25 paź 2015

siedemnaście


- Hemmings Luke Robert – czytałam na głos z plastikowego dokumentu – Urodzony szesnastego lipca dziewięćdziesiątego szóstego roku, więc o ile się nie mylę jesteś rakiem. Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, kolor oczu niebieski, brak znaków szczególnych.
- Teraz wiesz już o mnie wszystko, nie mam żadnych sekretów – powiedział, masując palcami moją skórę głowy. Przymknęłam oczy, rozkoszując się tym przyjemnym uczuciem.
- Dobrze wiesz, że tak naprawdę nie wiem nic. Masz jeszcze miesiąc na streszczenie mi całego swojego życia – zaśmiałam się.
- Miesiąc to prawie tyle co wieczność, partnerko – stwierdził pół żartobliwym tonem.
Musiałam przyznać, że brzuch Luke’a służył za o wiele lepszą poduszkę niż pośladki Caluma, które nadal mnie prześladowały.
Z laptopa płynęły melodię płyty The Neighbourhood, które tak dobrze znałam, ale za każdym razem słuchanie ich sprawiało mi taką samą przyjemność. Ostatnio właśnie tak spędzaliśmy czas. Na kompletnym nicnierobieniu i jedzeniu. Jak miało tak dalej pójść to zanim się zabijemy zachorujemy na otyłość trzeciego stopnia.
- Trudno uwierzyć, że tak niewiele zostało – powiedziałam, odwracając się tak, że byłam w stanie zobaczyć jego twarz.
- Mamy jeszcze masę czasu.
- Więc jak proponujesz go wykorzystać? – spytałam, podnosząc się lekko.
- Być może mam na to kilka pomysłów – stwierdził, uśmiechając się zawadiacko, aby chwilę później połączyć nasze usta.
Mimo, że to nie był nasz pierwszy pocałunek, nadal czułam się tak samo otępiona w ten niesamowicie przyjemny sposób. Chcąc, nie chcąc, uśmiechnęłam się lekko. Objęłam rękoma jego szyję, napierając mocniej na jego usta. Dłonie Luke’a powędrowały gdzieś w okolice moich bioder, gdzie mocno chwycił mnie z obu stron i wystarczył jego jeden sprawny ruch, abym znalazła się pod nim. Przyciskał mnie teraz ciężarem swojego ciała, a atmosfera z każdą chwilą robiła się coraz gorętsza. Włożyłam rękę pod jego koszulkę, nieznacznie ją podwijając i zaczęłam opuszkami bacznie badać powierzchnię jego pleców.
Miałam wrażenie, że z każdą chwilą unoszę się coraz wyżej nad ziemią, gdy nasz pocałunek przybierał na intensywności. Powietrze wokół nas miało tysiąc stopni, a ja zbliżałam się do granicy samokontroli.
Już chciałam podciągnąć jego koszulkę jeszcze mocniej, kiedy Luke gwałtownie się ode mnie oderwał, opierając się na dłoniach. Oddychał ciężko, a w jego oczach płonął żywy ogień. Nikt nigdy nie patrzył na mnie w taki sposób i czułam jak pod wpływem tego spojrzenia zaczynam się rozpadać na miliony kawałeczków. Najchętniej całkowicie zatraciłabym się w tej chwili już na zawsze.
Uśmiechnął się zawadiacko, przygryzając przy tym lekko kolczyk.
- Jeśli nie przystopujemy w tym momencie, możemy mieć mały problem – powiedział lekko rozbawionym tonem.
Przez sekundę wpatrywałam się w niego, mrugając. Dopiero gdy dotarł do mnie sens jego słów, spłonęłam rumieńcem i prawie natychmiast schowałam twarz w dłonie, wybuchając atakiem niepochamowanego śmiechu, którego nie powstrzymało nawet to, że po chwili Luke przygniótł mnie całym ciężarem swojego ciała.
- Udusisz mnie – powiedziałam, między kolejnymi atakami śmiechu, próbując wydostać się spod Hemmingsa. Jednak na nic zdały się moje protesty, gdy zaczął składać pocałunki na mojej szyi.
Próbowałam się oswobodzić, ale byłam na przegranej pozycji. Udało mi się jednak chwycić w dłonie jego twarz i połączyć nasze usta w długim i czułym pocałunku. Do mojego umysłu nie mogło dotrzeć, że faktycznie może być mi tak dobrze. Chociaż przez chwilę byłam niesamowicie szczęśliwa, a do tego wystarczyła mi tylko i wyłącznie jego obecność. Ten stan był na tyle abstrakcyjny, że odniosłam wrażenie, że mój mózg odzwyczaił się od wydzielania takich ilości endorfin.
Uwolniłam się dopiero, gdy w ruch poszła moja poduszka, którą uderzyłam go w głowę. Luke z udawanym bólem przewrócił się na drugą stronę łóżka.
