11 lis 2015

osiemnaście

rozdział niesprawdzony


Niepewnie zapukałam kilkukrotnie w ciemnobrązowe drzwi, po czym odsunęłam się na krok, rozglądając się dookoła. Był to typowy uroczy dom na przedmieściach z zadbanym ogrodem i miłym sąsiedztwem. Oczami wyobraźni widziałam jak co weekend na innym podwórzu spotykają się wszystkie rodziny z ulicy na ogromnym osiedlowym grillu. To ten typ ulicy, gdzie małe dzieci nie boją się jeździć rowerami po asfalcie, bo nikt nie odważyłby się przekroczyć tu prędkości. Czułam się tutaj niczym intruz. Tak jakbym pochodziła z zupełnie innej bajki. 
Minęła dłuższa chwila zanim drzwi otworzyły się.
- O hej, Skylar – powiedział lekko zaspany Calum, pocierając dłonią jedno oko. 
- Obudziłam cię? – zapytałam zmartwiona. – Przepraszam cię bardzo.
- Spoko, nie ma sprawy. – Machnął ręką, by sekundę później głośni ziewnąć. – Jeśli szukasz Luke’a to muszę cię zmartwić, bo nie ma go tu ze mną. 
- Właściwie to przyszłam do ciebie – powiedziałam, patrząc na moje dłonie do połowy schowane w rękawach koszuli Luke’a, której nadal mu nie oddałam. – Masz chwilę?
Podniosłam głowę, aby zobaczyć jego reakcję. Widziałam jak unosi brwi ze zdziwienia, ale beż żadnych zastrzeżeń wpuścił mnie do środka.
Wnętrze, tak samo jak okolica, sprawiało wrażenie niesamowicie przytulnego. Ściany utrzymane były w przyjemnych, ciepłych kolorach. Gdzieniegdzie porozwieszane były rodzinne zdjęcia Caluma. Na niektórych był z dziewczyną, która, wnioskując po podobieństwie do Hooda, musiała być jego siostrą. Inne pokazywały ich razem z rodzicami. Niby fotografie nie potrafią oddać relacji jakie panują między ludźmi, którym są robione, ale od nich aż biła miłość. Uśmiechnęłam się sama do siebie, cały czas podążając za Calumem, który, jak się okazało, zaprowadził mnie do kuchni. Zaproponował mi kawę, na co z nieukrywaną radością przystałam. W czasie gdy przygotowywał napój, wymieniliśmy kilka standardowych uprzejmości. Pytałam go o to jak idą mu treningi i kiedy zaczyna się sezon. Kiedy zajął miejsce naprzeciwko, zapanowała między nami cisza. Przez dłuższy moment wpatrywałam się w zawartość kubka, który Calum postawił przede mną.
- Więc, - zaczął mówić, przerywając niezręczne milczenie – co cię do mnie sprowadza?
- Pamiętasz naszą rozmowę nad morzem? – zapytałam, spoglądając na niego. Kontynuowałam, gdy kiwnął głową. – Ostatnio sporo o niej myślałam i chciałabym wiedzieć więcej. 
Zanim odpowiedział, przez chwilę wpatrywał się gdzieś w bliżej nieokreślony punkt. 
- Dlaczego nie spytasz Luke’a? Myślę, że lepiej dowiadywać się wszystkiego z pierwszej ręki. 
- Przyjaźnicie się, więc wierzę w to, że jakość twoich informacji nie będzie gorsza. Poza tym, znasz Luke’a i dobrze wiesz, że nie jest tak łatwo do niego dotrzeć. Niby próbuję z nim rozmawiać, ale wydaje mi się, że cały czas trzyma tą część życia z dala ode mnie. 
Calum westchnął ciężko, drapiąc się po skroni. Gdy dostrzegł w moich oczach pewnego rodzaju determinację, coś w nim pękło i że będzie w stanie odpowiedzieć na moje pytania.
- Od razu zaznaczam, że nie wiem wszystkiego, Sky. Jak sama powiedziałaś, do Luke’a raczej trudno dotrzeć, więc nie musisz się czuć wyjątkowa i myśleć, że tylko przed tobą się nie chce otworzyć. Co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Szczerze? Wszystko co mi możesz powiedzieć. Odnoszę wrażenie, że w jego przeszłości musiało stać się coś złego. 
