1 paź 2015

szesnaście


Rozdział niesprawdzony.

- Dlaczego cały czas się tak szczerzysz? – zapytał wreszcie Sean, po dłuższej chwili przyglądania się mi.
Zaśmiałam się, kręcąc głową. Nie dało się ukryć, że ostatnimi czasy mój poziom radości wzrósł odrobinę, a Sean nie mógł zrozumieć dlaczego. Bawiło mnie to w jaki sposób patrzy na mnie, będąc kompletnie zbitym z tropu. 
- Wybacz, że moja radość psuje ci dzień – odpowiedziałam z przekąsem, popijając kawę.
- Zniosę to, ale nie mogę zrozumieć z czego się tak cieszysz – powiedział, zajmując miejsce naprzeciwko mnie. – Dostałaś podwyżkę? Ashton wreszcie przyznał się, że jest gejem?
Głośno parsknęłam śmiechem, ciesząc się, że już wcześniej przełknęłam kawę, którą miałam w ustach, bo inaczej mogłoby się to źle skończyć. 
- Ashton nie jest gejem – oznajmiłam zdecydowanie. – Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
- Zgadywałem – powiedział, wzruszając ramionami od niechcenia. – Wiesz, przyjaźnisz się z nim, a dziewczyny lubią mieć za przyjaciół gejów. 
- Idąc tokiem twojego rozumowania każdy chłopak, który przyjaźni się z jakąś dziewczyną jest gejem. Sean, to nie ma kompletnie sensu – zaśmiałam się, podczas gdy mój brat zrobił obrażoną minę. 
- Okej, kumam, ale nadal nie powiedziałaś dlaczego jesteś taka wesoła. Musisz przyznać, że to u ciebie dość niecodzienne, a tymczasem od kilku dni non stop się uśmiechasz. To chore. 
Jednym dużym łykiem opróżniłam szklankę i wstałam od stołu. Po drodze do zlewu poklepałam Seana po ramieniu.
- Będziesz musiał żyć w nieświadomości, braciszku. Przykro mi – oznajmiłam, chwytając torbę. – Chętnie podroczyłabym się z tobą jeszcze trochę, ale zaraz będę spóźniona, a dzisiaj wreszcie kończymy opróżnianie nowego sklepu. 
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z domu. Sean chyba coś jeszcze do mnie krzyczał, ale puściłam to mimo uszu. 
Podczas jazdy zastanawiałam się nad jego słowami. Czy faktycznie aż tak promienieję radością? Prawda, ostatnio jakoś łatwiej mi się śpi, nie budzą mnie koszmary i codzienne wstawanie nie stanowiło tak wielkiego problemu. Może i czułam się lepiej i było mi lżej funkcjonować, ale to od razu nie oznaczało, że stałam się bezwarunkowo szczęśliwą osobą. Wszędzie znajdzie się kilka słonecznych dni. Nawet u mnie. 
Po drodze do pracy nie byłabym sobą gdybym nie skoczyła do pobliskiej kawiarni i nie kupiła dla siebie i Ashtona mrożonej kawy. Chyba właśnie tego będzie mi najbardziej brakowało w nowej lokalizacji. Oczywiście, w centrum aż roi się od różnego rodzaju sieciowych kawiarni, ale nic nie zastąpi tego rodzinnego miejsca. Na każdym kroku było widać ile wysiłku właściciele wkładają w to, żeby każdy klient wychodził od nich zadowolony. W obecnych czasach nie jest to często spotykane i bardzo to u nich ceniłam. Starali się stworzyć tam domową atmosferę, którą dało się czuć na każdym kroku. 
Wnętrze sklepu z płytami zaczęło już zionąć pustkami. Wszystkie kartony zostały przeniesione do centrum, więc zostały właściwie tylko półki i sterta papierów. Tego dnia miała przyjechać ekipa, która zabierze na wysypisko resztę niepotrzebnych rzeczy. 
Uśmiechnęłam się do Ashtona, który, jak zawsze, z wdzięcznością przyjął ode mnie kawę. W zamian dostałam od niego buziaka w policzek
- Dużo mamy jeszcze do zrobienia? – zapytałam, rozglądając się dookoła. 
- Właściwie to nie – odpowiedział, wzruszając ramionami. –Trzeba do końca opróżnić zaplecze. Nie uwierzysz ile naszych śmieci tam się wala. 
Przez kilka lat spędzonych tutaj jakieś ślady obecności musiały pozostać. W końcu nie tylko tu pracowałam. Często robiłam lekcje czy objadałam się z Ashtonem cukierkami. Zazwyczaj staraliśmy się sprzątać, ale nie zawsze to wychodziło. 