- Jesteś okrutna – stwierdził, nie spuszczając ze mnie wzroku, ale cały czas się uśmiechał.
- Wiem – powiedziałam, znowu kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Hemmings chwycił między palce kosmyk moich włosów i zaczął mu się dokładnie przyglądać.
- Nawet ładny masz ten kolor – powiedział po uważnej kontroli ich wyglądu.
- Cieszę się, że spotkał się z twoją aprobatą – mruknęłam, kręcąc na jego torsie niezidentyfikowane wzory. – Dziwnie mi nie być już blondynką.
- Jak to szło? Jak kobieta farbuje włosy, to wkrótce zmieni swoje życie?
- Pewnie coś w tym stylu – mruknęłam z nikłym zainteresowaniem.
- To w jaki sposób masz zamiar zmienić swoje życie?
- Myślę, że jego rychłe zakończenia to dość spora zmiana.
- Nie da się ukryć – odparł z uśmiechem.
#
Nie bywałam często w tej części miasta i chyba powoli zaczynało do mnie docierać czym to było spowodowane. Nie tylko nie miałam tam w żaden sposób po drodze, ale też nie czułam się w tym miejscu całkowicie bezpiecznie i  nawet dłoń Luke’a, którą mocno ściskałam, nie potrafiła temu zaradzić.
- Sky, ja wiem, że jesteś samobójczynią, bo przecież gdyby nie to, to prawdopodobnie nie spotkalibyśmy się, ale naprawdę chcesz zginąć zadźgana w jakimś zaułku za kilka banknotów?
- Czyżby ktoś tu się bał? – zapytałam, unosząc jedną brew do góry. – Skoki z bungee czy wodospadu ci niestraszne, a cykasz się przed spacerem po tak uroczej dzielnicy. Hemmings, nie przynoś mi wstydu.
Owszem, towarzyszył mi pewien niepokój, ale nie podniosłabym go do rangi strachu. To raczej dziwne przeczucie, które towarzyszy człowiekowi, gdy po ciemku wraca do domu. Chcąc być ostrożnym, Luke zaparkował samochód trochę dalej i doskonale go rozumiałam. Jazda, wyglądającym jak nowe, BMW tutaj to nie byłby najmądrzejszy pomysł.
- Poza tym, - dodałam -  nie doszło tu do zabójstwa przynajmniej od trzech miesięcy. Szykuje się nowy rekord.
Dotarliśmy na miejsce chwilę przed wyznaczoną godziną. Niepozorny budynek wyróżniał się nieznacznie na tle innych intensywnym czerwonym kolorem i szyldem w postaci graffiti. Tak samo jak w sklepie Irwinów, tutaj też nad drzwiami zawieszony był dzwoneczek, który oznajmił naszą obecność. Nie musieliśmy długo czekać, aby pojawiła się przed nami niska, ciemnowłosa dziewczyna, której odkryte części ciała w większości były pokryte tatuażami i piercingiem. Uśmiechnęła się do nas przyjaźnie, wskazując kanapę, na której usiedliśmy.
- Muszę przyznać, Skylar, że twoja historia mnie zaciekawiła – zwróciła się do mnie, kładąc na kolana pokaźnych rozmiarów szkicownik. – Poznaliście się przypadkiem i, z tego co pisałaś, wpadliście na szalony pomysł, żeby zrealizować swoje wszystkie marzenia. A co potem?
Uśmiechnęłam się lekko, bo nie wspominałam w moim mailu o tym, że nasza mała przygoda skończy się śmiercią.
- Nie zastanawialiśmy się nad tym – powiedziałam wymijająco. – Jest jeszcze czas, żeby o tym pomyśleć.
- Kto wie – odezwał się Luke, obejmując mnie ramieniem. – Może zabiorę ją do Vegas na szybki ślub?
Spojrzałam na niego wyłupiastymi oczami, a on jedynie puścił mi oczko.
- Jesteście słodcy – stwierdziła, kartkując swój notatnik. – W sumie miałam kilka pomysłów na to w jaki sposób fajnie to upamiętnić i stwierdziłam, że skoro cały czas przezwyciężacie swoje lęki to właśnie tego się uczepię w moim projekcie. Rzućcie okiem i powiedzcie czy wam się podoba.
Spojrzałam na napisane na kartce szkicownika litery, zerkając przy tym kątem oka na Luke’a, który w tamtej chwili był raczej powściągliwy w emocjach, jednak oboje kiwnęliśmy głowami na znak, że ten pomysł nam się podoba.
#
- Nie jest źle – stwierdził Hemmings, gdy wsiadł do samochodu. – Chociaż nigdy nie pomyślałbym, że zrobię sobie jakiś tatuaż.