- Jeśli złym nazwiesz to, że jego własny ojciec go nienawidzi i leje, kiedy tylko może, to będzie właśnie to. 
Uniosłam brwi ze zdziwienia. Wiedziałam, że ojciec Luke’a go bije, bo widziałam tego efekty, ale nie zdawałam sobie sprawy, że sprawa jest aż taka poważna. Calum, widząc moją reakcję, uśmiechnął się gorzko. 
- Ale nie rozumiem dlaczego. Co na to jego matka?
- Z tego co wiem, wyjechała ona dobre kilka lat temu gdzieś do Afryki albo Ameryki Południowym ze swoim nowym facetem i od tego czasu Luke nie dostał od niej nawet kartki na święta. 
- Wiesz co się stało? – spytałam. – No wiesz, dlaczego on tak go nienawidzi? Nie chce mi się wierzyć, że nie ma ku temu żadnego powodu. 
- Nie znam dokładnie tej historii. Słyszałem ją, gdy byłem naprawdę mały i mogę nie wszystko pamiętać, ale ponoć chodzi o rodzeństwo Luke’a.
- On ma rodzeństwo?! 
- Nie. I w tym rzecz. Chodziło o to, że on miał mieć rodzeństwo, ale w tym samym czasie ciężko zachorował. Jego matka ciężko to przeżyła i chyba właśnie z tego powodu poroniła. Od tego czasu w ich rodzinie wszystko zaczęło się psuć. Krótko po tym jego rodzice wzięli rozwód, a Luke został pod opieką ojca. To tylko moje przypuszczenia, ale sądzę, że właśnie przez to ten psychol zaczął uważać, że to wszystko wina Luke’a.
- Nie miałam o niczym pojęcia – powiedziałam bardziej do siebie niż do Caluma. 
- Nie dziwię się – stwierdził, wzruszając ramionami. – Dotarcie do Hemmingsa tak naprawdę graniczy z cudem. Niby nie ma nic do ukrycia, a tak naprawdę twoja wiedza o nim kończy się na danych osobowych. Znam go już dobrych parę lat, a nigdy nie powiedział mi tego bezpośrednio. Podsłuchałem to, kiedy moja mama z kimś rozmawiała. 
- Jak często jego ojciec go, no wiesz, - miałam wrażenie, że słowa nie mogą przejść mi przez gardło – bije?
- Prawie za każdym razem, gdy jest w domu – westchnął. – Można powiedzieć, że Luke ma szczęście, bo bywa tam naprawdę rzadko, ale nie raz widziałem jak na wf przebierał się w toalecie, ale i tak nie potrafił ukryć tych wszystkich siniaków. Wiesz, że przez jakiś czas grał w reprezentacji szkoły w kosza? I trzeba mu przyznać, że był w tym naprawdę dobry. Zrezygnował z tego, bo mimo, że jest z niego cholernie twardy zawodnik to nie potrafił wytrzymać z bólu, ale oczywiście nikomu się do tego nie przyzna. 
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Milczałam, beznamiętnym wzrokiem wpatrując się w do połowy opróżniony kubek. 
- Większości wydawało się, że ten chłopak ma wszystko, a nikt naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma przekichane o wiele bardziej niż większość z nas. Patrzyli na niego tylko przez pryzmat tego, co miał. Nikt nawet nie potrudził się, żeby poznać go bliżej. Uważali, że skoro jego ojciec jest bogaty, to ma się za lepszego. Jednak nie wzięli pod uwagę tego, że w jego przypadku pieniądze szczęścia nie dają i nie potrafią wynagrodzić braku miłości rodzicielskiej. 
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, ale nadal byłam niezdolna do sklejenia jakiegokolwiek zdania.
- Szczerze mówiąc martwię się o niego, Skylar. Boję się, że ta cała jego wesołość jest tylko grą, gdy w rzeczywistości wszystko cholernie przeżywa, a ja nie potrafię mu pomóc. Luke jest moim przyjacielem i nie wybaczę sobie, jeśli coś się działo, a ja tego nie zauważyłem.