Zanim wzięliśmy się za robienie tego, co do nas należy, w spokoju wypiliśmy nasze kawy. W międzyczasie Irwin zrelacjonował mi przebieg spotkania z dziewczyną poznaną na Tinderze.
- Chyba nie jesteś tak zdesperowany, żeby szukać miłości w marnej aplikacji? – zapytałam, powstrzymując się z całych sił przed wybuchem śmiechu. 
- Nic nie poradzę, że się nudziłem. Chciałem nawet wyskoczyć z tobą na piwo, ale nie odbierałaś. 
- Więc to moja wina? – odparłam rozbawiona, siorbiąc resztki z dna plastikowego kubka. 
- O nie, nigdy nie oskarżyłbym cię o taką zbrodnię. Kto by przewidział, że okaże się ona niewyżytą piętnastolatką.
Tego było już dla mnie za wiele i niezależnie od tego jak bardzo nie chciałam tego robić, wybuchłam niepochamowanym śmiechem. 
- Śmiej się, śmiej. Ty nie wiesz jaki zawał przeżyłem. Musiałem się stamtąd zmyć jak najszybciej, a ona nie chciała mnie puścić. Na szczęście chłopak pracujący w tej kawiarni zobaczył, że jestem w potrzasku i jakimś cudem przeszmuglował mnie przez zaplecze. 
Nie mogłam się uspokoić przez dobre pięć minut, przez co Ashton próbował zepchnąć mnie z krzesła. Gdy w końcu doszłam do siebie stwierdziliśmy, że nadszedł koniec obijania się, bo rzeczy do wyrzucenia musiały być gotowe gdy ktoś po nie przyjedzie. Zaplecze było zapełnione różnymi duperelami. Walały się tam stare podręczniki, zarówno moje jak i Irwina, kilka moich koszulek, które brałam na przebranie, nie wspominając już o pogubionych kolczykach. Na nieszczęście, natrafiłam również na dawno zapomniane kawałki jedzenia, na których utworzyły się już chyba osobne państwa bakterii. Zastanawiałam się czy może nie rzucić w czymś z tego w Ashtona, ale stwierdziłam, że napalona piętnastolatka była wystarczającym utrapieniem i nie potrzeba mu więcej stresów, dlatego skrupulatnie wszystko lądowało w wielkim worku na śmieci. Pomiędzy półkami znalazłam jednak jakieś stare pudełko. Wydało mi się zbyt ładne jak na jakiś staroć, więc postanowiłam pokazać go Irwinowi zanim zdecyduję się je wyrzucić.
- Masz może pomysł co to jest? – zapytałam Ashtona, stawiając przedmiot obok niego. Chłopak oparł się o półkę łokciami, dokładnie lustrując wzrokiem drewnianą szkatułkę. Delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy, a w jego oczach zobaczyłam głęboką nostalgię. 
- Otwórz to – zachęcił mnie.
- Jesteś pewien? Nie wyskoczy na mnie jakiś ogromny pająk ani nic w tym stylu? 
- Jestem pewien. No dalej, Sky.
Delikatnie, bojąc się, że coś uszkodzę, otworzyłam wieko. Do moich uszu zaczęła napływać leciutka melodia. To była pozytywka.
- Mama zawsze mi ją puszczała, gdy byłem mały. Musiałem ją tu kiedyś przytargać i zupełnie o niej zapomniałem. – powiedział, błądząc opuszkami palców po nierównej fakturze pudełka. – Weź ją.
- Wow, dziękuję, ale na pewno nie chcesz jej zatrzymać? – zapytałam, patrząc jak zahipnotyzowana w czerwony materiał, którym wyłożona była pozytywka. 
- Nie – powiedział przeciągle, zamykając ostrożnie pudełeczko, jednak mimo to melodia cały czas odbijała się w moich uszach. – Mimo mojej romantycznej duszy, zostanę wiecznym kawalerem, a to zasługuje na przekazanie kolejnym pokoleniom. Jak już razem z Hemmingsem będziecie mieli już gromadkę dzieci, będziesz mogła grać to im do kołyski i zachwalać przy okazji ich przystojnego wujka Ashtona. 
- Już kiedyś ci mówiłam, że masz bardzo wybujałą wyobraźnię. – Starałam się silić na lekko rozbawiony ton, uśmiechając się lekko. W rzeczywistości poczułam się tak jak pękłoby mi serce. 