- A ja nigdy nie pomyślałabym, że skoczę z bungee i pójdę na najniebezpieczniejszą kolejkę, jaką kiedykolwiek stworzono. Przy tym malutki tatuaż to pikuś.
- Moje szaleństwa dobiegły końca. Ostatnie życzenie mam nadzwyczaj nudne.
- Niemożliwe – powiedziałam z udawanym szokiem. – Zestarzałeś się na sam koniec.
- Za to jestem pewien, że twoje ostatnie życzenie będzie nadzwyczaj szalone i nie będę mógł wyjść z podziwu.
Uśmiechnęłam się, ale w tym samym momencie dotarło do mnie, że go nie mam. Zostały mi dwa tygodnie na wymyślenie czegoś, co w jakiś szczególny sposób zakończy naszą przygodę. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jaka to wielka odpowiedzialność. Powoli zaczynałam panikować, ale nie dałam tego po sobie poznać. Musiałam udawać, że wszystko mam dokładnie rozplanowane.
- Uwierz mi, nie będziesz mógł wyjść z podziwu – rzuciłam, siląc się na pewny siebie ton.
Zajechanie pod mój dom nie zajęło nam dużo czasu. Oczywiście, podczas jazdy nie omieszkałam się przeglądnąć jego schowka, w którym trzymał swoje płyty. Zaczęłam poważnie myśleć nad tym czy nie warto jest zamieszkać w tym samochodzie, bo znajdowały się tu krążki, za które mogłam dać się pokroić, a już od dawna są niedostępne.
- Skąd ty masz tyle perełek? – zapytałam z nieukrywaną zazdrością.
- Powiedzmy, że pożyczyłem od ojca kontakt do pewnego faceta, który jest dość wysoko postawiony w wytwórni – stwierdził, a duma wypisała się na jego twarzy.
- Cwana bestia.
Przez cały czas dopisywał mi wyśmienity humor. Nawet ból, który towarzyszył mi podczas robieniu tatuażu tuż pod zgięciem łokcia mi tego nie zepsuł, bo to wszystko było tego warte. Od zawsze marzyłam o tym, żeby zrobić sobie chociaż jeden i byłam z niego niesamowicie zadowolona. A fakt, że Luke ma taki sam sprawił, że ten tatuaż znaczył dla mnie jeszcze więcej. Napis został zabezpieczony folią i opatrunkiem, który musiałam przez kilka dni zmieniać, do czasu aż miejsce do końca się zagoi.
Mój dobry humor jednak zniknął bezpowrotnie w momencie, gdy podjechaliśmy pod mój dom.
- Tego samochodu nie kojarzę – stwierdził Luke, patrząc na podjazd.
- Nic dziwnego, – mówiłam głosem wypranym z emocji -  to auto moich rodziców.
- Potrzebujesz wsparcia? – zapytał, chyba nie za bardzo wiedząc jak się inaczej zachować.
- Nie, dzięki – odpowiedziałam, zabierając z tylnego siedzenia swoją torbę. – Poradzę sobie. Od osiemnastu lat musiałam sobie jakoś radzić.
- Jak coś to zawsze możesz do mnie dzwonić. Będę u Caluma.
Zanim wysiadłam z auta, posłałam mu blady uśmiech i ruszyłam na spotkanie do jaskini lwa. Tuż przed wejściem, poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwo. Nawet mój organizm z całych sił wolał uniknąć konfrontacji z moimi rodzicami.
Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem, ale nie zwróciło to większej uwagi mojej mamy, która zaabsorbowana była zachwalaniem swojego ulubionego dziecka, którym był nie kto inny jak Sean. Mimo to, starałam się, aby żaden mój krok nie zdradził mojej obecności, jednak przemknięcie niezauważenie obok salonu było raczej niemożliwe.
- Skylar, kochanie! – krzyknęła moja mama, na chwilę przerywając pieśni pochwalne na cześć mojego brata.
- Hej, mamo – powiedziałam, siląc się na coś, co miało być uśmiechem.
Podeszła do mnie, a do moich nozdrzy od razu dotarł duszący zapach jej perfum. Niezdarnie objęła mnie i na szczęście puściła równie szybko. Okazywanie uczuć pod moim adresem nigdy nie wychodziło jej dobrze. Nic dziwnego, że od zawsze czułam się mniej kochanym dzieckiem.
- Idź przywitać się z tatą. Na pewno za nim tęskniłaś – powiedziała, odwracając się z powrotem do Seana, który wyglądał na dość zirytowanego ilością uwagi, jaką mu poświęcała. To dość dziwne, bo zazwyczaj to młodsze dziecko jest faworyzowane. Tylko w moim przypadku było zupełnie na odwrót.
Ruszyłam na piętro, w poszukiwaniu ojca i, zgodnie z tym, co myślałam, znalazłam go w sypialni, gdzie wypakowywał swoje walizki.