Z całych sił starałam się, aby nie drgnął mi nawet mięsień. Sposób, w jaki Calum o tym mówił, sprawił, że coś we mnie pękło. Gdyby tylko wiedział co niedługo się stanie… Nie mógł się nawet tego domyślać, dlatego wymusiłam u siebie jak najszczerszy uśmiech, położyłam mu rękę na ramieniu i powiedziałam najokropniejsze kłamstwo, na jakie było mnie w tamtej chwili stać:
- Nie musisz się martwić, Calum. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, zaufaj mi. 
#
- Wracamy do początków? – zapytałam, stawiając stopy na pomoście, gdzie nasza przygoda się zaczęła. 
Jakąś godzinę temu zaszło słońce i jedynym źródłem światła był księżyc w pełni, odbijający się od tafli jeziora. W nocy to miejsce nabierało jakiegoś magicznego uroku. Dookoła panowała cisza, zakłócana tylko przez delikatne odgłosy niespokojnej wody. 
Spojrzałam na Luke’a, który ze swoim standardowym, rozbrajającym uśmiechem przyglądał się krajobrazowi przed sobą. 
- Jest świetnie – stwierdził, rozkładając koc, który dotychczas niósł pod pachą. 
- Czy twoje życzenie zakłada leżenie na pomoście?
- Między innymi. Trochę tu sobie poczekamy – stwierdził, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. 
- Na co?
- Na północ, oczywiście. Zaraz potem zostaniemy syrenkami i odpłyniemy w siną dal. 
- Myślałam, że tylko dziewczyny mogą zostać syrenkami. 
- Ktoś naopowiadał ci bajek, w które wierzysz, partnerko. Wszystko jest możliwe. Jedynym limitem jest niebo. No ale tak na serio to po prostu chcę sobie popływać w nocy.
Uśmiechnęłam się, po czym położyłam się kocu i natychmiast poczułam jak niewygodny jest ten pomost. Nie minęła chwila, a Luke zrobił to samo. Przyglądałam się jego profilowi, podczas gdy on wlepił wzrok w ciemne niebo. Obserwowałam jak z dziwną fascynacją wpatruje się w pojedyncze, małe punkciki i uświadomiłam sobie, że nie mogłabym być szczęśliwsza. Cóż, nie do końca mogłam nazwać to szczęściem. Nadal odczuwałam wewnętrzny ból, który nie opuszczał mnie ani na chwilę, ale uczucie, które mnie przepełniało potrafiło chociaż przez chwilę to stłumić. Tak jakbym mogła choć udawać, że wszystko przez chwilę może być w porządku. To był jeden mały kawałeczek normalności, którego miałam szansę zaznać przez pożegnaniem się z tym światem. 
Spędziliśmy długi czas po prostu milcząc, aż w końcu Luke spojrzał na zegarek i zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że aż zachwiał się na nogach, bo zakręciło mu się w głowie. 
- Masz na sobie strój? – zapytał, rozpinając pasek od spodni. Pokiwałam jedynie głową. – To świetnie. Wyskakuj z ciuchów. 
- Aleś ty bezpośredni – zaśmiałam się, ale zrobiłam to, co kazał. Chwilę później stałam już tylko w stroju kąpielowym i ogromnym burakiem na twarzy. 
Mimo, że Luke starał się z tym kryć, nie mogłam zignorować faktu jak bardzo palił mnie jego wzrok. W tamtym momencie nie miałam w sobie tyle odwagi, żeby podnieść głowę i na niego spojrzeć, więc po prostu stałam, gapiąc się na pomost. 
- Powiedziałbym ci teraz, że jesteś piękna, ale uważam to za zbyt lamerskie. Poza tym, mam nadzieję, że masz tego świadomość – stwierdził, podchodząc do mnie i łapiąc za rękę. Gdy czule ucałował moje czoło, wreszcie spojrzałam na jego twarz. Uśmiechał się w sposób przeznaczony tylko dla mnie, przez co uświadomiłam sobie jak beznadziejnie jestem w nim zakochana. 
- Chodźmy, bo zaraz stracimy szansę stania się syrenami. – Mocniej ścisnął moją dłoń, a zaraz potem ruszył biegiem w stronę końca pomostu. 
Nogi mi się plątały, gdy próbowałam za nim nadążyć, ale jakimś cudem udało mi się nie przewrócić. Sprawa się skomplikowała, kiedy grunt pod nogami się skończył i z impetem wskoczyliśmy do jeziora. 
Poczułam jak do nosa dostaje mi się woda, więc jak najszybciej było to możliwe, wypłynęłam na powierzchnię. Dookoła była tylko ciemność. W panice zaczęłam rozglądać się na boki, ale nigdzie nie dostrzegłam Luke’a. W myślach przeklinałam go, że nawet jego ostatnie życzenie zakładało kontakt z wodą, ale zaczęłam się poważnie martwić, bo nadal nie potrafiłam go nigdzie dojrzeć. 
- Luke?! – krzyczałam, ale nikt mi nie odpowiadał. Jeśli ten chłopak przeżył skok z bungee i z wodospadu, a utopił się w tym cholernym jeziorze, to znajdę sposób, żeby przywrócić do życia i własnoręcznie uduszę. 
Zaczęłam się coraz bardziej denerwować. Dookoła nie było dosłownie nic. Zaczęłam panikować do tego stopnia, że nie potrafiłam nawet zlokalizować gdzie jest pomost. Tylko ja i tafla wody, która bez światła dziennego wydawała się bezkresna. Nie wiem jak głęboko tam było, ale na pewno nie miałam tam gruntu. Nienawidziłam tego poczucia bezsilności, które właśnie zaczęło mi towarzyszyć. Poczułam się jeszcze gorzej, gdy prawdopodobnie zahaczyłam nogą o glony. Zaczęłam energicznie machać rękami, chcąc jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. 
- Po co te nerwy, partnerko? – usłyszałam w końcu głos Luke’a i natychmiast do niego podpłynęłam.
- Myślałam, że się utopiłeś! – krzyknęłam, obejmując go mocno rękoma i nogami. – A do tego, że pozwolisz mi pójść na dno z tobą albo zejść tutaj na zawał!
- Nie mógłbym do tego dopuścić – zaśmiał się, podpływając ze mną, uczepioną do niego, do drabinek, aby w spokoju wyjść z wody. – Chyba już wystarczy ci kąpieli na dzisiaj. 
Wdrapałam się na górę i rzuciłam na drewniane deski, ciężko oddychając. 
- Nigdy więcej tego nie rób – wysapałam. – Albo oboje idziemy na dno albo żadne, jasne?
- Rozkaz, partnerko – powiedział, kładąc się obok mnie. – No i nici z bycia syrenką.
Dłuższą chwilę żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa, ale w pewnej chwili spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy gromkim śmiechem. To właśnie uwielbiałam w takich momentach. Tą przedziwną atmosferą, którą sobie stwarzaliśmy i fakt, że to wszystko było przeznaczone tylko i wyłącznie dla nas. Prawie tak, jakby było normalnie, a my nie mielibyśmy zamiaru za chwilę się zabić. Jednak rzeczywistość była inna i od niej nie można było uciec. Może życie nie jest przeznaczone dla każdego? 
- Luke… - powiedziałam, obracając się na brzuch, tak, abym mogła widzieć jego twarz. W odpowiedzi tylko mruknął, na znak, ze mnie słucha. – Jestem gotowa.
- Co masz na myśli? – zapytał, opierając się na łokciach.
- Mam na myśli, że nie mam innych życzeń. Przez ten czas dostarczyłeś mi tyle emocji i pokazałeś, że potrafię jeszcze odczuwać jakieś inne emocje niż wszechogarniający ból. Dlatego jestem już gotowa, żeby dopełnić nasz pakt. 


Co tam nauka, przedostatni rozdział Paktu jest ważniejszy! Tak, tak. Został nam tylko już finałowy rozdział i epilog, więc byłoby dobrze, jeśli jednak zostawilibyście po sobie jakiś komentarz, żebym wiedziała, że ktoś jednak na to zakończenie czeka ;)

9 komentarzy:

  1. jejku, tak bardzo nie chcę końca bo to opowiadanie to życie, jest takie inne i cudowne shsjsn
    kocham ich razem:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam!!!!! Jeju😍 to opowiadanie jest takie piękne <3 w sumie chciałabym żeby teraz sir zabili bo umrą szczęśliwi i nie dotkną ich wtedy juz żadne nieszczęścia :') czekam z niecierpliwością!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zły moment na zakończenie rozdziału, oj bardzo :D
    Szkoda mi Caluma - martwi się o przyjaciela, chce mu pomóc, opowiedział Sky o całej sprawie, a ona w zamian wcisnęła mu taki kit. Chociaż, nie wiem czemu, mam wrażenie, że Luke już wcale nie chce się tak chętnie zabić ("chętnie zabić", jak to dziwnie brzmi :D). Tak się zawstanawiam, czy gdyby oni tak poważnie myśleli o samobójstwie, to czy byliby tacy sczęśliwi w swoim towarzystwie. Czy zakochana osoba, może mieć aż taką depresję, skoro miłość to takie piękne, dodające siły uczucie? Zawsze myślałam o tym w ten sposób, ale chyba podświadamie pragnę happy endu, bo uwielbiam tę parę :)
    Komentuję pierwszy raz, ale bardzo lubię Twoje opowiadanie, zawsze czuję tu taki magiczny klimat, serio :)
    Czekam na dziewiętnastkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam kilka teorii.
    1-Nie wiem jak się zabiją, ale Luke zrobi to tak, że Sky przeżyje.
    2-Obydwoje zginą, ale to wydaje się być chyba zbyt proste.
    3-Wydarzy się jeszcze coś co zupełnie zmieni ich postanowienie.
    4-Ktoś z nich zginie w wypadku.
    5 (moja ulubiona)-Odwiedzi ich królowa syren i nauczy oddychać pod wodą.
    Dalej nie wiem, ale mam nadzieję, że któraś z nich będzie choć trochę podobna do zakończenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. O jeejku,ale sie porobilo :// Z jednej strony chce zeby sie zabili,a z drugiej nie poniewaz żal mi bedzie Asha i Caluma.Pierwszy raz komentuje,bo wczoraj znalazlam te opowiadanie na grupie 5SOS blogi z opowiadaniami iiiii tak sie wkrecilam,ze nie spalam do 3:00 i przeczytalam wszystkie rozdzialy tylko szkoda,ze zostalo tak malo :c Alee zapisze to ff na mojej scianie (tak zapisuje na scianie te ff ktore kocham,aby nie zapomniec)Wiec czekam na neexta *-* <3 PS.Pisze z konta mojej siostry//Martyna W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i zapomnialam dodac te ff jest hgdsruknbvcghikn cudne ❤❤

      Usuń
  6. Cudowne✌���� Plz next hihi

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejuu. Nie moge uwierzyc ze to juz przedostatni rozdzial. Bardzo nie chce zehy to juz byl koniec bo to ff jest wyjatkowe i w sumie troszke pomaga mi w zyciu. No ale coz... Czekam na jakiekolwiek zakończenie :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy sobie uświadamiam, że to już niedługo koniec paktu odczuwam pustkę, mimo że od początku nie byłam z Tobą i fafiction, ale cholernie mi się spodobało, więc cóż.. nic na to nie poradzę. Szkoda, że Skyler jednak chce się zabić, mogliby mieć cudowną historię ale w sumie, mam wiele teorii, jeśli chodzi o zakończenie i ciężko trzymać się jednej, więc teraz trzeba tylko czekać na końcówkę. :)

    OdpowiedzUsuń