Jego słowa uderzyły we mnie z taką siłą, bo znowu uświadomiłam sobie, że Ashton nie ma pojęcia, że już niedługo zniknę. Nie będzie żadnej gromadki dzieci, nie będzie wujka Asha, nie będzie mnie. Właśnie o jego reakcję bałam się najbardziej. Co zrobi gdy się dowie? Znając jego charakter, pewnie będzie się obwiniał o to, że nic nie zauważył. Od kilku dni toczyłam w sobie wewnętrzną walkę. Część mnie chciała mu powiedzieć, jednak cały czas sumienie mnie blokowało. Nie poradziłby sobie z taką wiedzą. Próbowałby mnie od tego pomysłu odciągnąć i na pewno nie zrozumiałby, że to nie była decyzja podjęta pod wpływem chwili. 
- Dalej, koniec przerwy – powiedziałam, klepiąc go po ramieniu. – Zostało nam mało czasu. 
Co do tego miałam rację. Pozbycie się tych rzeczy powinno trwać kilka dni, a my uwijaliśmy się w kilka godzin. Musiała nam pomagać jakaś wyższa siła, bo w momencie gdy zadzwonił dzwonek przy drzwiach, my właśnie wkładaliśmy ostatnie śmieci do worków. Nie pozostało nam nic innego jak przybić sobie piątkę. 
Gdy dwóch sporych rozmiarów facetów zaczęło wynosić wszystko, usiedliśmy na ladzie, aby nadal mieć na wszystko oko. Pomieszczenie z każdą chwilą coraz bardziej pustoszało, aż zostały tylko meble. 
- Będę tęsknił za tą kanapą – stwierdził Ashton, gdy akurat była wynoszona na zewnątrz. – Tyle z nią wspomnień.
- Możesz ją sobie zostawić i zabrać do siebie do domu.
- Zrobiłbym z niej pomnik z tabliczką „Tu spoczywa dziewictwo Skylar Morgan odebrane przez Ashtona Irwina. To już się więcej nie powtórzy” – za te słowa oberwał ode mnie mocnego kuksańca w żebra, ale zaśmiałam się szczerze. 
- Pamiętasz, że mieliśmy o tym zapomnieć? – zapytałam, siadając po turecku. – O matko, jak to było dawno. 
Schowałam twarz w dłoniach, chcąc ukryć zażenowanie i fakt, że prawdopodobnie stałam się czerwona jak burak. Przed oczami stanęły mi obrazy, a właściwie urywki tego wydarzenia. Pamiętam, że to były urodziny Ashtona i z tej okazji zwędził swoim rodzicom jakieś wino czy szampana. Tego dnia akurat z jakiegoś powodu dzieliliśmy zmianę, co nie zdarzało się wtedy zbyt często, ale Irwin chyba akurat wtedy robił to w ramach szlabanu. Po skończonym dniu zaczęliśmy świętować i w pewnym momencie po prostu trochę przesadziliśmy z alkoholem. Wtedy po raz pierwszy porządnie się upiłam. Już nie pamiętam, które z nas zaczęło, ale jakimś cudem następnego dnia obudziliśmy się z ogromnym kacem wokół naszych porozrzucanych ubrań. Czułam się tak strasznie zażenowana tym, że nie zapamiętałam swojego pierwszego razu, że przez dobre dwa tygodnie unikałam Ashtona jak tylko mogłam, ale w końcu musieliśmy sobie to wyjaśnić i zgodnie stwierdziliśmy, że to wydarzenie pozostaje tylko pomiędzy nami i popada w zapomnienie. Nie powiedziałam o tym nawet Emily, czułam tak wielki wstyd, ale patrząc na to wydarzenie z perspektywy czasu mogłam stwierdzić, że dobrze się stało, że to był Ashton. Przynajmniej powierzyłam swoje dziewictwo (niekoniecznie całkowicie świadomie) osobie godnej zaufania. 
- Lepiej nie wspominajmy o tym Luke’owi – stwierdziłam.
- Tak, to dobry pomysł – przytaknął mi Irwin, aby za chwilę wybuchnąć śmiechem. 
#
Do moich nozdrzy dostał się nieprzyjemny zapach środków dezynfekujących, tak charakterystyczny dla tego miejsca. Założyłam ramiona na piersi, przemierzając niekończące się korytarze szpitala. Cały czas mogłam się wycofać, ale jaki byłby tego sens? Przez cały ten czas uciekałam przed tym, co powinno zostać wyjaśnione już dawno temu. Nie mogłam spocząć w spokoju gdybym tego nie zrobiła. 
Poczułam żółć w gardle gdy stanęłam przed drzwiami. Dłoń na klamce jakoś nie była w stanie wykonać odpowiedniego ruchu. Wzięłam dwa głębokie oddechy, opierając czoło na zimnej powierzchni. Nogi mi się trzęsły do tego stopnia, że jedna pielęgniarka podeszła do mnie i zapytała czy wszystko w porządku. Musiałam zebrać w sobie całe moje pokłady silnej woli, aby wreszcie nacisnąć na klamkę. Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem i wiedziałam, że nie ma już odwrotu.
Postawiłam pierwszy krok, a następne przyszły automatycznie. Do moich uszu docierał rytmiczny dźwięk monitora pracy serca. Gdy zobaczyłam jak leżał na łóżku, podłączony do tej masy dziwnych przyrządów i maszyn, poczułam dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Przez dłuższą chwilę przyglądałam mu się zmieszana, aby następnie po cichu zająć miejsce na stołku przeznaczonym dla odwiedzających.
- Cześć Jesse – powiedziałam zachrypniętym głosem, wreszcie zwracając na siebie jego uwagę.
Pikanie maszyny znacznie przyśpieszyło, gdy odwrócił twarz w moją stronę. Uśmiechnęłam się blado, dokładnie lustrując jak wypadek wyssał z niego życie. Gdy Sean kilka dni temu powiedział mi, że Jesse się obudził, wiedziałam, że nadszedł czas stanąć z nim twarzą w twarz. Siniaki zdążyły się już zagoić, ale cały czas miał na ciele zadrapania. Jako sportowiec zawsze dbał o swoją dobrze zbudowaną sylwetkę, a teraz wyglądał przerażająco chudo i blado.
- Skylar… - zaczął mówić z widocznymi trudnościami. Gdy wypowiedział moje imię, przeszły mnie dreszcze, ale starałam się zachować kamienną twarz.
- Proszę cię, daj mi powiedzieć co mam ci do powiedzenia i mi nie przerywaj. Zrób dla mnie chociaż to. – Gestem ręki ucięłam jego próby. – Na dobrą sprawę nie wiem co mogłabym mówić, żeby wyżyć się na tobie za to co zrobiłeś. Część mnie chce odłączyć cię od tych wszystkich przyrządów i po prostu udusić cię poduszką, ale obawiam się, że w żaden sposób nie złagodzi to bólu, z którym muszę żyć każdego dnia. I to jest wyłącznie twoja wina, Jesse. Nie chcę wiedzieć o czym wtedy myślałeś, dlaczego to zrobiłeś. Naprawdę nie chcę, bo nie będę potrafiła tego zrozumieć, niezależnie od tego jak bardzo bym chciała. Sprawiłeś, że straciłam całkowicie zaufanie do świata, zniszczyłeś wszystko w co wierzyłam i kompletnie rozpadłam się na kawałki. Wystarczył ci na to jeden malutki moment. Nie masz pojęcia jak twoje postępowanie odbiło się na moim życiu. Zostawiłeś na mnie piętno, które będzie towarzyszyć mi do końca życia. Wiesz, że przez pewien czas byłam w tobie zakochana? Dzięki tobie uwierzyłam, że miłość nie doprowadzi do niczego innego jak tylko do katastrofy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile czasu zajęło mi spotkanie kogoś, kto był w stanie udowodnić, że może być inaczej. Mogłabym tutaj siedzieć godzinami i wymieniać wszystkie rzeczy, które we mnie zniszczyłeś, uwierz mi. Ale nie mam zamiaru tego robić, bo nie po to tu przyszłam. Mam nadzieję, że ten wypadek nauczył cię, że wyrządzone zło zawsze wraca w różnych formach, choć nadal nie poznasz takiego bólu, jaki ty mi wyrządziłeś. Jednak mimo wszystko, chcę, żebyś wiedział jedną rzecz i mam nadzieję, że to sprawi, że jeszcze raz przemyślisz całe swoje postępowanie.
- Z…Zgłosisz to na policję? – zapytał, a jego oczy wypełniło przerażenie.
- Nie, Jesse. To kompletnie zniszczyłoby twoją przyszłość i kosztowałoby mnie rozdzieranie tych wszystkich ran – powiedziałam, posyłając mu kolejny blady uśmiech. – Przyszłam tu, żeby powiedzieć ci jedną rzecz. Wybaczam ci.
Szok i niedowierzanie, które pojawiły się na jego twarzy, były nie do opisania. Zapanowała między nami cisza, podczas której cały czas patrzył się na mnie z mieszaniną różnych emocji. Ze spokojem znosiłam ciężar jego wzroku. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę, którą przerwałam, ponownie się odzywając.
- Mam nadzieję tylko, że moje wybaczenie nie pójdzie na marne i weźmiesz sobie wszystko, co powiedziałam do serca. – Wstałam z miejsca i podeszłam do niego. Lekko uścisnęłam jego ramię, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. – Trzymaj się, Jesse.
Gdy wyszłam z budynku, poczułam jak ogromny ciężar w mojej klatce piersiowej nareszcie odpuszcza.


Uwierzcie mi, gdyby to ode mnie zależało rozdział byłby o wiele szybciej, ale klasa maturalna wysysa ze mnie resztki chęci do życia. No ale cieszmy się tym, że w końcu jest! 
Co sądzicie o nowym, przepięknym szablonie, który standardowo zawdzięczam niezastąpionej Lean?
Wiecie, że kocham Wasze komentarze? Szczególnie te długie, które pokazują, że nie warto oceniać książki po okładce. Gdybym mogła wyściskałabym każdego i przesłała czekoladę! Dużo miłości! 

#PaktFF

7 komentarzy:

  1. Kocham cię!
    Nie masz pojęcia jak bardzo mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem. To, że Sky mu wybaczyła jest wspaniałe. Swoją drogą ciszę się, że rozdział jest dopiero teraz, bo wcześniej nie miałabym czasu go przeczytać. Myślę, że nasza główna bohaterka czuje się teraz lepiej. W każdym bądź razie ja bym się poczuła, bo w końcu jakąś cześć przeszłości została zamknięta, prawda? A może się mylę? Oby nie. Wyczekuje na kolejny z niecierpliwością. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje ze dodałas rozdział , czekałam na niego dlugo xx

    OdpowiedzUsuń
  3. długo czekałam na ten rozdział, ale się doczekałam i stwierdzam, że warto było. uwielbiam twój styl pisania, jest taki lekki a zarazem intrygujący, czytanie twojego fanfica sprawia samą radość, dlatego tak bardzo pokochałam pakt samobójców! rozumiem cię, nie musisz się tłumaczyć, szkoła ble ble ble, najgorsze co może być, ale ty się ciesz bo już niedługo kończysz edukację (chyba że idziesz na studia, idk) i jesteś wolna. ale... grunt, że masz czas na przyjemności, rozdział jest wspaniały, czekam na kolejny z niecierpliwością! x