- Cześć, tato – powiedziałam, zwracając na siebie jego uwagę.
- Jak się masz, Sky?
- Całkiem dobrze – odparłam zdawkowo. – Miło, że wreszcie wróciliście.
- Uwierz mi, ja też się cieszę – mówił, nie przerywając tego, co robił. – Twoja mama może nieźle wejść na głowę, gdy za długo z nią przebywam.
- Ale na szczęście możesz już w spokoju wrócić do pracy – stwierdziłam pół żartem, ale on już mnie nie słuchał.  Jak zwykle, po chwili rozmowy ze mną, kompletnie się wyłączał. Skorzystałam z tej sposobności i w spokoju udałam się do swojego pokoju. I to by było na tyle jeśli chodzi o spotkania rodzinne.
Mama z obsesją na punkcie Seana i ojciec, który jest na najlepszej drodze do zostania pracoholikiem z tytułem najgorszego ojca roku. Nic dziwnego, że nie byłam normalna. Idealnie wpasowałam się tym w moją popieprzoną rodzinkę. Łudziłam się, że gdy popełnię samobójstwo, będą w stanie się opamiętać. Jeśli istniało choć małe prawdopodobieństwo, że to mogło się spełnić, właśnie takie powinno być moje ostatnie życzenie.


Miało wyjść trochę lepiej, ale chwała, że w ogóle udało mi się skończyć ten rozdział. Nie jest długi, ale stwierdziłam, że nie ma co pisać na siłę. No i jesteśmy już coraz bliżej końca. Jak się z tym czujecie? Ja jestem niesamowicie podekscytowana, jeśli mam być szczera. 
Pamiętajcie o zostawieniu po sobie komentarza. Chciałabym poznać Wasze domysły i refleksje :)
Czytam też na twitterze wszystko z hashtagiem #PaktFF, pamiętajcie o tym :)

7 komentarzy:

  1. Miesiąc? Jak to miesiąc? :'( Niech to trwa jak najdłużej, a Luke niech weźmie Sky do tego Las Vegas i niech się pobiorą, bo ja już tak nie wytrzymam! Za dużo "niech", ale nie mogłam inaczej.
    Doprowadzasz mnie do depresji, spectrum i mówię to całkiem poważnie... Stworzyłaś najpiękniejszą historię jaką kiedykolwiek mogłam przeczytać, a tu co – no, niedługo jej koniec. Teraz zachwycam się każdym nowym rozdziałem i wręcz go pochałaniam. Luke i Sky są cudowni w swym niemalże dziecięcym zakochaniu.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta historia jest piękna. Szukałam czegoś na nudę a tu znalazłam opowiadanie w które wczuwam się całym sercem. Od jakiegoś czasu bardzo lubię Luka i bardzo się cieszę że powstało to opowiadanie. Nadal w głębi serca mam nadzieję że oni nie zabiją się tylko będą ze sobą długo i szczęśliwie. A wiec tak to jest piękna bardzo emocjonująca historia. Czekam na nexta i w przyszłym czasie happy end. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham to ff.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja, ja nie wiem, co mam napisać. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Znaczy koniec się zbliża, o. To smutne i w sumie tego nie chcę. Błagam, niech oni przeżyją. :c
    To takie słodkie, kiedy oni są razem, poważnie! Uwielbiam te pocałunki i ich relację. Jest taka kochana! Moja ulubiona para! ♥
    W ogóle przesłuchałaś już ich płyty? :D I jak wrażenia? ^^ Czy tylko mi się najbardziej podoba ,,catch faire'' i ,,waste the night''? One są takie inne i no nie wiem. Po prostu idealne! ♥
    Okej, ja zmykam.
    Buziaki, karmeeleq
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniec się zbliża, a ja tak bardzo tego nie chcę. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tam uważam, że oni się w końcu nie zabiją i będą żyć długo i szczęśliwie. sky się opamięta i wreszcie poczuję tę chęć do życia i ciągnięcia tego dalej, na tyle ile jej pozwolisz tam w tej niedalekiej przyszłość xd
    chodź... można jeszcze rozważyć inną opcję, że się ryli zabiją i będą sobie żyć wiecznie tam gdzie tam trafią(': pięknie a zarazem smutno by było, a i też genialnie, dlaczego? bo happy end'y są przereklamowane. x

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie!
    Koniec się już zbliża, a mi się chce z tego powodu płakać.
    Nie możesz tego tak po prostu skończyć ich śmiercią. Niby piękne i romantyczne, no ale NIE.
    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że happy endy to już zdecydowanie przereklamowane, ale Lukey jest taki ach, och, ech i w ogóle.
    Ich cudowna relacja mnie zachwyca i też chcę takiego swojego Samobójcę! :(
    No nic, czekam na następny rozdział ♥
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń