także... z mojej strony to tyle, trzymam kciuki za ciebie i za to opowiadanie! do następnego x pamiętaj, że jesteś świetna i nie przestawaj tego robić!

    OdpowiedzUsuń
  11. Matko to było SUPER! Tyle emocji na raz! Uwielbiam ten rozdział, choć na swój sposób jest smutny, bo ta cała historia z nią i Jesse'im. Ich pocałunek był normalnie mistrzowsko opisany. Nie tylko ona się w nim zakochała, bo on też. Ciekawa jestem czy jakoś wpłynie to na ich pakt? Wiem, że to głupie - bo uwielbiam tą dwójkę - ale coś czuję (a nawet mi tu pasuje) w finale jakiś dramat, na którym się pewnie poryczę, jak dziecko.Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć kochana!
    Od wczoraj czytam Twojego bloga i powiem Ci, że ta historia jest niesamowita! Nie dość, że oryginalna, to jeszcze są w niej moje soski! ♥ Po prostu nie. Nie mogę napisać tutaj ani jednego, złego słowa. Nie da się! To, to niesamowite! *-*
    Może zacznę od tego rozdziału, od historii Sky. Moje uczucia potrafię zdefiniować jednym, ale okropnym słowem; cholera (chciałam napisać gorsze, ale uznałam, że te pasuje bardziej xd). Ja..ja nie wiem, co mam powiedzieć. Zatkało mnie kompletnie. Nie spodziewałam się, że taka niesamowita dziewczyna może tak wiele wycierpieć. To okropne! Tyle nieszczęść spało na nią za jednym razem... Gwałt, utrata przyjaciółki, która boli jak cholera, strata brata... Dobrze, że poznała Luke'a.
    No właśnie. Hemmings. Huh, aż nie wiem, co mam napisać, poważnie! Strasznie go uwielbiam i nie tylko w prawdziwym życiu. Twoje opowiadanie chyba jeszcze bardziej zmusiło mnie do tego, aby z nim porozmawiać. Tfu, aby go bardziej poznać. Nie mogę uwierzyć, iż jego własny ojciec go pobił. To strasznie okropne, bo tak nie powinno być. Nawet jeśli chłopak powiedziałby coś złego, zrobił coś nie po myśli ojca, nie wiem, cokolwiek... Jak można skrzywdzić tak własne dziecko?! Jak, ja się pytam. :c
    Kocham jego podejście do świata. Jest takie inne, przynajmniej dla mnie. Nie boi się niczego, bo nie ma nic do stracenia. Żyje ostatnimi chwilami, ba wychodzi mu to coraz lepiej... Żywię złudną nadzieję, iż oni jednak zmienią zdanie. Będą chcieli żyć, razem. Szczęśliwe zakończenie... Wydaje mi się, że jego tu zabraknie. Chociaż poniekąd może okazać się happy, bo zrobią to razem. Chyba.
    Ugh, dlaczego to Mike jest tym złym, który ćpa? Tu, moja droga, zawiodłam się na Tobie. Czekałam na niego od początku rozdziałów (no, bo skoro jest Luke, Ash, Cal to i on musi być!), a Ty przydzieliłaś mu taką paskudną rolę. Kochana, nie chcę Cię przez to oceniać, ale ja tam do niego nic nie mam. Nawet strasznie go lubię... Fakt, kiedyś wydawał mi się tym głupim i brzydkim i w ogóle, ale ,,poznałam'' go bardziej i zmieniłam zdanie. Może i Ty spróbujesz? Chyba, że on ma taką rolę tylko w opowiadaniu, nic do niego w życiu nie masz. To rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to wcale nie tak, że się nie zmieściłam i musiałam rozdwoić komentarz...
      Kurcze, utrata przyjaciółki tak strasznie boli. Wiem, bo doświadczyłam do na własnej skórze... Tyle, że moja nie uciekła ze swoim chłopakiem, lecz najzwyczajniej w świecie została, ale u siebie. Nawet nie pamiętam, ile dni po nocach płakałam, czasami nawet w dzień. Ile to nie jadłam. Ile dni oswajałam się z myślą, że to koniec... Za to do tej pory mam pustkę w sercu, której już nie wypełnię. :'c
      Mam nadzieję, że pogodzi się z bratem. To straszne, że przez jednego idiotę (o którym nawet pisać mi się nie chce. Nie, stop, po prostu brak mi słów na niego), można utracić więź, którą tworzyło się przez calutkie życie. Nie mam pojęcia, co on mu nagadał, lecz to musiało być coś okorpnego. Powiem Ci, że chłopak, pogodzony z siostrą, lepiej by się czuł, jeśliby popełnili samobójstwo. Kiedy jednak tego nie zrobią, będzie się zadręczał do końca życia, a tego nie chcę. ;'c
      Ash, kochany taki! Ile to ja bym dała, aby z nim pracować, oj tak. Nie ważne gdzie, po prostu cokolwiek. W sumie z całą czwórką, ale ciii...
      W każdym razie; uwielbiam w nim to, że po prostu jest. Zrozumie, jak nikt inny, pomoże, zatroszczy się, czasem jest nieznośny, ale i tak go kocham. Sky powinna docenić to, że go ma, poważnie! Wiele bym dała za taką osobę..
      I, na koniec, Calum. Też bym chciała poleżeć tak na jego pośladkach, haha. Ta scena, podczas której siedzą na kamieniach, jest genialna. Tak szczera, prawdziwa... Zdecydowanie uwielbiam u niego to, że można się z nim pośmiać, jak i poważnie porozmawiać. Kurcze, uwielbiam go! ♥
      Jednak on nie będzie ostatnią sprawą, wybacz. W ogóle to nie zdziwiwiłabym się, jeśli byś nie dotrwała do tego momentu. Pewnie muszę sttrasznie zanudzać. :D
      Tak strasznie się cieszę, że znalazłam Twojego bloga... Nie wyobrażam sobie życia bez tej historii. Może to i dziwnie zabrzmiało, ale taka jest prawda! No nie patrz tak na mnie!;c
      A, tak przy okazji, zapraszam do siebie. Co prawda nie piszę FF, ale może Cię zainteresować. kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
      Pozdrawia, Twoja wielka fanka, karmeeleq :*

      Usuń
    2. PS. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Chodzi mi o te dodatki. Krótkometrażowe filmiki, które skradły moje serce! ♥ Po prostu je uwielbiam i podziwiam Ciebie. Sama nie potrafię wykonać żadnego zwiastuna, ani nic, dla mnie to po prostu czarna magia! A u Ciebie, nie dość, że wszystko śliczne, płynne, to jeszcze w tle głosy z piosneką! No ludzie, jakim cudem? :D
      Okej, teraz to już na pewno koniec.
      Wybacz mi ten trzykomentarzowy komentarz xD

      Usuń
  13. Nie jestem dobra w pisaniu komentarzy, więc po prostu dziękuję, że tak umilasz mi życie i nie mogę się doczekać dalszego rozwoju akcji.
    Wielka fanka paktu, @ririxellie

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku było by super jakby rozdziały były przynajmniej co tydzien:( no nic czekam na nowy <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Amnesia poleciła, więc mówię: "Dobra, co mi szkodzi", mimo że raczej sceptycznie podchodzę do fanficków.

    W tym przypadku nie było inaczej. Myślę se: "Ta, następna pusta lalka, która udaje cierpiętnicę, a jej rodzice tajemniczo znikają, żeby o nich po prostu nie pisać... Ale przynajmniej nie giną w wypadku jak zwykle". Tak właśnie myślałam i za to Cię przepraszam. Bo okazało się, że Skylar to jedna z tych naprawdę nielicznych bohaterek, które mnie do siebie przekonały w stu procentach. Jesteś genialna, że ją tak wykreowałaś, naprawdę.

    Dziewczyna jest ironiczna, ale zdrowo (o ile można tego sformułowania w odniesieniu do niej użyć ;)). Nie zachowuje się jak księżniczka, jest inteligentna, pełna wrażliwości, jakiej ludziom dzisiaj brakuje.

    Nie mam pojęcia, jaki jest prawdziwy Luke (ten spoza filmików na yt, taki całkowicie bekstejdżowy), ale jeśli wiele mu brakuje do tej wersji, którą tu przedstawiłaś, to powinien się wstydzić. Chłopak nie ma lekko, ale też nie jest przerysowany i cierpiętniczy.

    Nie wiem, dlaczego nie rozłożyłam sobie czytania "Paktu..." na dłużej. Pochłonęłam całość w jeden wieczór. Ale to chyba i tak niewiele znaczy, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo mi to opowiadanie poprzestawiało pod kopułą. Zrozumiałam, jak wiele rzeczy mi na co dzień umyka i jak bardzo zagłuszam własne prawdziwe pragnienia. Tak więc dziękuję Ci, że swoją twórczością zmieniłaś chociaż jedną miliardową mnie i że umiliłaś mi wieczór. :)

    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział, bo się tak trochę bardzo zaplątałam w "Pakcie..." :D

    Hagiri

    P.S.: Zwiastuny są po prostu piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Btw. Nie rozumiem, dlaczego tu jest tak mało komentarzy, a jeden ff (nie podam tytułu, żeby nie urazić), który jest cholernie popularny w Polsce, zbiera ich zanadto, mimo że się przy "Pakcie..." może schować. Takie jest moje zdanie.

      Usuń