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja poproszę moją czekoladę i uścisk, ot co! ♥
    Kochana, mimo, iż napisałaś, że rozdział jest niesprawdzony, to ja w to nie wierzę. Nie. Musiałaś cokolwiek przeczytać drugi raz albo coś, no bo żadnego błędu nie było widać! Teraz się czuje jak taki, hm, głupek troszkę, ponieważ u mnie niesprawdzony rozdział nie ma ładu i składu, a o błędach już nie wspomnę. Znaczy nie chodzi mi o to, że mam co drugi wyraz błąd, nie. Po prostu masa językowych, czasami się wkradnie interpunkcyjny i to tak leci. :/ Dobra, już nie marudzę.XD
    Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ona mu wybaczyła! Mimo wszystko to niesamowite. Tyle krzywd, których on jej wyrządził, zabrał jej najważniejszą osobę w jej życiu, zniszczył wiarę w miłość... A ona mu wybacza! To nieprawdopodobne. Aż się uśmiechnęłam na tą myśl, na te wyznanie. Coś pięknego.
    Mam tylko nadzieję, że chłopak tego nie zniszczy. Nie zrobi niczego głupiego. Znowu.
    Chwila! Sky straciła dziewictwo z Ashem? Czemu mnie to tak strasznie rozśmieszyło? :D Zwłaszcza to z tą kanapą, hahah. Szkoda, że ją wyrzucą. Ale może jeszcze komuś się przyda? :D
    Cieszę się, że dziewczyna poprawia swoje relacje z bratem. Już jest coraz lepiej i wszystko się w miarę układa. Chociażby te przedrzeźnianie. W sumie to jest o wiele większy postęp niż na początku. Od unikania, do normalnego rozmawiania. Jestem ciekawa, co poczuje, kiedy już jej nie będzie. :c Czy będzie czuł się winny, że zostawił ją na tyle czasu? ://
    No i ta pozytywka. Jeju, kocham Irwina, no! ♥ On mnie nie, bo jest gejem, ale no. Nie przeszkadza mi to w sumie, hahah. W zasadzie to uwielbiam tego ludzika i jego przygody. Na przykład te z tą piętnastolatką. Parsknęłam śmiechem, kiedy to czytałam, poważnie! :D
    Brakowało mi Luke'a w tym rozdziale. Hemmings, gdzie jesteś? Co planujesz? Jakie masz jeszcze życzenia? *-*
    A co by było, jeśli zmieniliby zdanie? Jeśliby się nie zabili? Nie wiem. Z jednej strony bardzo, ale to bardzo bym chciała poznawać ich dalsze losy, ale z drugiej pożera mnie ciekawość, jak odbiorą sobie życie. Wiem, że to co piszę, jest strasznie nierozważne, ale nic na to nie poradzę. :c
    Nie wiem, czy ,,bawisz się'' w LBA, ale Cię nominowałam. Jeśli masz czas i ochotę, to zapraszam tutaj;
    http://kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com/2015/10/czesc-wszystkim-nie-to-jeszcze-nie-czas.html
    Pozdrawiam, karmeeleq
    Właśnie! Zapomniałam napisać o szablonie, ale gapa ze mnie! Jest niesamowity i śliczny i się napatrzeć nie mogłam. Podziwiam osobę, która go zrobiła. Zapewne musiała jakoś przerabiać zdjęcia, bo wątpię, aby Luke z nią miał takiego przytulasa. Fakt, że wygląda na troszkę zniekształconego na twarzy, a właściwie to się tylko świeci, jest uroczy no! ♥ Podoba mi się ta kolorystyka. Jest taka przytulna, miła dla oczu (jakkolwiek to brzmi). :D
    Teraz to już wszystko.
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam szczerze, że spodziewałam się innego rozdziału. Nic dziwnego, że porządnie mnie zaskoczyłaś już na wejściu, a dalej było tylko bardziej i bardziej. Ale nadal pozytywnie :D

    Łał. Skylar i Irwin? No to grubo. Fajnie, że udało im się przejść nad tym do porządku dziennego.

    Bardzo odważnie ze strony Sky, że poszła do odwiedzić Jesse'a. Nie wiem, czy na jej miejscu udałoby mi się przebaczyć coś takiego. Już słowa, jakie ludzie mówią innym ludziom, potrafią nieodwracalnie zranić, a gwałt to już skrajność wśród skrajności.

    Ciągle też się zastanawiam, czy Sky i Luke się jednak zabiją, czy nie. Bardziej obstawiam pierwszą opcję, ale co by się nie stało, będzie dobrze. Jestem spokojna o tę końcówkę, bo wiem, że cokolwiek by nie zrobili, wszystko miało swoją przyczynę i było przemyślane.
    Masz łeb, dziewczyno, żeby tak świetnie skonstruować historię! :)

    Łączę się w maturalnym bólu i pozdrawiam,
    Hagiri

    OdpowiedzUsuń
  6. Skylar i Irwin? OMG <3 kocham kocham kocham

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział ♥ ♥.♥ Czekam na następny!
    Zapraszam również na mojego bloga -> http://neverbewell.blogspot.de/
    Mam nadzieję, że zajrzysz ;)

    OdpowiedzUsuń